piątek, 30 sierpnia 2013

Moja trójka: Aniołek, Wyczekany i Niespodzianka.

Kiedy 2 miesiące po ślubie okazało się, że jestem w ciąży, szalałam ze szczęścia. Niestety - nie długo.Dokładnie miesiąc później w sylwestra 2010/2011 moje maleństwo odeszło.

Ponieważ po stracie dziecka wykonano mi zabieg łyżeczkowania, kazano mi, przed staraniami o kolejne maleństwo, odczekać sześć cykli. Odczekałam, niemalże licząc dni do końca tego prawie-półrocza.
W siódmym cyklu, zupełnie wbrew rozsądkowi, test zrobiłam tydzień przed terminem miesiączki. Do dziś go mam. Jest podpisany datą wykonania, a po szczęśliwym porodzie dopisałam jeszcze "ANDRZEJEK".

Zawsze chciałam mieć trójkę dzieci. Kiedy urodził się Jędruś, a potem kiedy nasze największe problemy z jego zdrowiem zostały opanowane,zaczęłam się zastanawiać - kiedy drugie? Wnioski nie napawały mnie optymizmem. Będąc w ciąży z Jędrusiem straciłam pracę, mąż z trudem utrzymywał nas z jednej pensji. Nasi rodzice też pomagali - a to przynieśli ciuszki, a to paczkę pieluch, a to moja mama po znajomości załatwiła Andrzejkowi alergologa. Pomyślałam, że odchowam młodego, pójdę do pracy, popracuję rok-półtora i zajdę w ciążę. Odchowałam synka, znalazłam pracę, a tam - po 2 miesiącach redukcja etatów. Nowej nie mogłam znaleźć, więc w lipcu chwilowo dałam sobie spokój z szukaniem i wyjechałam na półtora miesiąca do rodziców.

Podczas pobytu u nich zaczęły mi się sypać zęby. W ciągu tygodnia założono mi 2 plomby. I zlecono rentgen. Tymczasem ja zaczęłam się dziwnie czuć. A to mi się zakręciło w głowie, a to zrobiło się niedobrze przy krojeniu mięsa dla Andrzejka - odwołałam zaplanowane prześwietlenie i (do terminu miesiączki brakowało jeszcze kilku dni) poszłam na USG i do laboratorium na badanie beta-HCG. USG nic nie wyjaśniło, więc kiedy w końcu po kilku dniach zebrałam się na odwagę i poszłam do laboratorium po wynik "bety", myślałam, że to pomyłka. Bo prawie 1200 jednostek wydawało mi się wynikiem z kosmosu. Powinno być mniej niż 0,2... Nie dowierzając, zrobiłam od razu drugie badanie. Jeszcze tego samego dnia dostałam wynik - prawie 5000...

Tym razem było zupełnie inaczej niż przy Andrzejku - z ciąży skrupulatnie zaplanowanej, do której fizycznie przygotowywałam się przez długie miesiące, a psychicznie byłam gotowa od dawna.Teraz w pierwszej chwili był natłok myśli: "źle się odżywiałam", "nie brałam kwasu foliowego", "używałam peelingu z retinolem i toniku z alkoholem", "nie dosypiałam", "Boże, co to będzie? Jak damy radę?", "Co z Andrzejkiem, jeśli będę musiała leżeć?" Ja, ja, ja... a gdzie w tym wszystkim ta mała istota?

To, że spodziewamy się kolejnego dziecka, dotarło do mnie tak naprawdę dopiero wtedy, gdy trafiłam na izbę przyjęć ze skurczami i zobaczyłam mojego maluszka na ekranie ultrasonografu. Nie było jeszcze widać bijącego serduszka, ale pęcherzyk i malutki biały punkcik już tak. Ta biała kropeczka wielkości ziarenka ryżu na kilkunastocalowym ekranie- to właśnie było ciałko mojego dziecka. To wtedy tak naprawdę zakochałam się w tym maleństwie i zaczęłam drżeć o nie tak samo, jak 2 lata wcześniej drżałam o Jędrusia.
To nic, że finansowo będzie nam jeszcze trudniej.
To nic, że w naszej klitce będzie nam jeszcze ciaśniej.
To nic, że nie będą mieli najmodniejszych ciuszków, najnowszych gadżetów ani wakacji na drugim końcu świata.
Będą mieć kochających rodziców i mamę w domu tak długo, jak długo będą tego potrzebować... Najwyżej potem mama się przekwalifikuje.
Kocham i dziękuję Bogu za moje dzieciaki. Całą trójkę. Nie oddałabym żadnego.

Czysta formalność - zrobiony juz po odebraniu wyników "bety" - ot tak, na pamiątkę:D

11 komentarzy:

  1. Gratulacje :) Na pewno sobie poradzicie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Gdy już minął pierwszy szok, dokładnie tak właśnie pomyślałam - że damy radę:)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      Jasne, że damy radę. Musimy:D

      Usuń
  3. Domyślam się, ze musi to być trudne. Część dylematów mam podobnych...Największym jest jednak strach przed ciążą i ewentualnymi komplikacjami. Kto wie, może zdanie się na niespodziankę będzie najlepszym rozwiązaniem, bo chłodne kalkulowanie może długo potrwać. Trzymam za Was kciuki i wierzę, że w przyszłości okaże się, że to najlepszy scenariusz - tak jak jest:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już uporałam się z pierwszymi strachami. Został tylko jeden - żeby dziecko było zdrowe - podobnie jak Ty przeszłam dwie trudne ciąże, jedno dzieciątko straciłam, drugie jet cudem uratowane. Dlatego doskonale rozumiem Twój lęk przed komplikacjami.
      Dzięki za wsparcie, a ja będę trzymać kciuki, by i u Ciebie wszystko było tak, jak chcesz:)

      Usuń
  4. na pewno będzie dobrze, a tak naprawdę nigdy przecież nie jest dobry moment na dziecko. trzymam kciuki za Was i wierzę, że pod każdym względem los się do Was w końcu uśmiechnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaufałam:) Musi być dobrze. Najważniejsze, żeby bobo było całe i zdrowe:D

      Usuń
  5. A ja Cię bardzo podziwiam. Niesamowicie dzielna z Ciebie kobieta i tym razem też na pewno dasz radę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale naprawdę nie wiem, czym zasłużyłam sobie na ten podziw. Przecież inaczej nie mogłam...

      Usuń
  6. Jaka piękna historia, gratuluję :) i podziwiam odwagę !!

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...