wtorek, 5 listopada 2013

Julian, mama i hormony - po wizycie u lekarza

Dziś miałam wizytę u swojego lekarza prowadzącego.

Na start strzeliłam niezłą gafę. Spędziwszy chwilę w pustej poczekalni i zauważywszy, że lekarza jeszcze nie ma, rozsiadłam się wygodnie, a ponieważ byłam bardzo głodna, zaczęłam jeść kupioną po drodze kanapkę. Ta okazała się wyjątkowo "aromatyczna" - bo z łososiem. Nie cierpię łososia, ale tak to jest, kiedy trzy godziny po obiedzie żołądek przysycha do kręgosłupa i w pośpiechu łapie się pierwszą lepszą pozornie jadalną rzecz. Chwilę później uchyliły się drzwi toalety i wyszedł z niej uśmiechnięty pan doktor, po czym zaprosił nas do gabinetu i polecił położnej, by przyniosła mi talerzyk, a dodatkowo po herbacie dla mnie i dla męża. Przyznam, że szczęka odbiła mi się od ziemi.

Kiedy już zważyłam się, zmierzyłam ciśnienie i pokazałam doktorowi swoje wyniki, on pochwalił mnie za morfologię i cukier, zauważył, że masy mogłoby być mniej (przytyłam 1,5kg w ciągu miesiąca), ale nie jest tragicznie, i po przestudiowaniu wyników tarczycowych orzekł, że bez endokrynologa jednak się nie obejdziemy. Dał mi też namiar do pani doktor, z którą on zwykle współpracuje i prosił, żeby skontaktować się w miarę szybko. No cóż, a już myślałam, że nie będzie tak źle...

Potem już standardowo - badanie na fotelu + cytologia odsuwana aż do teraz ze względu na wcześniejsze skurcze, no i to, na co najbardziej czekałam - podglądanie dziecka.
 Już na wstępie okazało się, że wstępna diagnoza co do płci była trafna. Pupa i siusiak były pierwszym widokiem, jaki ukazał nam się na ekranie po przyłożeniu sondy do brzucha. Pan doktor obejrzał więc mojego synka, orientacyjnie zważył i zmierzył (ok. 200g, 12cm od główki do pupy i 3cm kości udowej - Julian wygląda nie na 17-ty, a na skończone 18 tygodni:D), posłuchał serduszka i orzekł, że maluch jest cały i zdrów. Uff...

Po powrocie do domu zadzwoniłam pod numer podany przez mojego ginekologa. Pani endokrynolog sprawiała wrażenie konkretnej, od razu kazała przeczytać sobie wyniki, po czym bez owijania w bawełnę orzekła, że są nie najlepsze i wymagają szybkiego podjęcia leczenia. I tu zapytałam, o jakie "szybko" chodzi. Pani doktor na to, że najlepiej już, ale nawet prywatnie do końca roku terminów już brak. Kazała zadzwonić jutro, to spróbuje mnie gdzieś wcisnąć.
Trzymam kciuki, żeby coś się znalazło, bo jak nie, to muszę kombinować po znajomości - tyle, że
w Krośnie, co średnio mi się uśmiecha ze względu na odległości i pracę męża.

No nic, na pociechę portret Julka, który w trakcie całego badania ostentacyjnie ziewał, by w końcu uciąć sobie drzemkę na poduszce z pępowiny:)






12 komentarzy:

  1. ależ wyraźnie buźkę widać :) u nas tak elegancko to widoczna byłą tylko przy USG 4D :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My takie zdjęcia dostajemy z każdej wizyty. Materiał na album już się zbiera:D

      Usuń
  2. Bardzo wyraźne masz to zdjęcie, mój lekarz ma bardziej leciwy sprzęt.;) Ale w piątek idę na to genetyczne, więc tam już będzie dużo lepiej widać. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój lekarz ma świetny sprzęt. W poprzedniej ciąży z każdej wizyty dostawałam takie zdjęcia - ale Andrzejek był zbyt ruchliwy, żeby go tak ładnie uchwycić. Julianek przynajmniej na razie wydaje się spokojniejszy:)

      USG genetycznego w II trymestrze nie robiłam w żadnej ciąży. Obu naszych synków przyjęliśmy z dobrodziejstwem inwentarza, bez względu na wszystko. Przy Jędrusiu nie miałam też takiego USG w III trymestrze. Teraz chyba jednak pójdę - ale tylko po to, żeby jak najdokładniej zobaczyć buźkę:)

      Usuń
  3. Julek jest boski :) cieszę się, że jest zdrowy, ale przykro czytać, że Ty musisz podleczyć tarczycę. życzę szczęścia z terminem u lekarza!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy:) Synuś kłania się w brzuszku, a ja muszę po prostu poszukać sobie endokrynologa, który nie będzie się bał prowadzić ciężarnej...

      Usuń
  4. Fajny ten wasz lekarz. Mój herbatki nigdy nie proponował ale też bardzo go lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż mi było wstyd. Ale teraz lubię swojego lekarza jeszcze bardziej:)

      Usuń
  5. Fajnie tu :)

    Niedawno sama oglądałam swoją malutką na ekraniku monitora :) i każdym zdjęciem córeczki się cieszyłam :)
    Świetne są takie zdjęcia , pamiątka na całe życie :) . My takie zdjęcia Polusi z brzuszka mamy zeskanowane i umieszczone w ramkach na ścianie ! :)
    Życzę powodzenia z endokrynologiem !
    Będzie dobrze

    :)
    Pozdrawiam i zapraszam do nas :)
    http://mamalolipoli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się u nas podoba. Zapraszamy częściej:)

      Zbieram zdjęcia obu moich synków - może kiedyś pozestawiam je wg tygodni ciąży zrobię z nich taki pamiątkowy album...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...