piątek, 2 sierpnia 2013

Zielonych rodziców błędy przy rozszerzaniu diety

Każdy rodzic chce swojemu dziecku przychylić nieba. Każdy marzy, by rosło silne i zdrowe.Ja i mój mąż również chcieliśmy dla naszego synka jak najlepiej. Ale z perspektywy czasu widzę, że chcąc, by rósł i jadł zdrowo, zrobiliśmy chyba wszystko, by wychować niejadka nienawidzącego pory posiłków. Nie bierzcie z nas przykładu!
Oto mała spowiedź Matki Polki mądrej po szkodzie:

Grzech 1. Lenistwo

Z własnego wygodnictwa karmiłam dziecię moje gotowymi daniami przez prawie rok. Gdy za radą alergologa zaczęłam mu gotować, okazało się, że Andrzejek nie chce tego jeść. Po długich bojach udało nam się namówić go do jedzenia drugich dań w kawałkach za pomocą widelca. Gorzej z zupą, która nadal musi być miksowana. W słoiczkowej zupce mogą być kawałki każdej wielkości. W mojej nie może znaleźć się ani jedna grudka kaszy. Musi być zmiksowane jak dla czteromiesięczniaka. Na dodatek mój mały nie daje się nabrać na domowy obiadek w słoiczku po Bobovicie. Oni tam chyba czegoś dosypują...

Z owocami jest dokładnie to samo. W słoiku może być wszystko, z organicznych tylko wiśnie i od biedy banan. Codziennie próbuję namówić synka do zjedzenia jabłka lub morelki w kawałku albo startej na tarce i codziennie przedmiot tej propozycji ląduje na moim ubraniu.

Wnioski:
Przy następnym dziecku słoiczki tylko poza domem i tylko do wprowadzania nowych składników. Nie chcę wychować kolejnego kapryśnego niejadka.


Grzech 2. Niecierpliwość i brak tolerancji dla wybryków

Tu głównym winowajcą jest mój mąż. Chociaż synek od ósmego miesiąca życia posługuje się łyżeczką, a od prawie miesiąca używa tez widelca, mężowi nie chce się czekać w nieskończoność, przejmuje od syna sztućce i zaczyna go karmić. Obudził się, gdy po paru ruchach łyżeczką synek zaczął domagać się dalszego karmienia przez nas. Na niewiele się to zdało. Gdy mąż słyszy "nie siam" albo "tata am", aż gotuje się ze złości i koniec końców karmi małego, jakby to były wyścigi. Nie pozwalał też dawać mu czegokolwiek do ręki, bo denerwował go chleb wgnieciony w dywan albo marchewka rozpaprana na kanapie.

Wnioski: 
Następnej latorośli nie przeszkadzać w samodzielności.


Grzech 3.  Sztywność i słabe nerwy

Zamiast zostawić dziecku inicjatywę przy posiłku i pozwolić mu przegłodzić się na tyle, by zjadł posiłek trochę później, ale z własnej woli, nasłuchawszy się w Poradni Wad i Zaburzeń Rozwoju na temat niedowagi młodego, my (a głównie znów mąż) sztywno trzymaliśmy się programu dnia i robiliśmy wszystko, by Andrzejek zjadł jak największą część porcji. Efekt był taki, że przekupywaliśmy Andrzejka istnym cyrkiem - były śpiewy, tańce, głupie miny  - a on i tak wpadał w histerię na widok miski i łyżeczki.

Wnioski:
Zero zmuszania, zero zabawiania. Najwyżej nie zje.


Grzech 4. Niezdecydowanie

Klasycznym przykładem może tu być podawanie witaminy D w drugim roku życia dziecku karmionemu w sposób mieszany. Alergolog mówi: dawać jedną kroplę dziennie, gastrolog, żeby nie dawać latem, babka od rehabilitacji, że 2 krople dziennie, a moja mama (też gastrolog, ale dla dorosłych), że starcza mu to, co dostaje w Bebilonie Pepti. Więc zieloni rodzice, zanim zmądrzeli i wybrali sposób podany przez alergologa (młody dostaje co nieco w Bebilonie, ale potrzebuje więcej, bo nadal ma wielgachne ciemiączko), przetestowali na swym dziecięciu wszystkie te sposoby.

Wnioski:
Wybrać jeden autorytet i jego się trzymać.


Grzech 5. Opieszałość

Zwlekałam. Zwlekałam z podaniem glutenu do prawie połowy szóstego miesiąca, choć mój mały, karmiony wyłącznie piersią, powinien dostać go ponad miesiąc wcześniej. Zwlekałam z podaniem przekąsek "do rączki" i teraz synek kukurydziane chrupki namiętnie wdeptuje w dywan, a od jabłka w "ósemkach" odwraca głowę, podczas gdy jego rówieśnicy jedzą je w całości...

Wnioski:
Następne dostanie am w kawałkach do łapy, kiedy tylko nauczy się siedzieć. Może nie zejdzie mu z tym tak długo jak Andrzejkowi...


Grzech 6. Nadgorliwość

Wprowadzałam gluten - zgodnie z zaleceniami podawałam pół łyżeczki kaszy manny przez 3 dni. Za pierwszym razem się nie udało - pojawiły się dolegliwości żołądkowe trwające kolejne 2 dni. Alergolog kazała odczekać tydzień i spróbować znowu. No to odczekałam... tyle, że nie od ustąpienia objawów, a od pierwszej łyżeczki zupy z kaszą manną. Skończyło się zaostrzeniem AZS. Ostatecznie udało się wprowadzić gluten dopiero kiedy Andrzejek miał prawie 11 miesięcy.

Wnioski:
Więcej pytać, mniej interpretować...


Grzech 7. Zbytni konserwatyzm

Nasz syn miesiącami jadł to samo lub prawie to samo. Na śniadanie i kolację ciągle kaszka, na obiad zupy ze słoiczków - rotowałam 5-6 rodzajów, bo w pozostałych zawsze było coś, czego synek - jako alergik - nie mógł jeść. Tak samo było z podwieczorkiem - zawsze deserek ze słoiczka... Dopiero kiedy teściowa uświadomiła mi, że mały umie jeść chleb, zaczęłam robić mu kolorowe obrazki z kanapek i dodatków. Apetyt jakby drgnął...

Wnioski:
Już wyciągnęłam. Na obiady gotuję prawie to samo, co dla nas. Śniadania i kolacje wreszcie są kolorowe:)


2 komentarze:

  1. tak to bywa z pierwszym dzieckiem, bo skąd brać doświadczenie :) grzechy super opisane :) mam nadzieję, że uda mi się ich choć w części uniknąć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę samych sukcesów Tobie i wszystkim rodzicom, którzy jeszcze mogą uniknąć moich błędów. To miał być post właśnie tak trochę ku przestrodze:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...