niedziela, 13 października 2013

Gadżety przyszłej mamy - czyli jak estetycznie wspomóc krążenie:)

Kiedy jako studentka miałam problemy z cyklem miesiączkowym, moja wczesna ginekolog   faszerowała mnie tabletkami antykoncepcyjnymi. Zanim na własną odpowiedzialnośc odstawiłam to paskudztwo, zdążyła przetestować na mnie 3 preparaty w ciągu 5 cykli. I to "lege artis" na podstawie badań hormonalnych...
Skończyłam studia i trafiłam do apteki. Najpierw na półroczny staż, a potem jako samodzielny pracownik. Praca (pomijając "powołaniową" specyfikę) - jak każda inna w handlu - stojąco-biegająca z domieszką siedzenia nad papierologią.
Przebyłam jedną ciążę, w której dużo przybrałam na wadze, a obecnie jestem w następnej.
Mam obciążenie genetyczne ze strony obojga rodziców.

Efekt - mam 28 lat i początki żylaków. Na razie mi nie dokuczają, a tylko szpecą - z każdym rokiem stają się bardziej widoczne. I w końcu pewnie zaczną dokuczać. Odkładam pieniądze na operację, chciałabym poddać się jej po urodzeniu i odkarmieniu trójki dzieci. Ale na razie trzeba sobie jakoś radzić. 

Dla nieciężarnych i niekarmiących są leki - tabletki z diosminą (ze względu na przyswajalność najlepsze są te, w których ma ona postać zmikronizowaną np. Phlebodia czy Otrex - ale cena powala), wyciągiem z kasztanowca, ruszczyka kolczastego (Cyclo-3-fort - ten jest bezpieczny nawet dla kobiet w ciąży) i maści czy żele z heparyną (pod ścisłą kontrolą lekarza bywają stosowane nawet u ciężarnych, ale trzeba wtedy bardzo pilnować parametrów krzepliwości krwi).

Dla siebie odkryłam inną formę profilaktyki - kompresjoterapię, czyli z polskiego na nasze - wyroby uciskowe. Mogą to być specjalne bandaże (np. Codoban, ale nie polecam, bo wymaga to wielkiej precyzji, a nauka prawidłowego wiązania trochę trwa) oraz wyroby pończosznicze różnej długości - podkolanówki, pończochy i rajstopy. Są one utkane w taki sposób, by zapewniać stopniowany ucisk - największy w okolicach kostki i zmniejszający się ku górze. Ułatwia to odpływ krwi i limfy oraz zapobiega zastojom i obrzękom w kończynach.

Teraz będzie trochę teorii. Kto nie chce co tym czytać, a jest ciekaw strony praktycznej, niech od razu zjedzie niżej i przejdzie do części z moimi zdjęciami - z racji przedmiotu testów nieco... "bezwstydnymi" ;P

W kompresjoterapii wyróżnia się 4 klasy ucisku - I (profilaktyczna - takie wyroby mogą nosić wszyscy należący do grupy ryzyka lub mający niewielkie problemy z krążeniem w nogach - np. zmęczone nogi wieczorem albo lekko puchnące kostki) oraz II, III i IV (lecznicze, dostępne tylko z zalecenia lekarza specjalisty - przy czym,  przeciwieństwie do leków, takie zalecenie wystarczy mieć raz i potem po prostu pokazywać je w aptece lub sklepie medycznym).

Specjalistyczne wyroby dostępne są w wielu rozmiarach - dwóch lub trzech wariantach długości (zależnie od wzrostu pacjenta i długości jego nóg) oraz kilku (najczęściej od S do XXL, rozmiary mogą też być numerowane) wariantach szerokości. Trzeba je dokładnie dobrać, mierząc na stojąco nieopuchniętą jeszcze nogę w kilku miejscach, o tak:

