czwartek, 12 września 2013

A nie za zimno mu?

Z Googla
Przez prawie półtora roku bycia mamą wyrobiłam sobie nawyk całowania raz na jakiś czas synusiowego karku. Dla postronnych może wygląda to dziwnie - jakaś wariatka, rozchyla dziecku ubranie i robi mu "pierdzioszki" w karczek. Ale pieszczoty są przy okazji - ja w ten sposób po prostu sprawdzam, czy Jędrusiowi jest odpowiednio ciepło, a że sama mam niższą niż ogół temperaturę ciała i wiecznie zimne ręce, sprawdzenie palcem byłoby niezbyt miarodajne.

Czy to temat na teraz, kiedy lato się już kończy - wydaje mi się, że tak, kiedy widzę, jak po wczorajszym zimnym dniu dzieci poprzychodziły ubrane na plac zabaw dziś, kiedy temperatura sięgnęła dwudziestu kilku stopni. Sama się nabrałam - i musiałam synkowi podwijać rękawy.
 Nie mniej ważne jest to w domu - niedługo zacznie się sezon grzewczy, a w wielu domach (mieszkaniach w bloku!) nie tylko nie nawilża się powietrza i za rzadko wietrzy, ale dodatkowo rodzice ubierają dzieci sugerując się bardziej temperaturą za oknem niż tą w pokoju.

Jeszcze przed porodem od położnej oddziałowej w szpitalu, gdzie rodziłam synka, dostałam radę, by pilnować jego ubioru i sprawdzać czy ma ciepły kark - rączki i stópki mają prawo być zimne nawet u kilkumiesięcznego dziecka, ale karczek ma być suchy i mniej więcej tak samo ciepły, jak ciało mamy. "Bo dziewczyny czasem przesadzają" - powiedziała z przymrużeniem oka, mając na myśli prawdopodobnie położne z oddziału noworodkowego. Wzięłam to sobie do serca.
I faktycznie, już 2 dni po porodzie mój maluch wrócił z konsultacji neurologicznej opatulony w rożek, koc, a pod spodem miał jeszcze czapeczkę, kaftanik, śpioszki i kolejny kaftanik. No i skarpetki na rączkach i nóżkach. Nie muszę dodawać, że prawie pływał we własnym pocie. Kiedy go rozebrałam, oczywiście stopniowo, żeby nie spowodować jakiegoś szoku, przed  ponownym ubraniem musiałam go najpierw dokładnie wytrzeć.
I od tej pory było normą - inne dzieci leżały wyzawijane chyba we wszystko, co ich mamy przywiozły z domu, a moje w samym pajacyku, a czasem bywało nakryte flanelową pieluchą. Karczek był ciepły i suchy i tego się trzymałam.

Podobnie po powrocie do domu - naszego, bo pierwsze 2 tygodnie we trójkę spędziliśmy we czworo - u teściowej, która okładała małego kolejnymi warstwami kiedy tylko się odwracałam - "bo takie zimne nożyny ma, jak lody...". Ech, babcie...
My tymczasem mieliśmy wtedy lokum na najwyższym, czwartym piętrze, w narożnym mieszkaniu od północnego wschodu - nigdy, nawet w lecie nie było tam więcej niż 23-24 stopnie, zwykle ok. 20. A Andrzejek przeważnie prezentował się tak jak na tym zdjęciu, na którym miał 3 tygodnie bez 1 dnia:



Długie rękawy i nogawki miał zakładane w zasadzie tylko na noc i na spacery, a często nawet i to nie było potrzebne. 

Weekend majowy 2012, na polu przyjemne ciepło. Andrzejek ma tu tylko miesiąc, czapeczkę i pieluszkę tetrową:)

Im Jędruś był starszy, tym więcej się ruszał, a im więcej się ruszał, tym mniej ubranek naraz zdawał się potrzebować. 
A odkąd zaczął sam chodzić, to już niemal każdy spacer zaczynał się od Wielkiego Rozbierania. Przykład z dziś rana - kiedy wychodziliśmy, na polu było ok. 15st. Ja miałam na sobie grube dżinsy, sweterek, płaszczyk i apaszkę, a Jędruś długie spodnie, body z długim rękawem, wiatrówkę i czapkę. Zanim doszliśmy na plac zabaw, Andrzejek zdążył pozbyć się czapki, a niedługo potem zaczął skarżyć się, że mu "siepo" i szarpać się z suwakiem od kurtki. Do domu wróciliśmy około południa - fakt, zrobiło dość przyjemnie, ale mnie wystarczyło rozpiąć płaszczyk, a Andrzejkowi trzeba było podwinąć rękawy i nogawki. Rośnie mi kandydat na polarnika czy to ze mnie taki zmarzluch?

Nie zliczę już chyba, ile razy strój (lub brak stroju) Andrzejka był powodem zaczepek. 
"A nie za zimno mu?", "Wiatr taki, a dziecko w samej pieluszynie"(przyp. red.: jest sierpień, 30st w cieniu, a ten wiatr to delikatne, przyjemne orzeźwienie w upale). 
"Jest za lekko ubrany, rączęta takie zimne" (przyp. red.: a kto ci pozwolił dotykać rączek mojego dziecka???). 
Zaczepiającymi były najczęściej a) panie w wieku "późnobabciowym", które własne dzieci miały niedługo po wojnie i b) młode mamusie niemowlaków, których dzieci w tym samym czasie były poubierane w wełniane czapeczki, polarkowe kurteczki, przykryte kocykiem, a często jeszcze w gondolach z budami zasłoniętymi "od słońca" tetrową pieluchą. Ale ja im nie zwracałam uwagi - robią to, co uważają za stosowne - to ich dzieci i wnuki.

