piątek, 9 sierpnia 2013

Upilnujesz?

Źródło:  Google
Czy zdarzyło Wam się dopuścić do tego, by Wasze dziecko zrobiło sobie krzywdę?

Ja się przyznaję: tak.

Zdarzyło się to mnie, mojemu mężowi i obu andrzejkowym babciom. Nieraz było o krok od tragedii, np. kiedy Andrzejek  ramach "dnia pod napięciem" (o tym, co to jest, pisałam tu) nagle zachwiał się i runął do tyłu, uderzając głową w dywan może 2-3cm od rogu szafki - a mąż, który stał tuż przy nim, nawet nie zdążył zareagować.
Albo kiedy młody o mało nie najadł się "jagódek" cisu podczas gdy ja - zostaliśmy wtedy sami - byłam zajęta zleconym mi przez rodziców podlewaniem kwiatów w ogrodzie.
Albo kiedy wychodząc z toalety zobaczyłam Andrzejka paradującego z naszym najostrzejszym nożem pod samym nosem przysypiającego nad książką taty...

Mój brat ma na głowie szramę  - pamiątkę bliskiego spotkania z kaloryferem. Moja znajoma miała bliznę tuż pod okiem - od odłamka szyby rozbitej podczas przeciągu. Wypadki chodzą po dzieciach...

Nawet nie próbuję uchronić Andrzejka przed wszystkimi przykrościami - wiem, że to niemożliwe, a poza tym dziecko musi jakoś nauczyć się radzić sobie z bólem. A Jędruś to nadruchliwy mały "Kozak", niemal zupełnie pozbawiony instynktu samozachowawczego, który ciągle gdzieś włazi i skądś spada. Jest odporny na ból i bardzo rzadko w takich sytuacjach płacze. Non stop chodzi posiniaczony, czasem się zadrapie. Nawet teraz ma "rany odniesione w boju" - multum siniaków na rękach i nogach oraz prawie całkiem już zagojony ślad z tyłu głowy po nieudanej próbie wykonania jakiejś akrobacji:



Staram się jednak uniknąć sytuacji, które mogłyby zagrozić jego zdrowiu i życiu. Bawimy się w zatrzymywanie na komendę - na dźwięk słowa "stop" lub "ostrożnie" Jędruś już prawie zawsze zastyga w bezruchu. Biorę synka na ręce za każdym razem, gdy zbliża się do nas obcy pies - choćby nawet był na smyczy. Gdy biega po parkowych alejkach, jestem zawsze kilka metrów za nim, a przy wszystkich placowo-zabawowych atrakcjach towarzyszę mu jak cień. Gdy jesteśmy sami, nawet do toalety biorę go ze sobą. W komunikacji miejskiej lub na chodniku przy ulicy bezwzględnie ładuję go do wózka - dopóki nie nauczy się stać w jednym miejscu i pozwalać (oczywiście tylko znanym sobie) dorosłym prowadzić się za rękę.
A i tak zdarza mi się nie upilnować...

Dawniej bardzo surowo oceniałam rodziców, którzy przez moment nieuwagi (nie mówimy tu o rodzicach po spożyciu) dopuścili do tragedii.
Tyle, że wtedy nie byłam mamą stworzenia, które ma tysiąc pomysłów na minutę i do tego motorek w czterech literkach. Stworzenia, które potrafi przyprawić mnie o palpitacje serca nawet kiedy wezmę je ze sobą do łazienki w czasie, kiedy myję ręce.

9 komentarzy:

  1. oj tak, u nas już się zdarzyło, a Milenka ma dopiero pół roku. Wczoraj przy próbie samodzielnego siedzenia przechyliła się tacie na bok i walnęła o kant stołu. na szczęście nic sobie nie zrobiła.. tak jak piszesz, nie upilnuje się...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam czasami wrażenie, że oczy dookoła głowy to za mało :)
    Z ciekawości- po co bierzesz Andrzejka na ręce gdy zbliża się pies? Nie boisz się, że mały wpoi sobie, że pies to zło i później będzie wpadać w panikę na widok każdego psa?

    A co do reszty, mam całkiem inne zdanie ;)Ale ja wychodzę z założenia, że lepiej dziecku tłumaczyć i pokazywać ewentualne konsekwencje zachowań niż być za nim krok w krok ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że może tak być, ale póki co, Andrzejek okazuje pieskom miłość na swój sposób, a nie każdy zwierzak toleruje np. ciągnięcie za uszy i głaskanie po języku.
      Trenujemy obchodzenie się z pieskami na poczciwej suni dziadków, która jeszcze nigdy nic mu nie zrobiła, ale póki co, mówienie do Jędrusia, że w jakiś sposób nie wolno pieska dotykać jest jak rzucanie grochem o ścianę...