Źródło: medansklep.pl
W praktyce najczęściej mierzy się obwód b (najwęższe miejsce nad kostką), c (najszersze punkt łydki), d (najwęższe miejsce pod kolanem i g (najszerszy punkt uda - zwykle 2-3cm poniżej krocza), a także obwód pasa i bioder (przy doborze rajstop). Dodatkowo długość - od podłogi do punktu d dla podkolanówek lub g dla rajstop i pończoch. Wyniki porównuje się z tabelami wybranej przez pacjenta firmy, a następnie dobrany już wyrób mierzy, by w razie czego skorygować rozmiar, bo bywa tak, że pomiary sobie, a życie sobie.
W czasie pomiaru trzeba oczywiście stać prosto na twardym podłożu. Mierzy się gołe nogi, bo nawet rajstopy tekstylne mogą zakłócać pomiar. Mierzy się obie nogi  i zwykle wyciąga się średnią, choć zdarzali mi się pacjenci, który musieli mieć każdą pończochę w innym rozmiarze.

Zakładanie to osobna historia. Najlepiej robić to na siedząco lub leżąco, zwinąć cały wyrób i powoli, stopniowo naciągać go na nogę, wygładzając każdy nałożony na właściwe miejsce fragment tak, by nie było żadnych zagięć i fałd. Wymaga to nieco siły. Dla osób, które mają z tym kłopoty, wymyślono nawet specjalne stelaże:


Źródło: zakrzepica.mp.pl/wszystkoozakrzepicy/profilaktyka/show.html?id=56224

 By uniknąć uszkodzenia wyrobu podczas zakładania, najlepiej robić to bez biżuterii i w rękawiczkach - wystarczą zwykłe gumowe.

Pierze się je ręcznie, najlepiej w łagodnych detergentach (szare mydło) i w letniej wodzie. Po wypraniu najlepiej jest odcisnąć je w ręczniku i suszyć w temperaturze pokojowej w pozycji leżącej, by się nie rozciągały pod ciężarem spływającej wody.
Żywotność optymalnie użytkowanych wyrobów uciskowych to 3 miesiące do pół roku (choć z doświadczenia własnego i pacjentów wiem, że wyroby lepszej jakości np. SIGVARISA nie tracą właściwości nawet przez rok) - potem trzeba je zmienić na nowe i najlepiej znów się zmierzyć.

Zainteresowanych tematem wyrobów leczniczych odsyłam na strony producentów - np. Pani Teresa, MAXIS czy SIGVARIS - na tych miałam okazję pracować.

Tu kończę tyradę, a zaczynam opis własnych doświadczeń - kto chce - zapraszam do czytania:)

Ja sama zaczęłam stosować wyroby uciskowe na stażu w aptece prowadzonej przez oo. Bonifratrów w Krakowie. Tam właśnie dowiedziałam się o ich itstnieniu i nauczyłam się je dobierać. Pod wpływem koleżanek z pracy poszłam do naczyniowca i dostałam zalecenie noszenia rajstop lub pończoch w I stopniu ucisku. Na początku wypróbowałam najprzystępniejsze cenowo rajstopki Pani Teresy. Ale było lato, a to cholerstwo strasznie grube. Gotowałam się w nich strasznie. I wtedy dziewczyny doradziły mi coś innego - rajstopy włoskiej firmy Veera.
Od opisanych wyżej różnią się przede wszystkim wyglądem - wyglądają jak grube - ale zwykłe - rajstopy, a nie jak barchanowe kalesony. Mają tylko wyższy stan (po wcięcie w talii) i wzmocnienia na palce i pięty. Gama kolorystyczna to kilka odcieni

Źródło: przeciwzylakowe.pl


Moje uwagi: "naturalny"to w praktyce b. jasny beżowy wpadający w brudną zieleń, mnie się nie podobał. "Karmel" jest taki mocno opalony - może ciut za ciemny, ale i tak najbardziej przypadł mi do gustu. "Safari" w rzeczywistości jest bardziej szarawy, taki trochę mysi, a "szary" w dziennym świetle opalizuje na niebiesko. Pozostałe są w miarę wiernie odwzorowane. Jeszcze jedna uwaga - trzy ostatnie są praktycznie nie do dostania - bardzo ciężko o nie w polskich sklepach i aptekach, ja widziałam je tylko na próbniku.

