poniedziałek, 23 września 2013

Kolejne szczepienie i jędursiowe strachy

Źródło: mapazdrowia.info
Udało się. Mimo ostatniej biegunki (na szczęście jednodniowej) i plamek na buzi, które prawie już zniknęły, pani doktor zakwalifikowała Andrzejka do szczepienia i tak oto ostatnia dawka Di-Per-Te już za nami. Jędruś kłucie zniósł bardzo mężnie - krzyknął tylko "Au!".
Za to podanie mu potem Nurofenu w syropie to była już inna historia. Trafił się nielubiany przez niego pomarańczowy smak i syropek za Chiny Ludowe nie mógł znaleźć drogi do małego gardziołka. Trafiłam dopiero nie wiem za którym razem, choć męża w trzymaniu małego dzielnie wsparła pani pielęgniarka. Ale order "Dzielny Pacjent" i tak się należał.

Potem była obserwacja. Kwitliśmy w korytarzu 2 godziny mając co 30min. prezentować się pielęgniarce. Okazało się, że wszystko w najlepszym porządku, a mały po szczepieniu rozrabiał za całą poczekalnię innych dzieci, które siedziały tam jakby czekały na ścięcie.
Przy okazji wieczornej toalety obejrzałam kłutą nóżkę. Ani śladu po zastrzyku:D

Zaciekawiła mnie - i zaniepokoiła - inna sprawa. Mam wrażenie, że od jakiegoś miesiąca, może dwóch, mój mały Kozak staje się coraz bardziej... strachliwy.
Przykład z dzisiaj - miejsce akcji: Poradnia Chorób Zakaźnych, gabinet lekarki, którą Andrzejek zna i na którą do tej pory reagował wyszczerzem od ucha do ucha. Wchodzimy, Jędruś jak zwykle kokietuje lekarkę i w czasie, gdy ja udzielam wywiadu, cichutko i grzecznie demoluje gabinet. Jednak kiedy tata sadza go na wadze, następuje błyskawiczny atak histerycznego płaczu i natychmiastowa ewakuacja - gdyby nie mąż, mały zwyczajnie zszedłby z wysokiej na ponad metr komody, na której stała waga. Podobnie zareagował na stetoskop - zimny nie był, pani doktor ogrzała go przed badaniem - ale i tak spowodował histerię. Tylko dlaczego?

Przykład drugi: dziś są imieniny teściowej, więc na prezent postanowiliśmy podarować jej oprawione zdjęcia Andrzejka. Przy okazji spaceru udaliśmy się więc do fotografa, ale nie takiego dziecięcego, który wystylizowałby Jędrulka jak kukiełkę i przez bite kilka godzin pstrykał go w stu wariantach z piętnastoma symbolicznymi gadżetami, a na koniec zdarł skórę z rodziców, tylko do takiego najzwyklejszego zakładu przy pobliskim centrum handlowym. Trafiliśmy na przemiłego pana w średnim wieku, który od razu złapał z małym wspólny język, oprowadził go po zakładzie, pokazał aparat, a na koniec postawił na krzesełku, ustawił aparat na statywie i... no właśnie, sami zobaczcie, jak rozwijała się sytuacja.



Po godzinie spaceru postanowiliśmy spróbować jeszcze raz, ale sytuacja przybrała obrót jeszcze bardziej dramatyczny - Andrzejek nie chciał nawet wejść na stołeczek. Daliśmy więc spokój i wywołaliśmy 2  pierwsze ujęcia z pierwszego podejścia - fotograf wyciął oczywiście rękę taty i zasłonkę. Wyszło mniej więcej tak:




Mieliśmy jego zabawki, zarówno my jak i fotograf zrobiliśmy wszystko, żeby Andrzejek czuł się swobodnie... o co poszło? Najgorsze jest to, że takie płacze zdarzają nam się coraz częściej w sytuacjach zupełnie "niegroźnych".

???

Macie jakieś pomysły?



8 komentarzy:

  1. Ten ciąg zdjęć jest fajny :) Może po prostu miał taki zdjęć? Może myślał sobie, że z aparatu coś wystrzeli, skoro tak w niego mierzy albo, że zza fotografa wyjdzie bestia? Tego nie wiem nikt. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może. Chyba faktycznie włącza mu się wyobraźnia...

      Usuń
  2. Piękny model :-)) super że nie ma skutków poszczepiennych i oby już nie nadeszły!! :-)
    my mamy zaległe szczepienie u Norba ale niestety musimy czekać ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy.
      Nad nami ciągle wisi MMR. I choć teoretycznie ze względu na andrzejkową alergię na jajo i odczyn poszczepienny w wywiadzie pozwolono mi z niej zrezygnować, to poważnie się zastanawiam - Jędruś jest silny i odporny, ale raz, że odra to poważna choroba, a dwa, że za parę miesięcy będziemy mieć w domu noworodka. Aż strach się bać, co by było, gdyby taka malota czymś się zaraziła...

      Usuń
  3. no właśnie, takie strachy są niepokojące... może błysk lampy go wystraszył? wydaje mi się też, że wyobraźnia zaczyna już działać i może coś tam sobie niefajnego o aparacie, czy stetoskopie pomyślał. trzymam kciuki, żeby minęło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz rację z tą wyobraźnią, on faktycznie lata po domu z puszką na klocki na głowie i mówi, że ma hełm...

      Usuń
  4. Mi się wydaje, że to taki okres... Może szybko minie. tego życzę :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...