piątek, 29 listopada 2013

W połowie oczekiwania



Ech, tydzień podsumowań u mnie;) wczoraj kolejna miesięcznica Andrzejka, a dziś półmetek oczekiwania na Julianka…
Mimo że za niecałe 3 tygodnie będę zbierać do kupy już cały piąty miesiąc, zrobię podsumowanie, a co. I to większe, bo z całej pierwszej połowy ciąży.

Zacznijmy od tego, co obiektywne:
  • ważę 3,5-4kg więcej niż na początku. Ile dokładnie – tego dowiem się na poniedziałkowej wizycie u dietetyczki, która odtąd będzie pilnować, by nienawidząca owoców i warzyw ciężarówka z niedoczynnością tarczycy nie musiała toczyć się na porodówkę.
  • Pierwszy raz od baaardzo dawna zmierzono mój obolały biust – okazało się, że po latach noszenia przed sobą pustego stanika ten wymiar niczym MM – 89cm przy 71cm pod nim. Stało się to, gdy poszłam wreszcie kupić sobie porządny biustonosz. I tu miła niespodzianka – Esotiq wprowadził do oferty rozmiar 65G, to chyba specjalnie dla mnie:D Ostatnio podobną michę nosiłam w nawale po urodzeniu Jędrusia, a wcześniej jak większość Polek 75B;) Niech żyje brafitting!
  • Zmierzyłam się też w talii. O ile przed ciążą z Jędrusiem miałam raczej chłopięcą figurę, o tyle pierwszy syn zostawił mi na pamiątkę całkiem ładne wcięcie, które – mimo całkiem sporego jak na ten etap ciąży brzuszka – mam nadal:) W talii mierzę teraz 70cm, o 6 więcej niż na początku obecnej ciąży.
  • Brzuś – no właśnie. Jest, najdelikatniej ujmując, okazały. Większość osób, która dowiaduje się, że jestem w piątym (a wcześniej w czwartym czy trzecim) miesiącu mówi, że wyglądamy z Julkiem „poważniej”. Na półmetku obwód mojego brzuszka to 88cm. Od poprzedniego pomiaru pod koniec czwartego miesiąca ciąży doszedł kolejny centymetr. Oto i mój brzuszek – od pierwszego miesiąca do stanu obecnego:

  • W biodrach nie tyję wcale:) Jest jak było przed ciążą – 92cm.
  • Wreszcie opuściły mnie uporczywe wymioty i spontaniczne mdłości. Zdarza mi się co prawda przytulić kibelek, ale właściwie już tylko w wyniku nadwrażliwości na zapachy, szczególnie te mdłe (surowe mięso, kosmetyki, świeże ryby)
  • Powoli ustępuje trądzik. Podejrzewam, że gdyby nie Duphaston, miałabym teraz cerę jak alabaster . Paskudztwa pojawiły się znikąd, kiedy musiałam zacząć go brać, a ilość wyprysków na mojej fizjonomii zmniejsza się wraz ze zmniejszeniem dziennej dawki leku.
  • To za co lubię ciążę to piękne mocne włosy. Rosną błyskawicznie, są puszyste, lśniące i nie wypadają. Gdyby jeszcze zechciały kręcić się tak jak „przed Jędrusiem” byłabym przeszczęśliwa.

Co do ciążowych stereotypów
  • jak już wspomniałam, nie ominęły mnie legendarne mdłości. Przez pierwsze 3 miesiące lądowałam w toalecie niemal co godzinę.
  • mam jedną zachciankę – na przesolony twarożek. Ostatnio w wersji z miodem. Nie mam za to napadów głodu i nie jem za dwoje.
  • smaki? Tak. Lubię mniej więcej to, co wcześniej, ale kompletnie odrzuca mnie wszystko, co surowe, na czele z owocami i warzywami. Dla dobra dziecka w brzuszku zmuszam się do picia soków.
  • trochę już zelżała moja zmienność nastrojów. Ale przez pierwsze 2 miesiące rzeczywiście mogłam być trudna do zniesienia.
  • Nie mam na razie ciążowej "pręgi" biegnącej przez środek brzucha, którą przy Andrzejku miałam niemal od początku, i to w dodatku... krzywą;p

Z dolegliwości początku ciąży miałam:
  • skurcze wysiłkowe od 6tc – musiałam bardzo ograniczyć swoją dotychczasową aktywność. Ustały ok. 10tc.
  • krwiaka. Na szczęście był nieduży, szybko się wchłonął i nie dawał plamień, ale praktycznie wyłączył mnie z jakiejkolwiek większej aktywności.
  • niewyjaśnione bóle i skurcze przepowiadające – miałam po jednym epizodzie w 4 miesiącu ciąży. Po nich do dziś bardzo się oszczędzam i unikam każdego dużego wysiłku – powiedziano mi, że w razie powtórki czeka mnie patologia ciąży.
  • niedoczynność tarczycy – prawdopodobnie o podłożu autoagresyjnym. U mnie objawiła się głównie ogromną sennością i utratą refleksu. Muszę brać hormony – niewielkie dawki na razie wystarczają, by opanować sytuację, ale cały czas wisi nade mną groźba ostrego autoimmunologicznego zapalenia tarczycy, a to już byłaby grubsza sprawa

To ja, a Julianek?
Wg mojego ulubionego „kalkulatora wielkości płodu” z portalu ciazowy.pl wynika, że mierzy on w tej chwili tyle, co jajowód mamy  i waży tyle co dojrzałe awokado:). Jak rzecz się ma naprawdę, zobaczę podczas wtorkowej wizyty u ginekologa.
Z dotychczasowych badań wyglądało, że Julek jest o tydzień lub półtora starszy niż wynikałoby to z terminu miesiączki. Jest więc duży, ale raczej spokojny. Choć  jego ruchy poczułam już na przełomie 14 i 15tc, to dopiero od niedawna mogę nazwać je kopniakami – a i te nie są częste, bo dają się wyczuć najwyżej kilka razy dziennie, głównie wtedy, kiedy leżę na boku. Podobno to normalne, ale muszę przyznać, że mój pierworodny, wojujący od samego początku, przyzwyczaił mnie do nieco innych standardów. I tak mu zostało - dziś ma ponad półtora roku i nie ma mowy, żeby choć chwilę usiedział bez dokazywania. Czy mogę więc mieć nadzieję, że Julianek po urodzeniu będzie tak spokojny, jak jest w brzuchu?
Na zakończenie – portfolio mojego młodszego przystojniachy


6 komentarzy:

  1. Faktycznie brzuszka nie da się nie zauważyć :) słodki,a Ty taka chudziutka, fajnie że nie tyjesz w ciąży w innych częściach ciała.

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, co będzie dalej, w poprzedniej ciąży przytyłam 21kg:)
      A takim patyczakiem byłam od zawsze, ś.p. babcia się ze mnie śmiała, że lepszych do trumny kładą;p

      Usuń
    2. Oj 21 kg to dużo ;) mnie lekarka mówić by starać się utyć w normie do 15 kg ;)

      Usuń
    3. Dużo, ale zrzuciłam to w całości w połogu - 12 ubyło mi po samym porodzie. Teraz przy niedoczynności tarczycy może być trudniej, dlatego bardziej uważam, ale co tam figura, najważniejsze, żeby młody był zdrowy:)

      Usuń
  2. Wyglądasz ślicznie ;-)
    I dokładnie - najważniejsze żeby Młody był zdrowy - tego Jemu i Tobie gorąco życzę ;-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...