środa, 20 listopada 2013

Rozliczenie z Wyzwania

Źródło: http://zielonashamandura.blogspot.com/2013/10/jak-dobrze-wstac-skoro-swit-czyli.html

Ponad miesiąc temu podjęłam się szukania przez 30 kolejnych dni powodów, dla których warto było się obudzić (KLIK). Małych radości w każdym, nawet najbardziej ponurym dniu. Dziś przyszło mi rozliczyć się z własnej  wytrwałości.
Post publikuję z opóźnieniem, bo uznałam, że muszę go obrobić (czytaj: skrócić), bo inaczej konia z rzędem temu, kto dotrwałby choć do połowy;p Gotowi?

Dzień I (niedziela 20 października)

Taki dzień to jedna wielka radość. Piękna pogoda, wspaniały spacer po parku i Ogrodzie Doświadczeń, radosne, uśmiechnięte od ucha do ucha dziecko, a na koniec wizyta mojego brata, który przywiózł paczkę od rodziców, a w niej... kasztany, szyszki i nawet kiść jarzębiny. Oj, będzie używanie:)
No i dwie dychy znalezłam na parkingu przy parku AWF:)

Dzień II (poniedziałek 21 października)

Kontrola w Poradni Rehabilitacji. Jędrula koślawi stópki i ma nosić buty z obcasem Thomasa, ale jego sprawność i gadane zyskały uznanie - lekarka powiedziała, że jest rozwinięty ponad wiek:)
A wieczorem zrobiłam żabę z kasztanów i nieco koślawego konika (a może psa) z szyszek




Dzień III (wtorek 22 października)

Konkurs CzuCzu zaowocował. Co prawda nic nie wygraliśmy, ale Jędruś zakochał się w plastelinie. Dzień bez "płateniny" jest dniem straconym. Młody miętosił sobie kawałki lepiszcza, a ja mogłam w tym czasie oddać się nie tylko gotowaniu czy ogarnianiu pokoju, ale nawet własnym kasztanowo-szyszkowo-jarzębinowo-plastelinowym robótkom. Pełen relaks:D




Dzień IV (środa 23 października)

Cieszę się szczęściem czworga przyjaciół, którzy nas dziś odwiedzili. Jedna para właśnie się zaręczyła, a druga spodziewa się dziecka. I to też w kwietniu:) Jędruś i Julek będą mieli koleżankę:D

Dzień V (czwartek 24 października)

To był naprawdę ciężki dzień - wylądowałam na patologii ciąży ze skurczami.  No ale radość ogromna - dziecko żyje, a ja nie musiałam zostawać na oddziale:)

Dzień VI (piątek 25 października)

Leżę. Mąż podaje mi słony serek i herbatę do wyrka. Nadrabiam zaległości w czytaniu Waszych postów. Nic mnie nie boli. Czego chcieć więcej?

Dzień VII (sobota 26 października) 

Po chwilowym obniżeniu nastroju cieszę się Jędrusiem wycierającym miotełką kurze w mieszkaniu i filmem o gepardach, który znalazłam na yt:



 I ciastem cytrynowym, które przyniosła mama męża:)

Dzień VIII (niedziela 27 października)

Aparat wrócił z serwisu. Udało się przywrócić mu najważniejsze funkcje życiowe i dzięki temu będziemy mieć zdjęcia choć ciut lepsze niż z komórki:D
Poznałam też przesympatyczną sąsiadkę i udało mi się wyjść na spacer. Co prawda lwią jego część... przeleżałam na ławce, ale wreszcie udało mi się uwiecznić, jak Jędruś wspina się po drabinie:D














Dzień IX (poniedziałek 28 października)

Dziś nie załapałam się na wędrówkę z chłopakami, ale za to Jędruś na swój własny uroczy sposób naskarżył na tatę, że rzucał kaczkom jego sucharki;p
Brzmiało to następująco:

"Andziej z tatuciem idziemy na paciej. Tata siup chłutaki do wody. Kwa-kwa je chłutaki":)

Dzień X (wtorek 29 października)

Nalot na ząbkach Andrzejka okazał się tylko kamieniem. Oddaliśmy potrzebującym pierwszy materac Andrzejka.  Pani, która przyszła go odebrać, nie tylko bardzo podziękowała, ale też przyniosła Andrzejkowi książeczki do kolorowania. Przez cały wieczór kolorowaliśmy więc historyjki o misiu uczącym się liczyć. Dobry wstęp - Jędruś załapał dwie kolejne liczby: jeden i dwa:D

Dzień XI (środa 30 października)

Dzięki mężowi, mimo parszywej pogody i turbodoładowania do psot u Andrzejka, byliśmy dziś na pięknej wycieczce w Pieskowej Skale. Dziękuję, Adaś:)

