sobota, 21 września 2013

Z cyklu: Małe wielkie osiągnięcia - Jak masz na imię?

Źródło: Google
Jakiś czas temu zobaczyłam rozdzierającą scenę - kilkoro starszych ludzi skupionych wokół małego, na oko 3-, może 4-letniego struchlałego z przerażenia chłopca, usiłowało się dowiedzieć, jak mały się nazywa i gdzie mieszka. Dziecko ledwo mówiło, ciężko było zrozumieć cokolwiek poza "nie wiem". Wiedział tylko jak ma na imię, nawet nazwiska nie potrafił wymówić w sposób jednoznacznie zrozumiały. Już nie wspominając o numerze bloku, a rozpoznać go nie potrafił, bo na starym nowohuckim osiedlu wszystkie bloki wyglądają podobnie. Zapytałam, czy nie trzeba wezwać policji, ale usłyszałam, że ktoś już to zrobił i patrol jest w drodze. W końcu patrol przyjechał i miła pani policjantka zaprowadziła chłopczyka do radiowozu.
Strasznie mi było żal tego malucha i zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób uchronić synka przed taką sytuacją na wypadek, gdyby zdołał nam uciec i się zgubił. Przyznam, że nie bardzo wiem jak to zrobię, ale chciałabym, by Andrzejek (pomijam tu kwestię zaufania do obcych) w podobnym wieku umiał się wyraźnie przedstawić imieniem i nazwiskiem, pamiętał nasze imiona i pełny adres, a także bezbłędnie rozpoznawał, w którym bloku i klatce mieszka. Gdy widzę w pamięci buzię tamtego spłakanego chłopca, uczenie takich prozaicznych rzeczy wydaje mi się daleko ważniejsze od kolejnego wierszyka czy piosenki. ..

Na razie na wielką naukę jest za wcześnie, ale podstawy są dobre. Mały ma dość wyraźną wymowę i odpowiada już na proste pytania. Zaczęłam więc od najprostszego: "Jak masz na imię?"
Z początku młody na wszystkie pytania o czyjekolwiek imię uznawał tylko jedną odpowiedź: "Adam".
Po prawie dwóch tygodniach codziennego "treningu" dziś rano mały mnie zaskoczył. Zapytany przez babcię jak ma na imię, odpowiedział: "Adziej"  - czyli sukces podwójny: nie tylko prawidłowa odpowiedź na zadane pytanie, ale też najlepsza jak dotąd wersja własnego imienia (po "Adzinie", "Adinie", "Adenie" i "Adeju"). Od jutra dokładamy imię mamy. Tu będzie ciężej, bo Jędruś nie wymawia "L" i zamiast "Oli" wychodzi mu takie wschodnie "Oła";p
No, ale mamy dużo czasu na ćwiczenia:)

19 komentarzy:

  1. Faktycznie, tzerba na przyszłość pamiętać o tej nauce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Koleżanka córki mojej 2,5 latka bezbłędnie podaje swoje imię, nazwisko, adres zamieszkania łącznie z piętrem, na którym jest mieszkanie oraz imieniem rodziców.
    Ja nie wiem jeszcze jak robić. Z jednej strony raczej nie dopuszczam, że może się stać tak, że mała mi gdzieś zginie. Z drugiej wiadomo jak bywa z dziećmi. Najbardziej boję się jednak tego, ze adres usłyszy ktoś niepowołany. I myślę albo o bransoletce na rękę, albo naszywce gdzieś w środku kurtki. Plus oczywiście tłumaczenie małej co to i do czego ma służyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To co, jak i komu mówić, to już osobna kwestia. A z bransoletki na łapce też ktoś niepowołany może przeczytać nasze dane. Nigdy nie wiadomo, na kogo się trafi. Też zamierzamy kiedyś nauczyć tego synka - że w razie "W" ma iść np. do mundurowego albo do starszej pani, bo są bardziej godni zaufania niż młodzi panowie w dresach.
      Co do naszywki w kurtce, to przyznam, że szukanie tam danych zagubionego dziecka mnie samej nie przyszłoby do głowy.

      A kumpela Twojej córy wymiata:)

      Usuń
    2. No ale z drugiej strony, co takiego będzie, gdy ktoś usłyszałby ten adres? A może dzięki temu zgubione dziecko trafiłoby do domu.

      Usuń
    3. Z tym zaufaniem to różnie bywa. W naszym bloku są przynajmniej 3 starsze panie, które wolałabym, żeby moja córka omijała z daleka. A wczoraj grupa 'kibiców' wytrzepała mi kasztanowca jak zobaczyli, że męczę się z patykiem, zeby coś strącić na dół.