Nasz hicior: jak przystało na przełom czerwca i lipca, temperatura niewiele przekracza 10st. Andrzejek na początku spaceru w swoich jedynych trzewikach włazi po kostki do bajora, które po kilku dniach deszczu powstało na środku placu zabaw. Siłą i godnością osobistą zaciągam go do wózka, ale pod blokiem zaczyna się histeria - "nie domu!!!". Schodzi jego tata i na polu zmieniamy mu przemoczone spodnie, skarpety i buty - na jedyne jakie jeszcze ma suche. Na placu zabaw spędzamy jeszcze dobrą godzinę. Mały nawet nie smarknął.

Z własnego podwórka - moja mama, jako młody wówczas lekarz, za wszelką cenę chciała swoje maluchy uchronić przed przeziębieniem. Na starych zdjęciach widzę siebie i brata ubranych 2 razy grubiej niż inne dzieci, w opaskach i apaszkach, kiedy ludzie w tle paradują już w krótkich spodenkach. Oboje byliśmy strasznie chorowici. Skończyło się to, kiedy... wyjechaliśmy na studia:)

Skandynawowie to jednak mądrzy ludzie są;p

No i pani położnej serdecznie dziękuję za dobrą radę. Gdyby nie ona, to sama sugerowałabym się chłodnymi łapkami i przegrzewała swoje dziecko. A tak, choć alergik i niejadek, rośnie zdrowo i odporności ma za siebie i za rodziców:D
















8 komentarzy:

  1. Tutaj w Anglii położne dużą uwagę przywiązują do tego aby nie przegrzać dzieci, czasami aż do przesady je odkrywając:) Jednak dzięki temu od początku starałam się nie przegrzewać Wiki. Moja mama podczas swojej pierwszej wizyty u wnuczki również mnie cały czas upominała że Małej jest za zimno i ją dodatkowo opatulała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, Babcie Polki...
      Za każdym razem, kiedy zostawiałam dziecko z którąkolwiek babcią, zastawałam je w co najmniej jednym dodatkowym swetrze i spotykałam się z zarzutem, że chcę je przeziębić;p

      Usuń
  2. ja też ciągle słyszę komentarze że synek ma zimne rączki / nożki, też ciągle słyszę że powinien mieć jedną warstwę więcej niż babcia, bo mi to zawsze gorąco więc sobą nie powinnam się sugerować ;-)))
    syn ma od roku chłodne rączki i stópki i ani razu nie miał nawet lekkiego kataru ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, u nas katary były dwa. Oba od zębów:D

      Usuń
  3. Znam to, a jakże ;)Kiedy mała miała miesiąc wyszłyśmy na spacer, temp około 0st(listopad to był), a pewna pani mnie zapytała czy nie za zimno na spacerowanie z takim maluchem. Odpowiedziałam takim samym zapytaniem- czy nie za zimno dla niej na spacerowanie ;) I moja mam by ciągle nakładała czapeczki, bluzy, sweterki bo za zimno, bo przewieje, bo to, bo tamto ;)
    A w szpitalu moja była jedynym dzieckiem bez czapeczki i tylko w śpioszkach. Jak patrzyłam na te maluchy pozawijane w beciki, rożki, kocyki itp i płaczące(bo pewnie głodne hmm... ) to mi ich szkoda było :(
    A ta położna u Ciebie to ewenement naprawdę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, co ta sama pani powiedziałaby na dziewięciomiesięczniaka raczkującego po śniegu przy mniej niż -10;)

      A położna oddziałowa z "Żeromskiego" wymiata, zgadza się:D

      Usuń
  4. U mnie teściowa ostatnio zaproponowała kombinezon zimowy już na teraz na chłodniejsze dni. ;-) I te z zawsze mówi, żeby w domu ciepło ubierać dziecko i ostentacyjnie sprawdza temperaturę na termometrze za oknem. U mnie po porodzie przykryli córkę we wszystko! Nawet ręcznikiem, który mąż zaniósł (ja leżałam po cc osobno). Jak mała urodzona na początku kwietnia miała 3 tyg i szliśmy do przychodni, niektóre dzieci miałe futrzane czapy i szaliki, a ja byłam w krótkim rękawku, a moje dziecko miało tylko sweterkową bluzę. A w lato, wyszłyśmy na spacer w samych bodach, patrzę, a tam dziecko jedzie w grubej czapie i kurtce, o kilka miesięcy starsze od mojego. Zastanawiam się czasem, czy nie za lekko jej ubieram, gdy patrzę na inne dzieci w wózkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, kombinezon zimowy? Litości...

      Ale to prawda, faktycznie jest tak, że kiedy wszyscy inni robią coś zupełnie inaczej niż ty, to patrząc na nich, zaczynasz się zastanawiać czy z Tobą nie jest czasem coś nie tak.
      Pamiętam, że kiedy w kwietniu(pogoda ładna, typowo wiosenna)z miesięcznym Bąkiem szliśmy na badanie bioderek, zobaczyłam całą poczekalnię jego rówieśników zapatulonych tak grubo, że z trudem mieściły się do fotelików samochodowych. Aż zaczęłam się zastanawiać, czy ja nie jestem wyrodną matką - bo ja przywiozłam swoje bobo w pajacu, kaftaniku, bawełnianej czapeczce i pod leciutkim kocykiem, a w szpitalu w czasie karmienia piersią spociło się tak, że musiałam rozebrać go do pieluchy.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...