sobota, 24 sierpnia 2013

Regionalne specjały i przyszły triumfator "Mam talent";p

Krosno to miasto nieduże, ale z pewnością nie nudne. W lecie na rynku ciągle coś się dzieje. A to mega-piaskownica dla dzieciaków, a to sikawka dająca ochłodę podczas ostatniej fali upałów, a to koncerty co weekend. Różne - 2 tygodnie temu ballady Cohena, tydzień temu arie operetkowe w wykonaniu artystów Opery Ślaskiej, a dziś i jutro "Karpackie Klimaty" czyli występy zespołów pieśni i tańca z Polski, Słowacji, Ukrainy i Węgier. Festiwalowi towarzyszy zwykle jarmark produktów regionalnych i tradycyjnych.
Od kilku lat, odkąd na stałe zamieszkałam w Krakowie, staram się tak planować wakacje, by na "Karpackie Klimaty" się załapać.
Z zeszłego roku szczególnie zapamiętałam występ zespołu tańca ludowego z Kijowa, który wspaniale tańczył "kozaka".
W nadziei na powtórkę, dzisiejszy wieczór postanowiliśmy więc  spędzić na rynku mimo, że jakoś pechowo wszyscy się rozjechali i nie było z kim zostawić Andrzejka. Zapakowaliśmy więc dziecię do wózka i ruszyliśmy mając nadzieję, że nie trzeba będzie zbyt szybko wracać.

Trafiliśmy na kilka występujących po sobie zespołów cygańskich. Z początku byłam sceptyczna, ale szybko okazało się, że to co grali niewiele ma wspólnego ze stereotypem muzyki cygańskiej bliższym raczej Ivanowi i delfinowi albo dzieciakom fałszującym walca z "Nocy i dni" w krakowskich tramwajach. Publiczność ogarnęło szaleństwo, mnóstwo ludzi spontanicznie tańczyło, nawet Jędruś podrygiwał sobie w wózku i zupełnie nie wydawał się znudzony.

Zdjęcia występujących kapel robiłam na zoomie z daleka. To jedyne, które mi jako tako wyszło. Śpiewali przepięknie.

Rozczarował mnie za to jarmark. Owszem, były stoiska naprawdę oferujące produkty regionalne np. pyszne sery kozie i owcze, lokalne pieczywo, bluzki z węgierskimi ludowymi haftami, drewniane instrumenty czy węgierskie wina, ale na stoisku z Litwy znalazłam kabanosy utrwalane azotynami, a kwas chlebowy był sprzedawany w plastikowych butlach i konserwowany benzoesanem sodu... Znalazły się też stoiska z jakże tradycyjną cukrową watą, i równie tradycyjnym chłamem przywodzącym na myśl wiejskie odpusty. Szkoda.









Spośród rzeczy nietradycyjnych, naszą uwagę przykuło jedynie stoisko oferujące chipsy na patyku. każdy taki chips to sprężynka wycięta z jednego niedużego ziemniaka i upieczona w piecu. Całkiem smaczny i bardzo pomysłowy sposób, by sprzedawać ziemniaka za piątaka;) I choć trzeba było odstać swoje w kolejce innych zaciekawionych, mój mąż się skusił.




 A Jędruś, za mały na wszystkie te ciężkostrawne frykasy, topił smutki w Cisowiance;)



Wczoraj obiecałam Wam filmik. Niestety, nie udało mi się nagrać Jędrusia na siłowni, ale mam mały bonus. Oto Andrzejek, chyba pozazdrościwszy muzykalności Cyganom, chwycił wujkową harmonijkę i...





3 komentarze:

  1. bardzo lubię takie jarmarki regionalne. u nas w mieście też kilka razy w roku się odbywają i można na nich znaleźć prawdziwe rarytasy. jak byłam młodsza to polowaliśmy na regionalne piwa. najlepsze było Armaggedon, miało aż 7% ;) a teraz lubię szukać smakołyków - niezmiennie oscypków, kiełbas domowych, miodu i innych. ale faktycznie z roku na rok coraz więcej jest też straganów z chińskim chłamem :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę obejrzeć filmiku :( pisze, że video jest prywatne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zmieniłam, teraz da się obejrzeć

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...