piątek, 1 listopada 2013

Czy jestem mamą Świętego?

 "Zanim ukształtowałem Cię w łonie matki, znałem cię. 
Nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię" (Jr 1, 5)




Źródło: witraze.info
Wbrew pozorom dzisiejsze święto nie jest wcale "świętem zmarłych".
Właściwe święto zmarłych jest jutro, w dzień zaduszny, kiedy modlimy się za dusze cierpiące w czyśćcu. Dziś natomiast w Kościele wspaniały, radosny dzień, w którym wspominamy Wszystkich
Świętych, nie tylko tych kanonizowanych, ale każdego, kto już dostąpił zbawienia, a o kim, poza jego najbliższą rodziną lub mieszkańcami jego miejscowości  pies z kulawą nogą mógł nie słyszeć.
Tak mogę sparafrazować wstęp kazania, które usłyszałam dziś w mojej parafii.

Dla mnie to bardzo ważne. Trzy lata temu tuż przed Bożym Narodzeniem w szpitalu, gdzie walczyłam o utrzymanie mojej pierwszej ciąży, usłyszałam, że płód jest bardzo opóźniony w rozwoju i ciąża najprawdopodobniej i tak się poroni, więc jeśli zgodzę się wcześniej na zabieg, to wyjdę do domu na święta. Nie zgodziłam się i przeleżałam tam do Sylwestra, kiedy moje dziecko rzeczywiście odeszło. W masywnym krwawieniu nie dostrzegłam nawet jego maleńkiego ciałka, ale wyobraziłam sobie, że jest chłopcem i, jak umiałam, tak go ochrzciłam. Tyle mogłam dla niego zrobić w tej tragicznej dla mnie chwili. Przez resztę okresu świątecznego nie mogłam patrzeć na wózki, dzieci, brzuchy, a nawet szopkę w kościele.
Bolało mnie nie tylko to, że straciłam moje kochane, wyczekiwane maleństwo, ale też to, co zrobili lekarze. Na wypisie zaznaczyli wiek dziecka nie według miesiączki, a według pomiaru w USG, który wskazywał na 7 tydzień ciąży. Wtedy nie byłam świadoma, że mam prawo domagać się sprostowania, bo w razie skończonego 8 tygodnia mogłabym dostać akt zgonu dziecka, symbolicznie je pochować i w ten sposób się z nim pożegnać, a potem dostałabym 8 tygodni urlopu macierzyńskiego. A przede wszystkim miałabym gdzie palić znicz na 1 listopada...

Trochę ponad pół roku po stracie pierwszego dziecka znów zaszłam w ciążę.
Radość była ogromna, dlatego kiedy w pracy dostałam krwawienia, pomyślałam tylko, że straty drugiego dzieciątka po prostu nie przeżyję. Na szczęście synka udało się uratować.
W uroczystość Wszystkich Świętych dwa lata temu szłam przez cmentarz w widocznej już ciąży i płakałam nad swoim "bezdomnym" synkiem. W końcu znalazłam alejkę z grobami małych dzieci i zapaliłam świeczkę na najbardziej zaniedbanym kopczyku ziemi. I kiedy tak stałam nad grobem obcego dziecka płacząc nad własnym dzieckiem, chyba pierwszy raz dotarło do mnie, że chyba nie powinnam. Przecież wierzę w Boga i Niebo, wierzę, że moje maleństwo tam właśnie jest i może przyjść do Pana Boga i przytulić się do Niego, kiedy tylko zechce. Gdzie byłoby mu lepiej?
My kochalibyśmy je z całego serca, nawet ciężko chore, ale tam jest przecież zdrowe i szczęśliwe.
Jest z Tym, do którego domu wszyscy chcemy kiedyś trafić. Jest... Świętym.
Tak, Aniołkowe Mamy. Nasze nienarodzone dzieci są Świętymi. I dziś są ich "imieniny":)



PS. Myszkując dziale grafik Google w poszukiwaniu odpowiedniej ilustracji, trafiłam na to zdjęcie:


Klikając na nie, trafiłam na artykuł o Dniu Dziecka Utraconego, który w tym roku co prawda już był, bo jest obchodzony 15 października, ale w przyszłym na pewno nie odpuszczę.
Klikając TUTAJ możecie przeczytać, jak ten dzień od 2011 roku obchodzony jest w moim rodzinnym Krośnie.
Aż żałuję, że o tym nie wiedziałam. W przyszłym roku pójdę do kapelana szpitalnego i zapytam, czy będzie jeszcze możliwy taki spóźniony pochówek mojego malucha...



10 komentarzy:

  1. nie potrafię sobie wyobrazić tego bólu..
    Bólu przy stracie.
    Bardzo Ci współczuję tych przeżyc.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, ogromnie Ci współczuję takich przeżyć. Musiało być Ci bardzo ciężko.Trudno mi coś napisać. Ale dobrze, że Bóg dał Ci się cieszyć macierzyństwem ponownie. Tak widać musiało być.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że odnalazłaś tyle informacji, które na pewno ukoją Cię. Współczuję Ci bardzo tego, co przeżyłaś. Maleństwo na pewno teraz jest dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. Smutne to co piszesz... ale maluszek ma sie na pewno dobrze i usmiecha sie do Ciebie z Nieba :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutne i piękne jest to co piszesz zarazem. Nie potrafię sobie wyobrazić tego bólu.

    Ściskam.

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. wzruszyłam się bardzo czytając o tym , co przeżyłaś... sama nie chcę sobie nawet wyobrażać, co by było, gdyby... piękne to, co napisałaś o dzieciach w niebie - dodaje otuchy

    OdpowiedzUsuń
  7. tym postem powróciłam do wszpomnien o moim dzieciaczku. też go straciłam w 3 miesiącu i tak jak Tobie,Bóg dał i filipka za 5 miesiecy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz musimy się postarać. Jeśli zasłużymy, to kiedyś się z nimi spotkamy:)

      Usuń
  8. Ano...Jak dziś napisałam na swoim blogu, ja stratę Antka aktualnie poczytuję za zysk, a nie stratę, nie wiem, czy znalazłabym w życiu większą motywację, niż oczekiwanie na spotkanie z nim w niebie... Myślę o nim w Uroczystość Wszystkich Świętych, świętujemy też imieniny każdego z nas, skoro nasi patronowie baluje w niebie :-)
    Smutno mi, że wielu rodziców chyba nie ma świadomości, że ich dzieci nie marzną i nie mokną na cmentarzu, nie trzeba ich tam ciągle odwiedzać, zanosić zabawek, ani pisać na grobku "prosi o modlitwę" bo to raczej ono modli się za nich z raju. Ps. czytałam gdzieś, że jeśli rodzice nie mają ciałka dziecka mogą symbolicznie pochować zdjęcie usg albo jakąś pamiątkę. Tak przypuszczam, że doczesne miejsce pamięci jest jednak bardzo ważne dla żałoby, a nastawienie szpitali w tej kwestii zmienia się od niedawna.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...