piątek, 8 listopada 2013

To może ja się nim czasem zajmę...

Mieliśmy dziś bardzo miłe odwiedziny. Zajrzała do nas moja ciocia - siostra mojego taty, a zarazem moja matka chrzestna, z którą, choć też mieszka w Krakowie, zachodzimy się zdecydowanie zbyt rzadko.
Ciocia jednak o nas pamięta - była u mnie w szpitalu, kiedy urodził się Jędruś, dzwoni z życzeniami, kiedy jest okazja, wcześniej raz czy dwa w naszym krakowskim mieszkaniu była.

No więc parę dni temu zadzwoniła do mnie ciocia z propozycją, że chętnie czasem zajmie się Andrzejkiem, żebyśmy my z mężem mieli trochę luzu i czasu dla siebie. Zaprosiłam ją więc do nas - bo skoro Jędruś miałby z nią zostać, musi się z nią trochę oswoić. Nie widział jej wszak od ponad pół roku.


Od rana mówiłam Jędrusiowi, że po podwieczorku przyjdzie do niego ciocia. Pokazałam mu ją też na zdjęciu. Ucieszył się, nauczył się nawet całkiem ładnie wymawiać jej imię i co chwilę wypytywał, kiedy w końcu ciocia się zjawi. A gdy już się zjawiła i podeszła się przywitać... schował się za moją nogą. Ciocia kucnęła więc koło niego i wyciągnęła prezent - kolorowego nakręcanego żółwika. Myślałam, że będzie szał, Andrzejek lubi wszystko, co da się nakręcać, nawet jeśli akurat jest to zabawka. Gdy jednak nakręcił sobie żółwika i puścił go po podłodze, natychmiast wybuchnął płaczem rozpaczliwym i błyskawicznie wrócił na bezpieczną pozycję za moją nogą.

No nic - musi się dziecię przyzwyczaić. Zapraszamy ciocię do stołu, podajemy herbatę i ciasto, Jędruś dostaje miskę pełną chrupek, którą pochłania w okamgnieniu i natychmiast zaczyna dopominać się o ciasto. A ciasto - baba piaskowa, zawiera śmietanę i jaja...  Jędrula oczywiście nie dał się przekupić ani kolejną porcją chrupek, ani ciasteczkami trzymanymi specjalnie na takie okazje, ani owsianymi, które wyłożyłam na talerz głównie z myślą o nim, żeby nie było, ze ma szlaban na wszystko, co na stole dorosłych. Odbyła  się klasyczna scena, która mogłaby być filmową ilustracją hasła "bunt dwulatka".
Gdy już scena się zakończyła, a uspokojony Jędruś ochłonął po paru łykach herbaty, zaczęło się od nowa. Tym razem włażenie na regał z książkami i wspinaczka z kanapy na parapet "okienka" między kuchnią a pokojem z próbą zeskoczenia na drugą stronę - mimo otwartych drzwi.
Potem jeszcze parę razy Andrzejek kazał mi opowiadać bajkę o odkurzaczu (którą kiedyś wymyśliłam dla świętego spokoju, żeby uzasadnić, dlaczego trzymamy go w pawlaczu, a nie w - dostępnym dla Andrzejka - pudle), ciocia musiała narysować mu chyba ze 101 misiów, 202 koty i 303 króliki, a potem jeszcze odkurzacz (od razu zauważył i wypomniał brak wtyczki do kontaktu), samochód i armatę, która robi pif-paf, a tatuś został zmuszony do śpiewania "kaczuszek" i podrzucania małego terrorysty na kolanach. Była też kolejna scena o to, że rodzice zabronili rzucać talerzykiem, a potem kolejna, tata nie pozwolił młodemu wypić swojej mate.

Każdy taki wybryk ciocia komentowała, że mały na to po dziadku (moim tacie), jednak w miarę trwania wizyty było widać, jak coraz bardziej rzednie jej mina. Żegnając się, powiedziała dyplomatycznie, że chętnie nas częściej odwiedzi, ale propozycja zajęcia się nim, żebyśmy mieli trochę spokoju, jakoś tak już już nie padła... i w sumie wcale się nie dziwię.
Chociaż na sam koniec Jędruś cioci pomachał, przytulił się do niej i nawet dał jej buzi:)

10 komentarzy:

  1. No to Andrzejek dał popis :D
    hehehe, ciocia pewnie sie przeraziła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, chyba tak. Tym bardziej, że jej syn, ładnych parę lat starszy ode mnie, przez rodzinną "starszyznę" jest wspominany jako bardzo ciche i spokojne dziecko

      Usuń
  2. Ano nie jest latwo wytrzymac z czyims dzieckiem - najczesciej kazdym. Wy sobie swietnie dajecie rade, bo jestescie rodzicami, a taka ciocia moze dawno miala dzieci i zapomniala, ze to takie zywe srebra. :-) i nici z luzu, ale moze macie innw ciocie jeszcze. :-):-):-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Ciocia nie ma wnuków, tylko jednego syna o prawie dekadę ode mnie starszego.

      A i u nas to "świetnie" jest dość negocjowalne, vide mój poprzedni post;/
      Ja po prostu już przywykłam do jego psot.

      Usuń
  3. No ładne przedstawienie było ;)
    Faktycznie, niektórzy nie umieją wytrzymać z cudzymi dziećmi i dłuższy kontakt z nimi jest nie do przyjęcia.
    Cioć jest wiele na świecie i zawsze znajdzie się taka co ukocha Twojego malucha i nie zrobi na niej żadnego wrażenia akcja potworzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może być ciężko.
      Cieszę się, że na razie nie muszę szukać niani, bo jak dotąd tylko dziadkowie wytrzymują z moją latoroślą - ale niestety za cenę pozwalania na wszystko. Mały jest bardzo inteligentny, ma mnóstwo wdzięku, i doskonale wie, jak kogo urobić. Sceny urządza właściwie tylko przy nas - bo wie, że u rodziców "Andziej tak płooosi" i słodkie minki nie wystarczają. My takie sceny po prostu przeczekujemy, ale miny postronnych często są bezcenne.

      Usuń
  4. dal popis a ciocia sie bidna wystraszyla :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale jej się nie dziwię. Sama się boję, czy mimo wszelkich naszych wysiłków nie wyrośnie na jakiegoś terrorystę

      Usuń
  5. haha, no ładnie, na ciocię już chyba bym nie liczyła ;) kochany urwis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie liczę:(
      Na wakacjach skapitulowała nawet superspokojna opiekunka zajmująca się na co dzień moją ciężko chorą babcią. Dobrze, że nie muszę szukać niani, bo na razie tylko moi rodzice i mama męża są w stanie wytrzymać sam na sam z Jędrusiem dłużej niż godzinę.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...