środa, 23 października 2013

Spóźnione dary jesieni i goście u rodziców

W sobotę odwiedził nas mój brat. Przywiózł też paczkę od dziadków dla Andrzejka, a w niej...
o radości, kasztany, szyszki i nawet kiść jarzębiny. Od soboty więc, kiedy tylko tata wychodzi z domu, wyciągamy te cuda i bawimy się nimi. A to układamy wzorki na podłodze, a to robimy z nich przeróżne stwory, które potem służą do dalszej zabawy. Te na zdjęciach to jedyne, które zdołały wytrzymać jędrusiowe zainteresowanie i dotrwać aż do dnia dzisiejszego, kiedy wreszcie zostały obfotografowane:






 Zaprocentowało również lepienie naszej figurki na mamankowy konkurs CzuCzu. Oto nasze dzieło:




I choć nie zdobyło ono żadnej nagrody, to sam proces tworzenia zaowocował wielką miłością syna do, jak on to mówi,  "płateniny". Teraz każdy dzień bez niej jest absolutnie stracony. Nawet dzisiaj, w natłoku innych zajęć i ogólnym pośpiechu, musiałam znaleźć na to czas. I udało się - na synkową prośbę RAZEM ulepiliśmy kota.



 I tym razem udział Jędrusia nie ograniczył się do bezładnego miętoszenia plasteliny - nie tylko rwał mi kawałki czarnej plasteliny i toczył z nich kulki, ale też sam przykleił kocią głowę do tułowia, a potem przylepił do niej jedno ucho. Na głowie zwierzaka widać nawet ślady tych wysiłków:)

Dziś mieliśmy dość intensywny dzień - pierwszy raz od dawna przyjmowaliśmy gości - dwie od lat zaprzyjaźnione pary znajomych.

Jak się podczas tego spotkania dowiedzieliśmy, jedna z par właśnie się zaręczyła, a druga -młode małżeństwo - spodziewa się dziecka, prawdopodobnie córci. W dodatku terminy porodu mój i koleżanki wypadają w odstępie 10 dni. Wzajemnym gratulacjom nie było końca:D

Było bardzo radośnie i na luzie, ale mąż, choć wszyscy znamy się jak łyse konie, i tak wymyślił, że musimy odstawić ucztę i odpicować nasze mieszkanie na wysoki połysk, więc przez pół dnia on latał na zmianę z mopem, ścierą i odkurzaczem, a ja zmieniałam tylko gary na kuchence.
A znajomi zadowolili się herbatą i ciastem. Zrobiłam marchewkowe według TEGO przepisu (tu dziękuję też Kindze Mak za linka i recenzję receptury), ale do kremu wsypałam pół, a nie półtora szklanki cukru pudru i zamiast serka Philadelphia (co to u licha jest, bezskutecznie przekopałam za nim wczoraj czyżyńskiego Carrefoura) za radą któregoś z komentatorów użyłam serka "Twój smak" - wyszło wspaniałe. Krem na stałe wejdzie do mojego repertuaru.
Zdjęć ciasta nie ma... bo i fotografować już nie ma czego;p Czuję się pochwalona.



4 komentarze:

  1. Fajną jesienną zabawę mieliście i powstały piękne dzieła:)) Tutaj bardzo często kupuję serek Philadelphia, faktycznie jest podobny do Twój Smak albo Almette.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli to żadne wykwintne fiu bździu, przez którego brak moje ciasto straciło niepowtarzalną nutę smakową? W takim razie już go lubię:) A te dwa wymienione przez Ciebie wcinamy od lat i nawet nie wiedziałam, że taki rodzaj serka ma swoją osobną nazwę

      Usuń
  2. podziwiam Twoje wyczyny z plasteliną, czuczu i kotek są piękni. i już widzę, że Andrzejek chyba bakcyla po mamie załapie do lepienia... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.

      Fajnie by było - moglibyśmy lepić sobie razem i nikt by mi nie wypominał, że marnuję czas na bzdury;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...