Dzień XII (czwartek 31 października)

Nasza wizyta z Jędrusiem u gastrologa okazała się ostatnią. Pani doktor była zachwycona naszą pracą i powiedziała, że dalsza jej pomoc jest już niepotrzebna:D

Dzień XIII (piątek 1 listopada)

Pisząc posta dla Was znalazłam ulgę dla siebie. O tu: KLIK

Dzień XIV (sobota 2 listopada)

 Zadziwia mnie błyskotliwość mojego 19-miesięcznego syna. Dziś chciał zobaczyć swojego braciszka, więc... kazał sobie otworzyć mamusiny brzuszek. A wcześniej pokonał mnie własną bronią - no bo przecież nie wolno robić "Chłup!"

Dzień XV (niedziela 3 listopada)

 Mam dziś "słodki dzień". Mama męża zrobiła "murzynka", zjadłam cztery naprawdę spore kawałki. Teraz szlaban na słodycze do końca tygodnia, ale warto było, murzynek był genialny:)

Dzień XVI (poniedziałek 4 listopada)

 Miałam podły humor. Kilka filmików przyrodniczych i już jest lepiej. Najbardziej spodobał mi się ten (muzyczkę sobie darowałam):



A już do reszty rozczulił mnie mój syn, który przybiegł go mnie z drugiego końca pokoju, wołając:
"O, kotki! Kici kici!"

Dzień XVII(wtorek 5 listopada)

 Wizyta u ginekologa - syn duży i silny, wszystko z nami ok. Do następnej wizyty mamy stopniowo zejść z 6 do 2 tabletek Duphastonu dziennie. Na dodatek załapałam się na darmowe konsultacje u dietetyka  i fizjoterapeuty, którzy współpracują z moim lekarzem - już 3 grudnia dowiem się, czy wolno mi iść na basen:)

Dzień XVIII (środa 6 listopada)

 Udało się, udało, udało! Za pierwszym podejściem i za jednym zamachem kupiliśmy i trzewiki, i kozaki odpowiednie dla wymagających stópek naszego dziecia - profilaktyczne, wygodne, z porządnej skóry i nawet niebrzydkie. A na dodatek wydaliśmy mniej niż to sobie pierwotnie założyłam:)


 Jakby tego było mało, niespodziewanie wpadł do nas mój brat, człowiek z niesamowitym talentem satyrycznym. Każda jego wizyta to kupa śmiechu:)

Dzień XIX (czwartek 7 listopada)

Odkryłam, że moje dziecko jednak potrafi zorganizować sobie rozrywkę we własnym zakresie bez jojczenia, płaczu i ciągania mamy za legginsy po całym mieszkaniu. Co prawda nie do końca taką, jak mama by chciała (KLIK), ale muszę przyznać, że nie od razu zaskoczyłam, na tyle, by posprzątać skutki synusiowej twórczości - najpierw osłupiałam, a potem zaczęłam się histerycznie śmiać. I jeszcze ta bezcenna reakcja synka:

"Kocha mama Andziejaaa???"

Dzień XX (piątek 8 listopada)

 Dziś odwiedziła nas moja chrzestna matka. I choć widząc zachowanie Andrzejka w ciągu trzech godzin u nas i wszystkie zabiegi pielęgnacyjne, jakim nasz atopik musi zostać poddany po kąpieli, dyskretnie wycofała się z propozycji zostania z nim od czasu do czasu, to jednak miło było tak po prostu posiedzieć przy ciastku i herbatce i pogadać:)

Dzień XXI (sobota 9 listopada)

Znów szczęka dzwoni o podłogę. Kiedy odmówiłam Andrzejkowi prawa do samodzielnego zapalania zapałek, a sama podpaliłam pod zupą, mały pogroził mi palcem, mówiąc "oj ty, ty..."

Dzień XXII (niedziela 10 listopada)

Jędruś wymyślił dziś coś absolutnie fantastycznego - walkę na banany. Dawno się tak fajnie nie bawiliśmy:)

Dzień XXIII (poniedziałek 11 listopada)

 Takie wspaniałe święto narodowe, czegóż więcej trzeba...

