niedziela, 27 października 2013

Sąsiedzkie przygody.

Mąż wyszedł rano do kościoła. Ledwo zamknęły się za nim drzwi, Andrzejek zasygnalizował potrzebę. Ponieważ jednak z sobie tylko znanego powodu mąż postawił nocnik wysoko na meblościance, zrezygnowałam ze wspinaczki i zwyczajnie zmieniłam dziecku pieluchę, po czym zawinęłam ją w worek i wyniosłam na nasz mini-balkonik. Pech chciał, że worek wraz z kłopotliwą zawartością z naszego balkoniku spadł i wylądował u sąsiadki z parteru, z którą dotąd nie utrzymywaliśmy stosunków dyplomatycznych.

Ubrałam dziecię, zeszliśmy na dół, zapukaliśmy, wyłuszczyłam sprawę najgrzeczniej jak umiałam i przeprosiłam za kłopot.
Sąsiadka, która okazała się przemiłą starszą panią, serdecznie się uśmiała, przyniosła nam "zgubę" i poszliśmy pozbyć się jej definitywnie. A skoro już byliśmy na polu, a pogoda taka piękna, grzechem byłoby nie wyjść na króciutki spacer. Andrzejek grzecznie szedł za rękę, pobawił się chwilę w piaskownicy na placu zabaw, który mamy po drugiej stronie ulicy, a wracając pogłaskał jeszcze pieski spotkanej pod blokiem pani z sąsiedniej klatki. Wszystko było pięknie do momentu gdy już w naszej klatce Jędruś zobaczył drzwiczki kryjące główny zawór prądu. "Ototyć"(otworzyć) i "ototyć" - wszystko inne przestało istnieć.

Jakimś cudem udało mi się wmówić młodemu, że idziemy do domu po inne klucze i spróbujemy otworzyć, ale już na pierwszym piętrze Jędruś zorientował się, że został zrobiony w bambuko i postanowił wrócić na parter do skrzynki z zaworem prądu. Gdy zastawiłam mu drogę, położył się na schodach i urządził klasyczny pokaz buntu dwulatka ze wszystkimi atrakcjami. 
W pewnym momencie otworzyły się drzwi mieszkania bezpośrednio pod naszym i wyjrzała z niego pani około sześćdziesiątki wystylizowana w biały pikowany szlafrok, rozdeptane kapcie bliżej nieokreślonego koloru i papiloty. Kiedy Jędrula ją zobaczył, przestał na chwilę histeryzować, przyjrzał się jej, po czym wybuchnął jeszcze straszniejszym wrzaskiem.

Poczułam się kompletnie bezradna - nie będę przecież obcej babie tłumaczyć, że nie zabiorę go stąd dopóki się nie uspokoi, bo jestem w ciąży (co zresztą widać gołym okiem) i nie wolno mi dźwigać, a ten mały wrzaskun swoje waży. Na pytanie, co się dzieje, odpowiedziałam więc, że Jędruś po prostu chce się bawić prądem, ale może być spokojna, bo nikt go tu nie katuje, na co sąsiadka: "no nie wiem, ja słyszę, że on bardzo często płacze".
Nie chciało mi się już z tą panią dyskutować, ale na szczęście zjawiła się sąsiadka mieszkająca z kolei bezpośrednio nad nami, którą Jędruś uwielbia i na widok której rozpromienił się od razu, po czym nie omieszkał poskarżyć się, że "Andziej bawi plondem, mama ototyć dźwi nie".

Po powrocie do domu zauważyłam, że akumulatory do aparatu już się naładowały, więc dałam Jędrusiowi drugie śniadanie, załadowałam aparat i zaczęłam sprawdzać, jak działa. Okazało się, że działa - co prawda tylko tryb "Auto", przeglądanie zdjęć, kamera i zdjęcia seryjne, a lampa błyskowa włącza się kiedy chce, ale lepsze to niż nic. Może aparat jakoś dożyje do czasu, kiedy odłożę co nieco na nowy. W efekcie powstało parę zdjęć próbnych w domu, które wyszły tak sobie,

Próba aparatu


Jędruś stroi się na spacer
i trochę podczas popołudniowej rodzinnej wizyty na wspomnianym wcześniej placu zabaw:




Małe zjeżdżalnie są dla mięczaków;p
i podczas powrotu do domu.




Mama, jako grzejąca ławę, robiła za reportera, ale - choć zmęczona i pozowaniu niechętna - brzuszek fotki musi mieć;p
Julian z mamą w 16 tygodniu ciąży


Andrzejek, mimo swojego zachowania, zdołał mnie też dziś rozbawić - zarówno schodząc po schodach na parter jak potem wracając, zatrzymywał się pod drzwiami pani, której niechcący zbombardowaliśmy balkon i pytał z nadzieją: "Andziej puka pani?" Ciekawe, czy jutro będzie jeszcze pamiętał:)
A na koniec dziwne pomysły mojego męża - no bo przecież kibel nie może plątać się pod nogami, no nie?;p

2 komentarze:

  1. świetne zdjęcia :) wyglądasz pięknie, a i Andrzejek niczego sobie :))
    uwielbiam czytać o Waszych przygodach. niby codzienne życie, ale nigdy nie jest nudno :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)

      I cieszę się, że podoba Ci się u nas:))

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...