Rajstopy Veery nie wymagają szczegółowego mierzenia. Dobiera się je tak jak te tekstylne - na podstawie tabel wagi i wzrostu. Na mnie - mimo małej masy, ze względu na wzrost - pasował rozmiar 3. Nosiłam te rajstopy przez 2 lata, a potem dowiedziałam się, że firma wprowadziła pończochy samonośne. Kupiłam i nie wróciłam już do rajstop. Dla mnie są zdecydowanie wygodniejsze. Veera ma też w ofercie podkolanówki (ale nie polecam, bo wrzynają się pod kolanami) oraz rajstopy ciążowe.
Takie miałam w ciąży z Andrzejkiem, ale ich również nie polecam. Siateczka na brzuchu w końcowych miesiącach ciąży nie rozciąga się wystarczająco i zwyczajnie ciśnie, a zapięcie na gumki z dziurkami i luźne guziczki jest po prostu niewygodne. Raz zdarzyło mi się nawet, że jeden z guzików wypadł i uciskał mi brzuch.
Podkolanówki i oba rodzaje rajstop są dostępne w trzech (a pończochy w dwóch pierwszych) grubościach:
  • 140 DEN - odpowiadające I klasie ucisku - te właśnie noszę
  • 70 DEN - nieco słabsze. Typowo profilaktyczne. Kupiłam raz, kiedy nie było 140 w moim rozmiarze, ale nie uchroniły mnie przed obrzękiem kostek wieczorem.
  • 40DEN - dla mnie placebo - chyba po to, żeby dawać poczucie, że dba się o nogi, bo ucisku w tym nie czuć żadnego. Ale za to wyglądają jak zwykłe rajstopy 15-ki.
 Na chwilę obecną mam dwie pary pończoch - na zdjęciu na lewej nodze karmelowa z pary kupionej w czerwcu, która już niedługo zasłuży na emeryturę, a na prawej czekoladowa z pary kupionej przed kilkoma dniami:

Od razu widać - nowa trzyma się lepiej

Jak widać, wygląd ok. W dziennym świetle zachowują się jak matowe lub półmatowe, w sztucznym (i przy lampie błyskowej) - wyraźnie połyskują





u góry wykończone są całkiem znośną koronką



a wzmocnienia na palce i pięty po założeniu wyglądają dosyć dyskretnie




i są niewidoczne nawet w średnio mocno wyciętych czółenkach.





Pończochy trzymają się na udach za pomocą pasków silikonu.


Gdy paski te przestają trzymać, polecam nawilżyć je zwykłą wodą. Przeważnie wystarcza, jednak, gdy są już bardzo zanieczyszczone, można wyczyścić je czystym spirytusem.
Wkładają się ciężko. Trzeba nabrać wprawy i po założeniu dobrze je rozgładzić, bo fałdki potrafią dokuczyć.
Noszą się dobrze - kiedy człowiek się już przyzwyczai. Z początku ucisk dobrze dobranych rajstop może się wydawać naprawdę mocny, jednak można przywyknąć. No i w ciepły dzień, co tu owijać, jest w nich gorąco. Za to uczucie lekkich nóg wieczorem po całym dniu na upale - bezcenne:D

Jedna para służy mi zwykle 4-5 miesięcy. Zawsze staram się mieć 2-3 na zmianę. Piorę je w płatkach mydlanych, suszę w domu na leżąco, zakładam w rękawiczkach. Używam ich od czterech lat i jak dotąd jeszcze żadnych nie musiałam reklamować. Ale zdarzało mi się reklamować je w czasie pracy w aptece - z różnych powodów: od oczek (firma zwykle się do nich nie poczuwała i rozpatrywała takie zgłoszenia negatywnie) po odbarwienia (pewnie od prania w proszku albo suszenia na słońcu. Mnie się to nigdy nie zdarzyło. Tu wszystkie reklamacje były pozytywne, a firma wymieniała produkt na nowy).

