sobota, 14 września 2013

Miłości, fetysze, talizmany i przyjaciele;p

Czy Wasze dzieci mają jakiś ukochany, najukochańszy przedmiot, bez którego nie ma jedzenia, spania, zabawy, ani w ogóle życia?

Mój synek zakochiwał się w wielu różnych rzeczach. Były już łyżeczki, była rura od odkurzacza, a teraz jest słój z ogórkami. "Ogóki" pojawiają się w większości jego dłuższych wypowiedzi. Przerabialiśmy fascynację "dorosłym" obuwiem, koszami na śmieci, muszlą klozetową, nocnikiem w roli krzesełka i miednicą w charakterze środka transportu. No i oczywiście "kuci" - czyli klucze. To jednak wszystko miłości krótkotrwałe.

Są jednak trzy rzeczy, które Jędrula uwielbia zawsze i ponad wszystko.
Zaczęło się jakoś w ósmym, może dziewiątym miesiącu życia Jędrusia od kupionej chyba w Lidlu niepozornej kremowej poduchy z wyszytym osiołkiem:


Dostałam ją jeszcze będąc w ciąży i od razu wiedziałam, że będzie to ulubiona przytulanka. Do dziś nie ma zasypiania bez ciągnięcia "ofoła" za ucho czy ogonek. Przekonałam się o tym po powrocie z Krosna. Gdy po pobieżnym wypakowaniu bagaży z samochodu zauważyliśmy, że jej nie ma,  postanowiliśmy uśpić młodego z inną poduchą, bo nie chciało nam się szukać osiołka. Skończyło się schodzeniem po północy na parking i przeczesywaniem samochodu za pomocą latarki.

Druga miłość to Miś Zdziś, któremu w całości poświęciłam TEGO posta. Jeden z niewielu - jeśli nie jedyny - trafiony prezent w postaci zabawki. Pacynka, przytulanka, pocieszyciel. Ostatnia deska ratunku we wszystkich kryzysowych sytuacjach. Z nim Andrzejkowi nie straszne ani szczepienie ani zakrapianie oczu.



Na wszelki wypadek towarzyszy nam we wszystkich wyjazdach i wizytach w przychodni. Nigdy nas nie zawiódł.

 Trzecia to niekapek Lovi, którego "zady i walety" opisywałam TUTAJ. Andrzejek umie już pić z "dorosłego" kubka i wszelkiego rodzaju butelek, więc w zasadzie moglibyśmy, a może nawet powinniśmy pożegnać już wysłużonego niekapusia (czy raczej kapusia, bo od dawna używamy go bez zaworka), jest jednak pewien szkopuł - Andrzejek go kocha. Zdarza się, że przez cały dzień nie wypije z niego ani kropli, ale kiedy tylko "niekapuuu" znika z zasięgu ręki, zaczyna się rozpacz. Musi być w zasięgu zawsze i wszędzie, musi też być w nim woda. Zgubiliśmy go 2 razy. Raz, gdy Andrzejek miał 13 miesięcy i wybraliśmy się razem z nim do knajpki (swoją drogą polecam rodzinom z maluchami - "Rodzyinka Cafe" przy Floriańskiej w Krakowie) - okazało się, że został na stole w kafejce. Smutek był tak dojmujący, że pojechałam po kubek jeszcze tego samego dnia.
Drugi raz był dzisiaj - zostawiliśmy go u mojej kuzynki - chrzestnej mamy Andrzejka, na drugim końcu Krakowa. Cyrk zaczął się jeszcze w samochodzie, ale wracać nie było po co, bo kuzynka odprowadziła nas do bramki i sama gdzieś wyszła. Pojechałam więc do Carrefoure'a na Czyżynach i tak długo przekopywałam długaśną półkę z niekapkami, aż znalazłam IDENTYCZNY.
Tak mi się przynajmniej wydawało, bo Andrzejek nabrać się nie dał. Cisnął we mnie nowym nabytkiem i zawołał "nie niekapuu! Niekapuuu!!!" Czyżby zauważył, że jego "niekapuu" nie jest porysowany i nie ma ułamanego rantu kubeczka?

Na zdjęciach poniżej: nowy kubek (zdjęcie z telefonu, aparaciku, ożyj...) i Andrzejek ze swoim ukochanym "niekapuuu".





Po kubek nie pojechałam. Powiedziałam synkowi, że teraz będzie miał nowy kubeczek, bo poprzedni pożyczyliśmy cioci. W końcu jakoś to przełknął i przy kolacji napił się już z nowego kubka. Ale już bez tego błysku w oku...

A jak to wygląda u Was? Jestem ciekawa waszych doświadczń:)

8 komentarzy:

  1. No właśnie Ania nie ma nic takiego, a czasem bym chciała, żeby miś lub cokolwiek pomogło nam w kryzysowych sytuacjach. Choć jak czytam, że nie daj Boże gdzieś zaginie... :-)to już nie wiem, co wolę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się cieszę, że on ma te swoje miłości, już nieraz nas ratowały.

      Chociaż faktycznie czasem bywa to niewygodne np. gdy miś nie chce zmieścić się w wypchanej torbie albo ukochana poducha najzwyczajniej błaga o pranie.
      O zagubieniu nie wspominając, tym bardziej, że Andrzejek nie należy do osób, które poddają się bez walki;p

      Usuń
  2. U Isi jest 'misiuuu'. Miś(którego ja kiedyś dostałam od męża tak w ogóle ;)) musi być zawsze. Czy to przy jedzeniu-dostaje swoją porcję a jakże ;), czy to przy kapaniu- siedzi na półeczce i się przygląda, czy to na spacerze, obowiązkowo na każdym wyjeździe, no i oczywiście do spania. Nie ma spania bez misia. A jak raz wyjechaliśmy i zapomnieliśmy go zabrać, ojjjj było ciężko, musiałam dużo historyjek tworzyć jak to miś siedzi w domku, pilnuje zabawek, czeka aż mała wróci i opowie jak było itp.
    Miś jest wytarmoszony, wybrudzony, co chwilę ląduje w praniu(no bo nie dokładnie trafia do buzi jak je ;)) i wiecznie zawieszony na rączce córki. Jakby się kiedyś zgubił(TFU!TFU!) to nie wiem co by to było....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Isia ma Misia... jak słodko:)

      Ja też takiego mam. Do studiów z nim spałam:D

      Usuń
  3. u nas od początku był niezastąpiny hefalumf - Tutosław, mieliśmy z nim parę ciekawych przygód, pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niespecjalnie jestem w temacie - to taki słodki słoń z Kubusia Puchatka?
      W każdym razie imię ma czadowe

      Usuń
  4. :) Cześć, fajnie tu u Ciebie:D chętnie zajrzę częściej.

    Co do przytulanki...u nas jest to Pimpuś - ukochany piesek. Adaś dostał go jak miał 11 miesięcy i od tej pory nie odstępuje mojego synka na krok - a w grudniu skończy 3 lata ;P Pimpuś wygląda już jak ostatnie nieszczęście, ale to nie ma znaczenia ;P Ciekawe czy młodszy synuś też będzie miał takiego przyjaciela:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witamy i zapraszamy jak najczęściej:)

      Ja również do Ciebie zajrzałam, widzę, że też masz ok. 2 lata różnicy między dzieciakami, więc będę korzystać z Twoich doświadczeń;p

      Pozdrawiam

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...