czwartek, 5 grudnia 2013

Dieta niejadka - jak zwiększyć kaloryczność dań

Choć zdarzają się dni takie jak wczoraj, kiedy dziecię moje wsuwa podwójne porcje, prosi o dokładkę, a na koniec wylizuje talerz i na całą parę wykrzykuje "Pyyychaaa jedzionko! Jeście!!!", to jednak są one w mniejszości. Przez lwią część swojego życia Andrzejek najchętniej żyłby powietrzem i tym, co wygrzebie w piaskownicy. I wcale nie chodzi o to, że Jędrula jest wybredny - bo nie jest. Jego jadłospis jest szerszy niż menu niejednej dorosłej osoby - i to mimo ograniczeń narzucanych przez alergie. Lubi, kiedy jego posiłki są urozmaicone, ale za nic nie chce dostosować się do stałych pór jedzenia i schematu: śniadanie-drugie śniadanie-obiad-podwieczorek-kolacja. A próby podania mu tego, o co w danej chwili nie prosił, to istny zamach na jego autonomię;p

Eksperymenty typu obrazki z kanapek czy zabieranie dziecka do kuchni, by pomagało w przyrządzaniu posiłku, działały, ale na chwilę. Te ostatnie nieraz kończyły się bezładnym wyjadaniem zawartości lodówki (kilka oliwek z czosnkiem, plasterek szynki, łyk keczupu prosto z butli, gryz twarogu, dżem, który udało się wydobyć palcem ze słoika, kawałek sardynki z puszki i do tego dwa kiszone ogórki) i kategoryczną odmową zjedzenia przygotowanego "wspólnie" obiadu, traktuję je więc raczej jako atrakcje raz na jakiś czas niż sposób walki z buntem niejadka.

Pierwsze zdjęcie to mój pomysł autorski;p Na drugim kompozycja autorstwa Andrzejka sprzed mniej więcej miesiąca - oczy i uśmiech stworzyliśmy z kanapki z miodem, a nosek z domowej szynki pieczonej przez babcię. Z pierwszej została tylko zielenina, z drugiej - jedna skórka:)

