piątek, 13 września 2013

Psoty i psotki

Po wczorajszym ciężkim dniu zaczęłam pisać posta o buncie na pokładzie, ale jak na razie zostanie on niedokończony, bo... dziś brakło inspiracji.
Nie było ani jednego wybuchu płaczu, ani jednej strasznej sceny o byle co i ani śladu obrażania się na cały świat. Może to dlatego, że tata cały dzień był dziś w domu?

Spieszę jednak z wyjaśnieniami - to, że Andrzejek miał dziś wybitnie dobry humor wcale nie oznacza sielanki...

Jest rano. Matka zwlokła się jakoś z wyra, żeby zrobić śniadanie Andrzejkowi i kochanej samej sobie. Matka, jeszcze nie do końca przebudzona, nuci sobie pod nosem "jak dobrze spać skoro świt...", wstawia gotową kaszkę mannę do podgrzewacza i zaczyna smarować chleb masłem, a wszystko to zerkając na pałętające jej się pod nogami dziecko, które właśnie sięga po stojący na drzwiach lodówki wielki słój pełen kiszonych ogórków.

A: Da ogóki?
M: No dobrze, daj słoik, mama wyjmie Ci ogórka.
A(z uśmiechem od ucha do ucha): Baaammm!!! - słoik z wysokości kilkudziesięciu centymetrów spada na bosą stopę matki
M: Auuu!
A(pokładając się ze śmiechu): Mama au! Mama au!

Po śniadaniu. Tatuś zamknął się w pokoju, żeby spokojnie się pomodlić, mama wyciągnęła dziecku pudło z zabawkami, zastawiła drzwi wózkiem i poszła witać się z toaletą. W mieszkaniu błoga cisza.
Po powrocie do pokoju matka zastaje rozwleczone książki z dolnych półek regału, odwalony materac blokujący dojście do kontaktu pod stołem, wydłubaną jedną zaślepkę i małego majsterkowicza w trakcie pracy nad drugą - za narzędzie posłużyła mu łyżeczka. Wziął ją ze stołu, na którym tatuś zostawił szklankę po herbacie. To był trzeci rodzaj testowanych przez nas zaślepek - tym razem marki BabyOno. Wytrzymały 4 dni. Wcześniej podobny los spotkał zatyczki z Ikei (również pomogła łyżeczka), a nasze pierwsze zaślepki - Canpola - już niespełna roczny Jędruś najzwyczajniej chwytał i wyjmował palcami. Mamy jeszcze komplet z Lidla, ale daję im nie więcej niż tydzień. A co potem???

Po obiedzie. Tata kończy drugie danie, mama, jako ta, która zjadła wcześniej, ma pilnować dziecka, ale musi pilnie biec do łazienki. Nagle z pokoju dobiega huk i okrzyk: "Si-ta-ta!"(z polskiego na nasze - i-ha-ha). Matka wybiega z łazienki, wparowuje do pokoju i widzi Andrzejka siedzącego okrakiem na żerdce w oparciu wywróconego "dupką do góry" krzesła, z rękami wyciągniętymi przed siebie i radośnie krzyczącego "Si-ta-ta!"... Krzesło (ikeowy szajs - choć niby drewno) nie wyszło z tego bez szwanku - złamało się jedno z łączeń oparcia z siedzeniem.

Przed kąpielą - bawimy się w rzucanie gumowej piłeczki. Matka zauważa, że Jędrula ma szczególny ubaw, kiedy ona podrzuca piłeczkę i odbija ją głową. Powtarza to jeszcze kilka razy i chce wrócić do zwykłego rzucania, jednak dziecię nie ma dość - łapie piłkę i - trzymając ją w ręce - tłucze nią w mamine czoło, rechocząc się oczywiście do rozpuku.
Dla zmęczonej mamy plus tej zabawy był taki, że w rozdziawionej w uśmiechu paszczęce dostrzegła drugą dolną czwórkę, prawie całkiem już wyrżniętą.
Mamy więc dobry humor i...


... jedenaście zębów:D


9 komentarzy:

  1. hahaha, a to łobuziak z Andrzejka :D

    u nas jakoś kontakty nie wzbudziły zainteresowania, zaślepki mamy tylko w korytarzu.

    A słoik się nie rozbił? Współczuję tego uderzenia, musiało boleć :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słój o dziwo cały, tylko pokrywka się rozszczelniła i mieliśmy małą powódź. Jędruś dzielnie wycierał mopem;p

      Usuń
  2. z tego co zauważyłam Andrzejek uwielbia ogórki kiszone :) wesoło z nim masz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mógłby nimi żyć:)
      A słowo "wesoło" przy nim zyskuje drugie dno...

      Usuń
  3. No to super, że macie kolejnego zębolka. To straszne, co piszesz, o tych zabezpieczeniach. Jaki spryciarz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam już siły do niego. Mieliśmy zabezpieczenia na szuflady, lodówkę i kanty mebli. Ze wszystkimi sobie dał radę. Nie sforsował jeszcze tylko blokady na szafkę kuchenną, ale z nią, prawdę mówiąc, my z mężem też się męczymy;)
      Ale podobno nie wszystkie dzieci są takimi analitykami. Moja koleżanka, która ma córy w wieku 1 i 3 lata twierdzi, że nigdy niczego poza schodami w domu nie zabezpieczała. A panny żyją i dobrze się mają:)

      Usuń
  4. Oj, wysoko Wam stawia poprzeczkę. U nas kontakty zabezpieczone, ale tylko nam to życie utrudnia, bo mała się nie interesuje.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...