środa, 7 sierpnia 2013

Turkuć podjadek vs. Miś Niejadek

Wracając z zakupów stwierdziłam, że w domu grasuje chyba turkuć podjadek. W dodatku niezwykle wybredny.
 Śliwki najwyraźniej okazały się zbyt kwaśne...



...podobnie jak morelka. A nawet dwie morelki.



Winogrona również nie zachwyciły małego smakosza...



Ba, nawet cukierek nie wzbudził jego entuzjazmu:



Suchej bułce co prawda udało się zająć go na dłużej...



ale nie zdołała go powstrzymać, bo kawałek dalej:



W domu moich rodziców jedzenie leży w zasięgu ręki. Nawet bardzo małej i nisko zamocowanej ręki.
Chlebownik pod kuchennym blatem, owoce i cukierki wyłożone na stole - widać, że w tym domu na codzień nie ma małych dzieci. Ale te (na razie sztuk 1), które co jakiś czas przyjeżdżają do dziadków, mają używanie. W dodatku kochani dziadkowie kochanemu wnusiowi pozwalają na wszystko. Moja mama pozwoliła Jędrusiowi zajadać się żelkami, a tato podobno dał mu już nawet chipsa i łyka kawy... dobrze, że tego nie widziałam. Nie ma to jak wnusia rozpuścić, rozpieścić, zepsuć, a potem oddać rodzicom ;p

 Ciekawie wyglądał też wspólny rodzinny obiad - Jędruś po prostu rzucał się na jedzenie niczym wygłodzony tygrys. Myślałby kto, że taki apetyt dziecięciu dopisuje... Tymczasem jego interesują wyłącznie talerze dorosłych członków rodziny - jego własny, nawet gdy zawiera dokładnie to samo, co jedzą wszyscy, mógłby w ogóle nie istnieć, a próba podania Andrzejkowi czegokolwiek własnego kończy się płaczem i odmową jedzenia. Właśnie dlatego zrezygnowaliśmy z celebry obiadu i karmimy synka osobno przy jego małym stoliku. Nie na wiele się to zdaje.
Przykłady z dzisiaj: z porannej kanapki Andrzejek zjadł tylko żółty ser, przy zupie odmówił współpracy, gdy okazało się, że nie jest zmiksowana jak należy, z drugiego dania z aptekarską precyzją powybierał tylko mięso i brokuły - ziemniaki i marchewka z jabłkiem okazały się niejadalne. Potem mąż męczył się, by mały zjadł choć pół kolacji. Jedynym, co synek zjadł bez protestów był dziś kefir z musem owocowym na podwieczorek.
A tu i tak jest lepiej niż w Krakowie. Aż odechciewa mi się tam wracać...





4 komentarze:

  1. Normalnie dwa różne oblicza Andrzejka :))

    OdpowiedzUsuń
  2. haha, to się Wam trafił smakosz ;)

    Z Jędrusia taki niejadek jest? A może odpuść zupy? Moja za zupami nie przepada(jedynie pomidorówka i ogórkowa pochłaniane w ilościach niezliczonych) i od początku tak było, dlatego szybko z nich zrezygnowałam i jemy głównie II dania.

    OdpowiedzUsuń
  3. hahahha:d my małemy wszystkiego dajemy spróbować:D no oprócz alkoholu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. He,he słodki ten podjadek, on zwyczajnie szuka jeszcze swoich smaków :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...