      Usuń
    2. Poza tym wiesz, my jeszcze na etapie przekory. Wytłumaczysz, że nóż jest ostry i można się nim skaleczyć, pokażesz, że płomień jest gorący i można się poparzyć albo że gałąź jest wysoko i trudno będzie z niej zejść, to co zrobi mały... 5 sekund później wydłubie nóż z szuflady, potem spróbuje odpalić zapałkę (raz mu się udało), a na końcu wlezie na drzewo, z którego spadnie przy próbie zejścia.
      Na razie czekam więc na choć odrobinę rozsądku;)

      Usuń
    3. Ta przekora to jeszcze pewnie długo nam i Wam będzie towarzyszyć ;)

      Zapytałam o psa, bo mam w bloku przykład dziewczynki 6letniej, która n widok psa wpada w panikę. Dosłownie. I nie jest w stanie zrobić kroku nie mówiąc o tym, żeby przeszła obok. I właśnie rodzice podobnie postępowali, że brali ją na ręce jak była dużo mniejsza i przechodzili obok psów. A pies wyczuwa, że się go ktoś boi i wtedy może zaatakować- tak działa po prostu instynkt. Dlatego myślę, że lepiej tłumaczyć już od małego dzieciom, że nie bawimy się z obcym psem/kotem, a jeśli dziecko mocno ciągnie to przytrzymać za rączkę i wtedy tłumaczyć co się może stać. Wiadomo, że trzeba czasu jak ze wszystkim. My mamy psa w domu i mała chce się bawić z każdym psem jakiego spotka. Póki co chęć do wsadzania paluszków do oka obcym psom zamieniamy na machanie do nich. Na razie działa, zobaczymy co dalej będzie ;)
      Fajnie, że macie sunię, z którą można poćwiczyć.

      A co do oparzenia- swego czasu Isia była bardzo zainteresowana kuchenką, zwłaszcza gdy coś się na niej gotowało. I tłumaczyłam,że parzy, że gorące, że będzie bolało itp. A ona jak to dziecko próbowała po swojemu sprawdzić czy aby mama ma rację. I dotknęła czajnika tyle co wyłączonego. I był płacz i był mały pęcherzyk na paluszku, ale od tamtej pory kuchenkę mija szerokim łukiem ;)

      Usuń
  3. Ostatnio na rehabilitacji przeczytalam dosyc ciekawy artykul wywieszony na tablicy ogloszen. BVylo tam napisane, ze dziecko do 1 roku zycia mysli ze wszyscy ludzie chca tego samego. Po roku dochodzi do wniosku, ze jednak ma ono swoja wole ktora nie zawsze jest zgodna z wola rodzicow i cieszy sie z teog ze ja ma. Testuje w zwiazku z tym ta wole i granice, na ile moze sobie pozwolic. Czesto tez w ramach ekperymentu robi na przekor rodzicow, zeby cwiczyc swoja wole. Robi wiec wsyzstko na odwrot:) Trzeba chyba przeczekac ten okres:) glumaczenie swoja droga, ale nie sadze zeby dziecko sie posluchalo, w koncu jest zadne przygod i nie jest w stanie zrozumiec pojec bez doswiadczenia, chce wiec pewnie sprobowac okreslonych rzeczy. Co zreszta rozumialoby pod slowem gorace gdyby sie nie sparzylo? ja bym zrobila na odwrot slowom rodzicow co mowic wiec o dziecku.. trzeba wiec pilnowac.
    A z psem mysle, ze masz racje. Nie wiadomo co zrobi obcy pies, czy jest agresywny czy lagodny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam takie samo podejście, jestem zawsze kilka kroków za córką, by w razie czego wspomóc ją. Co z tego, że nic się nie stanie jak się przewróci, jak może właśnie upaść na coś bardzo twardego/ostrego itp, a w tedy już tylko krok od tragedii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Perspektywa nieupilnowania jest okropna.... A w dodatku wczoraj to Ania mało nie wbiła mi ołówka w oko, dostałam piąstka na odlew, na szczęście ostrze sterczało z drugiej strony łapki...nic tylko Anioł Stróż i trzeba jakos żyć :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...