wtorek, 29 października 2013

Andrzejek kontra dentysta - oraz (wątpliwa) nagroda dla Dzielnego Pacjenta

Mamy 16 zębów. Koniuszek ostatniego kła wybił się tej nocy, jakby na zawołanie przed zaplanowaną na dziś wizytą u pani doktor od zębów.



Byliśmy więc dziś u dentysty - ja, Andrzejek i nalot na jego górnych jedynkach.
Pani doktor - bardzo miła - pokazała Andrzejkowi gabinet, narzędzia, powoziła go na fotelu i poprosiła o otwarcie buzi.
Wydawało mi się, że jesteśmy na to przygotowani - trenowaliśmy pokazywanie zębów przez ładnych parę dni.Ale na fotelu Jędrula odmówił współpracy. Uzębienie pokazał dopiero kiedy fotel został rozłożony zupełnie na płasko.

Okazało się, że nalot na ząbkach Jędrusia to prawdopodobnie kamień - będziemy musieli jeszcze dokładniej szorować mu górne ząbki.
Dodatkowo dowiedziałam się, że do ataku szykuje się nie tylko jedna piątka dole, ale też obie górne, a kawałeczek jednej z nich już się pokazał.

Andrzejku kochany, czym będziesz tłumaczył swoje humory, kiedy wyjdą Ci już wszystkie ząbki???

***

Po wizycie u dentysty przyszło nam ok. półtorej godziny poczekać na jędrusiowego tatę, który musiał pozałatwiać jakieś swoje sprawy.
Poszliśmy więc do pobliskiego parku, ale już po paru minutach grzebania się w liściach Andrzejek wygramolił się na ławkę i zakomunikował, że chętnie by coś przekąsił. Ponieważ jak przystało na gapę poganianą przez męża, wzięłam z domu serek, ale zapomniałam łyżeczki, udaliśmy się do restauracji znajdującej się w obrębie parku.
Na miejscu niemiła niespodzianka - gdy proszę kelnerkę o sok dla siebie i pół miseczki żurku bez jajka dla dziecka, okazuje się, że nie ma możliwości zamówienia połowy porcji. Mówię więc: "W takim razie poproszę całą porcję żurku".
Zamówienie przyjęto. Jędruś grzecznie siedział na krześle przez bite 10 minut, ale kolejne 10 (a zamówiliśmy tylko zupę...) wystarczyło, by zaczął dostawać małpiego rozumu, siłować się z obrusem i biegać po całym lokalu próbując wyłudzić od innych gości łyka piwa. Kiedy wreszcie zupę przyniesiono, byłam już mokra od ganiania za małym, ale Andrzejek ochoczo wrócił do stołu i zaczął jeść. Moja wściekłość sięgnęła zenitu jednak dopiero wtedy, gdy po podaniu dziecku dwóch łyżeczek zupy, wyłowiłam z niej, a jakże, połówkę jaja. Zawołałam kelnerkę i poprosiłam o wymianę zupy, tłumacząc, że zamawiałam ją bez jaja, bo mały ma na nie alergię. A pani kelnerka odpowiedzialna za nasz stolik odpowiada, że przecież za drugim razem nie powiedziałam, że żurek ma być bez jajka... No cóż, zamawiając całą porcję żurku miałam ją za bardziej lotną:/
Na kolejną porcję, chyba w ramach restauracyjnej zemsty, czekaliśmy następny kwadrans. A w tym czasie goń, ciężarna matko, za przychówkiem i uspokajaj, że naprawdę dostanie za chwilę niam...
Niam w końcu się pojawiło. Przyniosła je już inna kelnerka, która z uśmiechem życzyła małemu smacznego. Andrzejek widocznie nie mógł uwierzyć we własne szczęście, bo wchłonął prawie całą "dorosłą" porcję, cały czas zachwalając, że "pycha wupka (zupka)".
Gdy już kończyliśmy, doszedł do nas mąż - i poszedł uregulować rachunek. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że opiewał on na dwie porcje żurku mimo, że pierwszą zareklamowałam z powodu błędnej realizacji zamówienia...
Czarnowłosa, mocno opalona i umalowana pani kelnerka miała szczęście - raz, że żurek smakował mojemu dziecku (a to, co po nim dojadałam, również mnie. Trzeba przyznać, że żurek bez zarzutu), a dwa, że nie miałam siły się wykłócać. A restauracja "Palce lizać" w Parku Strzeleckim - że nie mam konta na gastronautach;p



15 komentarzy:

  1. Dobrze, że to tylko kamień na ząbkach. Dostaliście jakieś specjalne zalecenia poza dokładniejszym myciem czy nie?
    Iśce też przebiła się ostatnia trójka właśnie. Za to 5-ek ani widu ani słychu ;)
    A sytuację z 'restauracji' pozostawię bez komentarza. Ja bym tam urządziła awanturę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U takich maluchów podobno nie usuwa się kamienia. A zęby i tak szorujemy po każdym posiłku, teraz będziemy po prostu myć dłużej te górne.

      A na awanturę w restauracji zwyczajnie nie miałam już siły. Po prostu stracą klienta.

      Usuń
  2. Właśnie tak to czasem jest, ja ostatnio zamówiłam żurek , to po ponad godzinie podali mi flaczki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywa niestety.
      Gdyby to jeszcze o mnie chodziło, to pół biedy, ale co dziecko winne, że się tyle naczekało:(

      Usuń
  3. I idz tu mamo z dzieckiem do restauracji... Mój syn, pewnie już po 5 minutach by miał dość i ja też przy nim...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mieliście trochę pecha w tej restauracji, podejście do klienta jak w czasach PRLu ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Nie ujęłabym tego lepiej

      Usuń
  5. No nie.. jakby na mnie trafiło to byłaby awantura... ;) Kelnerka się nie popisała...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po takiej dawce użerania się z głodnym dzieckiem nie miałam już sił na awanturę z kelnerką. Teraz mojej rodziny więcej nie będzie już miała okazji obsługiwać...

      Usuń
  6. Ja chyba bym zwróciła uwage, tym bardziej, że przecież nie zjadłaś tej pierwszej porcji. Niemiła kelnerka zjadła i dopisala Ci do rachunku. Hehe

    OdpowiedzUsuń
  7. Dentysta zawsze przyprawia mnie o ból brzucha,trauma z dzieciństwa.12 listopada moja Lenuka ma pierwszą wizytę,ma niestety ubytek i już się niepokoję na zapas...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam stomatologiczne traumy z dzieciństwa. Ale teraz to już nie ten poziom - Lenka na pewno dostanie znieczulenie i nic nie będzie bolało:)

      Usuń
  8. Pacjent każdego dentysty jest dzielny! Gratulacje dla małego :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...