Póki jeszcze młody był na piersi, było ok - zawsze coś tam sobie nocami dojadał, więc machałam ręką na niedokończoną kaszkę albo zostawiony chlebek, choć mój mąż taki tolerancyjny nie był i wciskał małemu jedzenie na wszelkie możliwe sposoby. A mały, nie dość, że jadł tyle co nic, to jeszcze wymiotował na potęgę. Z tym właśnie problemem wylądowaliśmy u naszej pani gastrolog, która samymi swoimi radami sprawiła, że dziecko przestało rzygać jak kot i zaczęło przybierać na wadze jak należy. Głównym zaleceniem pani doktor dla nas było karmienie Andrzejka tym, co sami jemy w wersji o podwyższonej kaloryczności - chodziło o to, by, skoro Jędruś i tak je mało, to co uda się mu podać i uchronić przed zwymiotowaniem, dostarczyło mu nie tylko witamin i minerałów, ale też energii na codzienne harce. Gdyby bowiem tej brakowało, organizm mógłby zacząć spalać własne rezerwy, a w skrajnym wypadku nawet mięśnie.
Pani doktor podrzuciła nam kilka propozycji. Trochę też wydedukowałam sama. I choć wcale nie są one odkrywcze, z wypróbowanych na Jędrusiu mogę polecić:
  • sosy zagęszczane mąką. Są nie tylko bardziej kaloryczne, ale też gęstsze i dziecko, które zaczyna przygodę ze sztućcami, łatwiej poradzi sobie z ich nabraniem i doniesieniem do buzi. No i trzymają się na mięsku czy makaronie, przez co nie są one takie mdłe, suche i nijakie.
  • łyżeczka oleju rzepakowego na porcję zupy. Przyznam bez bicia, że zapomniałam o tym dodatku, kiedy przestawiłam Jędrusia z zup słoiczkowych na domowe, ale lekarka mnie na to uczuliła - to nie tylko kalorie, ale też niezbędne kwasy omega-3
  • kasza manna lub kaszka kukurydziana (lub ryżowa, ale ona zapiera) jako zagęstnik do zupy - spełnia podobną rolę jak mąka w sosie.
  • olej lniany. Używamy budwigowego jako dodatku do twarożku albo surówek - dodaję tyle, żeby nie był wyczuwalny, inaczej Andrzejek odmówiłby współpracy. Kiedy Jędruś dostaje olej lnieny, nie dodaję już tłuszczu do zup.
  • miód. Z zasady nie dosładzam Andrzejkowi niczego cukrem, który i tak niestety dostaje - w kupnych kaszkach, które na swoje własne nieszczęście lubi i o które często prosi. Jeśli więc potrzebuję dosłodzić Andrzejkowi herbatę albo kwaśny deserek, dodaję łyżeczkę miodu. By nie stracił na wartości (a to prawdziwa bomba witaminowo-odpornościowa), dodaję go zawsze do przestudzonych dań i napojów.
  • dania mączne - my nie możemy krowiego mleka i jaj, ale i tak na jędrusiowym talerzu przynajmniej raz w tygodniu znajduje się jakieś danie mączne - kopytka, naleśniki, racuchy albo pierogi. Od czego w końcu mleka roślinne:) A czym zastępujemy jajo? O tym w tabelce, którą znajdziecie TU.
  • Ziemniaki z wody praktycznie żadnej wartości już nie mają. Mikroelementy zostały w wywarze, a i kalorii niemal brak. Dlatego jeśli u nas mają być ziemniaki, to są, ale pieczone w mundurkach polane jakimś ziołowym masełkiem. Ziemniaki podajemy naprzemiennie z kaszami (Andrzejek najchętniej je gryczaną i pęczak) i razowymi makaronami bezjajecznymi. W połączeniu z gęstym sosem spod mięsa stanowią nie lada atrakcję dla dziecka, które uczy się samo jeść. Poza tym kasza (gotowana jedynie w takiej ilości wody, jaką zdoła wchłonąć) to dobre źródło mikroelementów oraz witamin z grupy B.
  • jako dodatek do deseru owocowego Andrzejek często dostaje domowe kruche ciasto, oczywiście bez jaj, z miodem zamiast cukru. Czasem dodaję do niego kakao, soku z cytryny, cynamonu albo imbiru. Przepisu nie podam, bo zawsze robię "na oko" kulkę wielkości mojej pięści - wtedy Jędrula ma 1-2 porcje ciacha, a dorosłych nie kusi, żeby mu podwędzić ;)
  • śmietana do zup i deserów. Dla małych dzieci (powyżej roku) poleciłabym raczej 18-kę niż kremówkę. Niestety u Andrzejka tego sposobu nie mogę zastosować ze względu na utrzymującą się alergię. Ale kto wie, może kiedyś...


W każdym razie efekty, efekty:) Od maja na takiej diecie młodemu, choć temperament go rozsadza, a ilościowo jego porcje nie powiększyły się zbytnio, przybyło prawie półtora kilograma. A wcześniej zdarzało mu się nawet schudnąć między kolejnymi pomiarami. Nadal jest szczuplutki (wzrost między 75 a 90 centylem, waga ok. 25 centyla - to już sama sprawdziłam na siatkach, bo nasza lekarka nigdy tego nie robi), ale już przynajmniej nie sterczą mu żebra:)
 

4 komentarze:

  1. Jak ładnie skomponowane na talerzu,aż sama chętnie bym się zabrała ;D

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dla siebie też takie robię. Zwłaszcza gdy usiłuję sobie przemycić trochę warzyw;p

      Usuń
  2. Super zestawienie. Przyda się na pewno. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolałabym, żebyśmy nie musiały kombinować:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...