poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Mniej mamy dla Andrzejka?

Wczoraj po badaniu na izbie przyjęć lekarz kazał mi się oszczędzać i polegiwać.

No więc poleguję i oszczędzam się.

Nie biorę Andrzejka na ręce. Serducho mi pęka, kiedy jego pulchne łapki wyciągają się do góry, a ja mogę tylko przykucnąć, by go przytulić. Widać po nim, że ma złamane serce, bo po takim przytulaniu pochlipując odczłapuje szukać szczęścia u tatusia.
Przewijam synka na ziemi, klęcząc koło niego, albo na przewijaku - jeśli ktoś mi go tam położy i potem zdejmie.
Na spacerach musi mi towarzyszyć ktoś, kto przejmie na siebie łapanie wiecznie uciekającego berbecia, a ja znów patrzę na jego smutek, gdy to nie mama sadza go na huśtawce albo zdejmuje z drabinki.

Nie wolno mi się schylać, a co za tym idzie, nie mogę np. sprowadzać Jędrusia po schodach. Każde nasze wyjscie z domu jest więc zależne od obecności kogokolwiek z rodziny, kto sprowadziłby Andrzejka - a ja mogę się tylko przypatrywać.

Nie za dużo chodzić, unikać długiego stania... Stoję właściwie tylko tyle, ile wymaga ugotowanie Andrzejkowi obiadu, a łażenie ograniczyłam do niezbędnej codziennej aktywności i jednego powolnego spaceru z moimi chłopakami.

Kiedy tylko mogę, odpoczywam, jednak - kiedy tylko się położę - synek natychmiast do mnie przybiega, klepie po dostępnych częściach ciała lub uderza mnie główką i woła "mama tań!". Więc mama siada na łóżku, przygarnia dziecię do siebie, proponuje bajeczkę, układankę, zabawę misiem... a dziecko chciałoby, żeby podrzucała go na rękach albo pobawiła się z nim w berka... i znów smutna mina, i znów synek smętnie odczłapuje na poszukiwanie kogoś, kto go zrozumie:(

Zdjęcie jest z  Google. Ale właśnie tak wygląda mój Jędruś, kiedy jest smutny.

I co tu począć? Z jednej strony dobro dziecka, którego oczekuję, z drugiej - miłość do dziecka, które już urodziłam.
Mąż rozumie, że muszę uważać, niczego się nie dopomina i dzielnie wziął na siebie większość obowiązków. Ale on jest dorosły. A jak wytłumaczyć to dziecku, które nie ma jeszcze nawet półtora roku? Na razie klaruję, że mama ma w brzuszku dzidziusia i musi bardzo uważać, żeby nie zrobić mu krzywdy. Ale dla Andrzejka to ciągle za trudne. Andrzejek patrzy na brzuszek, podciąga bluzkę i mówi: "nie ma"...

7 komentarzy:

  1. Tak już będzie zawsze, to rozdarcie jest okropne, na szczęście wszyscy się do niego szybko przyzwyczajają :( Nie martw się Andrzejki to mądre chłopaki. Mały doceni z pewnością już wkrótce zalety posiadania rodzeństwa z małą różnicą wieku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Andrzejek da radę...musi, a ty dbaj o maleństwo, chociaż wiem że to trudne

    OdpowiedzUsuń
  3. smutne są takie momenty, przybliżają do dorosłości, ale nie martw się, Andrzejek na pewno szybko się przyzwyczai i zaakceptuje zmianę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Płakać się chce. Ja właśnie ze względu na to rozdarcie, którego się spodziewam, bo poprzednie ciąże były zagrożone krwiakami chcę poczekać dłużej z drugim malcem, bo nie mogę sobie wyobrazić "oszczędzania" przy dziecku, które w gruncie rzeczy jest dla mamy małą siłownią codzienną...Chyba, że Dzidzia wprosi się bez przygotowania:-) Wtedy wiadomo trzeba stanąć na wysokości zadania. Wszystko się da, tylko czasem to mistrzostwo logistyki...Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Andrzejek jest smutny, bo nastąpiła nagła zmiana. Myślę, że przyzwyczai się do nowego stanu rzeczy. Trudne to będzie dla Was obojga, ale dacie radę:) musisz się oszczędzać teraz:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiem co przeżywasz. W drugiej ciąży miałam niewydolność szyjki,w 21 tc centymetrowe rozwarcie. Złożony pessar położniczy. Musiałam bardzo uważać. Minimum ruchu,stania,chodzenia. Leżenie z poduszką po pupą...Julcia bardzo przeżywała.Bawiłam się z nią,leżąc na podłodze...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...