Dzień XXIV (wtorek 12 listopada)

 Anna, autorka bloga ...marny puch!, wyróżniła mnie nominacją do Versatile Blogger Award. Może to infantylne, ale naprawdę mnie ucieszyło - kolejny miły dowód sympatii:)

Dzień XXV (środa 13 listopada)

 Pogoda pod psem, fotelika dla Juliana wybrać się nie udało, ale za to Jędruś był dziś niesamowicie grzeczny i, co się rzadko zdarza, pięknie SAM zjadł wszystkie posiłki:)

Dzień XXVI (czwartek 14 listopada)

Odzyskiwania wiary w ludzi ciąg dalszy. Są jednak jeszcze tacy, którzy są gotowi poświęcić czas, by ulżyć przyszłej mamie - rejestratorka z przychodni w Proszowicach z własnej inicjatywy zapytała pracującego tam lekarza, czy nie przyjąłby mnie poza kolejką w przychodni w Krakowie. A lekarz się zgodził i dostałam termin na ten sam dzień w przychodni oddalonej o 1 przystanek tramwajem od mojego domu:)

Dzień XXVII (piątek 15 listopada)

Wizyta u lekarza wykazała, że nie jest tak źle, jak mnie wcześniej nastraszono. I, choć muszę jednak brać leki, doktor uspokoił mnie, że moja niedoczynność tarczycy nie powinna odbić się na zdrowiu Julianka. Uff!

Dzień XXVIII (sobota 16 listopada)

Jędruś opanował nazwy podstawowych kształtów. Rozpoznawał je od dłuższego czasu, ale właśnie dziś pierwszy raz sam bezbłędnie nazywał już nie tylko koło, ale też "kładat", "tłójkąt" i "jajo"(czyli owal) ;p
No i filmik, który stał się już hitem sieci, a który podesłała mi koleżanka, kiedy napisałam jej, że spodziewam się drugiego synka. Zamieściłam go TU.

Dzień XXIX (niedziela 17 listopada)

 Chociaż niedziela upłynęła mi pod znakiem niemiłego zdarzenia (dla chętnych - KLIK), to jednak na osłodę wydarzyło się coś pięknego - w nocy dostałam kilka mocniejszych kopniaków od mojej młodszej pociechy. Wreszcie kopniaki z prawdziwego zdarzenia, a nie tylko delikatne łaskotanie:D

Dzień XXX (poniedziałek 18 listopada)

Ciepło, miło, a my na starych śmieciach - zrobiliśmy sobie miłą wycieczkę do Proszowic - miasteczka, w  którym mieszkaliśmy przez kilka pierwszych miesięcy po ślubie. A w miejscowej knajpce jedliśmy najlepszą pizzę od dłuższego czasu:). Relacja TU.

Kto dotrwał, ręka do góry? Wirtualny koń dla Was:

Źródło: dinonimals.pl


No i rząd:

Źródło: muzeumwp.pl

 Może być? ;p

8 komentarzy:

  1. Rany, ale niesamowity pomysł. W biegu codziennych spraw często zapominamy o tym, by znaleźć w każdym dniu coś pozytywnego. Jeśli pozwolisz - skradnę Twój pomysł i chętnie go zrealizuję - zwłaszcza teraz - w końcówce ciąży, gdy ciężko robi się coraz bardziej, przybywa stresów związanych z porodem... TAK ! to jest idealny moment :)

    Gratuluję wytrwałości :) i konia z rzędem przygarniam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajny pomysł! :D Bardzo optymistyczna idea, chyba każdemu przydałoby się tak raz na jakiś czas, dostrzec to kolorowe strony... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. I mnie się Twój pomysł spodobał. Jesteś bardzo wytrwała. Nie wiem, czy bym dała radę w ciąży, z dzidziusiem i różnymi dolegliwościami i jeszcze w tym zabieganym świecie:) Gratuluję i serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Wam za wytrwałą lekturę i słowa uznania. Widzę, jednak, że zapomniałam podlinkować banerka i teraz muszę się tłumaczyć;p

    Otóż pomysł na to wyzwanie nie jest mój, a Zielonej Shamandury. Co nie zmienia faktu, że mnie niezmiernie się spodobał i zmobilizowałam się, by podjąć to wyzwanie - dzięki niemu to codzienne szukanie małych radości weszło mi już w nawyk.

    Poprawiam się więc - na początku posta dodaję link do mojego posta startowego, a w podpisie pod zdjęciem link do posta Zielonej Shamandury, którą pozdrawiam, i której serdecznie dziękuję za to wyzwanie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, świetny pomysł ;) a ile samozaparcia w Tobie. GRATULUJĘ>

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Super post!!!! Świetny pomysł :)
    http://zapracowanamamaijejswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki:) Pomysł co prawda nie mój, ale czuję się doceniona:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow ;-) Gratulacje ;-) Za wytrwałość i za ten wpis.
    Mój cały czas czeka na skrócenie bo również poprzez dopisywanie po trochu wyszedł niesamowicie długi.
    Za pozdrowienia bardzo Ci dziękuję ;-)
    Uściski ;-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...