      Nauka jasne, ale taka bransoletka myślę, że nie zaszkodzi. Natomiast co do kurtki - bardzo często spotykałam dzieci, ze miały wszyte karteczki z adresem itp.
      Ja jeszcze nie wiem co zrobię. To trudny temat. Na pewno bym nie chciała, żeby Isia na prawo i lewo opowiadała jak się nazywa i gdzie mieszka, a właśnie ta 2,5 latka tak czasami bez pytania opowiada wszystkim. Takie coś też nie jest dobre...

      Usuń
  3. Też myślę, że naszywka w kurtce, czy bransoletka na wyjeździe to dobry pomysł i oczywiście uczyć pewnie też jednak warto...A najlepiej, żeby sie nie gubiły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam - lepiej, żeby się dzieciaki nie gubiły. Ale dziś u fotografa w centrum handlowym(robiliśmy sesyjkę na prezent dla babci)naprawdę niewiele brakowało, by mały nawiał mi z wózka podczas gdy ja wybierałam ujęcia. Im jest większy i szybszy, tym bardziej się o niego boję.

      Usuń
  4. Niedawno był to u nas w domu temat na czasie, co zrobić jakby się [tfu tfu odpukać] Martynka zgubiła.. Ostatecznie nic nie ustaliliśmy, ja nie dopuszczam do siebie myśli że mogłaby się zgubić nie odstępuję jej na krok, no ale ona nie ma jeszcze dwóch lat na pewno im starsza tym będzie ciężej.. Za to mąż chce nabyć drogą kupna lokalizator czy coś takiego i Młodej na wyjścia zakładać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na razie tak samo - Jędruś ma półtora roku. A lokalizator to nie jest głupia myśl. Drogie to to?

      Usuń
  5. Ja też jak dziewczynki były małe to starałam się ich jak najszybciej nauczyć naszego adresu :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się wydaje, że pamięć jest najmniej zawodna. Kurteczkę zawsze można zdjąć, a bransoletkę zgubić... Potem pozostaje jeszcze nauczyć dziecko, komu najbezpieczniej jest zaufać, ale to już materiał na osobne rozważania

      Usuń
  6. Jak dla mnie to świetny pomysł! Dziecko powinno wiedzieć, jak się nazywa i gdzie mieszka tak wcześnie jak to możliwe i jest w stanie się tego nauczyć, a potem znać nawet numer na pogotowie i umieć zadzwonić w razie czego. Nie mówię, żeby uczyć tego półtorarocznego dziecka, ale trochę starszego można próbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jak to ośmioletnia dziewczynka, która ratowała siostrę podczas ataku padaczki - masz rację, to też ważne.

      Usuń
  7. Hahaha u nas było długo długo Ania :)
    Gratulacje mądry ten Twój Jędruś

    OdpowiedzUsuń
  8. Twój post to kolejna nauka dla mnie, znaczy jak mój Mały podrośnie i zacznie mówić, to należy go uczyć właśnie, jak się nazywa itd. Nigdy nie wiemy, co może się wydarzyć, choć odrzucamy złe myśli... Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - odrzucamy, a powinniśmy być przygotowani.
      Wiadomo, że teraz Andrzejek nie byłby w stanie wymówić ani zapamiętać pełnego adresu, więc na wesoło zaczynamy od podstaw:)

      Usuń
  9. Ale jak się dziecko zestresuje i przestraszy to może zapomnieć co miało mówić.Nie wyobrażam sobie że miałabym dziecko na podwórku zgubić. Trzeba być zajętym sobą : pogaduszkami, czytaniem albo ie wiem czym jeszcze. Ja to taka kwoka jestem co nie spuszcza swojej małej z oczu. Trzeba też dziecko nauczyć ,że jak się zgubi to żeby nie biegało i nie szukało tylko stanęło w miejscu i czekało ( np w sklepie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też tak o sobie myślałam, dopóki małego wczoraj nie złapałam schodzącego z wózka mimo zapięcia w pasach;) Że to niemożliwe, żeby mój synek... A gdybym obejrzała się parę sekund później, to tyle bym go widziała.
      Co do czekania - i tak i nie. Mnie się wydaje, że najlepiej, żeby dziecko zostało na tym samym "terenie', ale poszło gdzieś, gdzie będzie bezpieczne np. podeszło do kogoś z obsługi i powiedziało, o co chodzi.

      Usuń
  10. Ważny temat poruszyłaś, jeszcze o nim nie myślałam, ale przyjdzie na pewno ten czas. Nauka imion, adresu to dobry pomysł, ale myślę też że może jakaś bransoletka z danymi, szczególnie dla młodszych, którzy jeszcze dobrze nie mówią. Trzeba będzie o czymś takim pomyśleć...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...