Co do uszkodzeń - jeśli przestrzega się zaleceń producenta, wcale nie jest łatwo zrobić w nich oczko. Mnie jak dotąd udało się to raz - na weselu, kiedy zdjęłam buty i przez parę godzin tańczyłam na bosaka na zużytym parkiecie;p

Poważnym minusem jest cena. Wyroby uciskowe w ogóle nie są tanie. "Moje" Veery kosztują ok. 60-70zł za parę, ale ostatnio upolowałam je na allegro po 40. Pociesza mnie tylko to, że analogiczne firmy SIGVARIS (mają taką "eststyczną" serię Delilah) kosztują 2-3 razy tyle.

Podsumowując - mimo sporych kosztów i drobnych niedogodności, ratują mi nogi. Zrezygnuję z nich dopiero gdy znajdę jeszcze lepsze:D




To nie był wpis sponsorowany.







13 komentarzy:

  1. Fajna sprawa! Oby się przydała taka wiedza, ale jestem o to bogatsza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym wolała, żeby Ci się nie przydała:D

      Usuń
  2. Kochana - nogi to masz zabójcze! ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja mama jest po 2 operacjach na żylaki, ale tez takie rajski nosiła :) Dziedziczne, ale ja na szczęście po ciąży nie zauważyłam. Może już nie wyjdą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tego Ci życzę.

      Mnie niestety wyszły po pigułach. W ciąży akurat nie pogorszyły się jakoś bardzo. Oby i tym razem obeszły się ze mną łagodnie:)

      Usuń
  4. Ja też mam żylaki i prawa noga zrobiła mi się sina. Czeka mnie wizyta u chirurga naczyniowego.Obciążenie jest - tata ma zakrzepicę. Bardzo ładne te pończochy. U mnie w pracy zawijamy ludziom bandaże uciskowe w celu profilaktyki albo jeśli ktoś może sobie pozwolić - takie grube białe pończochy, choć wyglądają groteskowo - zwłaszcza na facetach, dosłownie jakby zwiali z domu uciech, no ale zdrowie najważniejsze. :p

    A wiesz może, czy można brać diosminę, jeśli planuje się operację?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym nie brała przynajmniej do czasu operacji. Oprócz działania uszczelniającego naczynia może trochę wpływać na krzepliwość.

      A co do panów w pończoszkach - przyzwyczaiłam się. Trochę się ich naoglądałam;p

      Co do bandaży uciskowych - są cholernie uciążliwe. Trzeba się bardzo pilnować, żeby równomiernie i z odpowiednią siłą je napinać, a potem uważać przy zakładaniu i zdejmowaniu ubrania, bo jeden fałszywy ruch i całą koronkową robotę trafia szlag.
      Ja bym się z tym nie męczyła. Wolę wydać kasę na "gustowne" pończoszki.

      Usuń
    2. Faceci w rajtuzach ;-)
      Dzięki, dobrze wiedzieć z Diosminą. Chciałam sobie kupić, ale odłożę to na później.

      Usuń
    3. A co do "antyków", lekarze lubią nimi leczyć wiele rzeczy. Powiem szczerze, że nigdy ich nie brałam. Teraz może być chciała, ale nie chcę przytyć, to byłaby katastrofa, no i i tak biorę trochę leków - Norprolac i Euthyrox - namieszałoby się jeszcze bardziej. A znów FAMu po ciąży trochę się już boję, nie to, że mnie zawiódł, bo nie - planowaliśmy, ale mam w sobie jakiś taki niepokój. :p

      Usuń
  5. Dzieki Olu, czekalam na ten wpis :-) bardzo sie przyda!

    OdpowiedzUsuń
  6. WszystkO fajnie ale ja mam siedzącą prace do której jeżdżę autem i musze nosić pończochy lub rajstopy które od siedzenia mega wrzynają mi się pod kolanami. aż się martwię czy to nie szkodzi. aż nie mogę

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...