sobota, 17 sierpnia 2013

Dwulatek bezpieczny na drodze

Ponieważ względnie niedługo Andrzejek będzie musiał ustąpić swój bolid młodszemu rodzeństwu, już teraz zaczęłam myśleć o tym, jak to będzie, kiedy będę musiała wyjść sama z niemowlakiem i dwulatkiem jednocześnie. Dwóch wózków pchać nie dam rady, a podwójny - taki, w którym byłoby wygodnie malutkiemu niemowlakowi (bo jazda pod siedzeniem brata, kiedy chce się widzieć niebo i twarz mamy raczej nie jest przyjemna) nie zmieści się ani w naszej blokowej wózkowni, ani w moim mini-mieszkanku. Nie wspominając już o wsadzeniu do naszego mini-autka. Zmiana wózka nie wchodzi więc w rachubę.

Zastanawiam się więc nad dwoma opcjami dostawek do wózka. Jedna to taka, na której Andrzejek stałby, trzymając się brzegu gondoli Tako Jumpera lub rączek naszego "tripa".

Źródło: Google


Tylko, znając mojego małego kaskadera, obawiam się, że szybko spróbowałby, czy da się wysiąść w biegu...

Druga to po prostu siedzonko na jednym lub dwóch kółkach dopinane do wózka z boku. Coś takiego:

Źródło: Google

Na takie rozważania mam jeszcze jednak dużo czasu, tymczasem jest inna, bardziej paląca sprawa. Bezwzględnie muszę do tego czasu nauczyć Andrzejka bezpiecznego zachowania na drodze. To znaczy - na razie chodzenia za rękę i reagowania na ostrzeżenia i komendy. No i natychmiastowego przychodzenia na wołanie. Jak już wcześniej pisałam w TYM poście, zaczęliśmy uczyć syna zatrzymywania się na komendę "stop". Postępy są. Jędruś zatrzymuje się jakieś 8/10 razy,  ale kiedy coś naprawdę go zaciekawi, bywa, że nie zwraca na to uwagi. A to za mało.


Od jakiegoś czasu ćwiczymy tez chodzenie za rękę i "przy nodze". Uczę go w ten sposób, że idziemy przed siebie, a ja cały czas opowiadam o tym, co właśnie mijamy.  Z efektami niestety bywa u nas bardzo różnie. Czasem synuś bite pół godziny wędruje grzecznie, dzierżąc w dłoni moją rękę, ale częściej zdarza się, że coś go rozprasza i sprawia, że mały postanawia uwolnić się od mamy i iść w swoją stronę. a to niemal zawsze oznacza scenę pt. "klasyczny przykład buntu dwulatka".

Dziś na przykład postanowiliśmy, że Andrzejek pieszo wróci do domu z placu zabaw. Do przejścia było ok. kilometra wzdłuż drogi, która w dzień jest ruchliwa, ale ok. 20-tej mijały nas już tylko pojedyncze samochody.
Na początku - sielanka.


Potem uwagę Andrzejka rozproszył przejeżdżający autobus MKS. Mężowi jakoś udało się namówić smyka do dalszej wędrówki, więc sielanki ciąg dalszy.



Niestety ok. połowy drogi przez ulicę przebiegł kot. to wystarczyło, by pobudzić andrzejkowy instynkt łowiecki i tylko dzięki refleksowi męża synek nie zdołał wybiec na jezdnię. Zaczęła się scena. Jędruś za nic nie chciał się uspokoić, więc w końcu kochany tatuś siłą i godnością osobistą wpakował wrzaskuna do wózka i dowiózł do domu.

Zastanawiam się, czy nie robimy czegoś źle.
Konstruktywna krytyka i wszelkie rady mile widziane.

9 komentarzy:

  1. Pamiętam te czasy,gdy dziewczynki uczyły się uważania na drodze, powodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, ja chyba nie bardzo rozumiem ten Wasz system- chodzenie przy nodze, zatrzymywanie na komendę, przychodzenie za zawołanie. Mnie się to z bardziej ze szkoleniem psa kojarzy... przepraszam jeśli Cię uraziłam :(

    Mniej więcej w wieku Andrzejka, ja zaczęłam chodzić na spacery bez wózka z moją córką. Przed każdym przejściem przez ulicę zatrzymywałam się i tłumaczyłam dlaczego musi mi podać rękę, ze nie ma od tego żadnych odstępstw itp. Teraz mała sama wyciąga i podaje mi rękę jak zbliżamy się do przejścia. Nawet tylko przez ulicę pod blokiem do koszy na śmieci. Uważam, że lepiej dziecku tłumaczyć co i jak. Jasne, że Isia też ma humory i stanie i mi powie, że nie da mi ręki, albo się wyrwie, zwłaszcza teraz... ale jeśli tak się dzieje, po prostu sama łapię ją za rękę, albo biorę na ręce,ona oczywiście krzyczy i się wyrywa, ale po przejściu na drugą stronę jak się uspokoi tłumaczę od nowa co i jak. Na pewno dziecko nie zrozumie za 1szym, 5tym czy nawet 10tym razem, ale konsekwentnie trzeba tłumaczyć. Dziś np. wybraliśmy się na kopiec Piłsudskiego, całą drogę tymi wąskimi ścieżkami na szczyt mała szła za rączkę. Owszem na początku było szarpanie i tupanie bo ona sama, ale po tłumaczeniu dlaczego tu akurat musi iść za rękę sama wyciągnęła i wyszliśmy bezpiecznie.
    Wiesz, że dzieci nie znoszą zakazów, nakazów i przede wszystkim słowa 'nie' natomiast lubią być samodzielne i doceniane. Może wybierzcie mniej ruchliwą ulicę, dajcie Andrzejkowi iść samemu - będąc oczywiście krok w krok przy nim i chwalcie za to jak sobie świetnie radzi, jaki jest mądry, odpowiedzialny itp? :)
    Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czuje się urażona:) Zawsze to głos kogooś bardziej doświadczonego.

      Z tym, ze zauważyłam, że na moje dziecko bardziej działają ostrzeżenia, nakazy i zakazy, bo tłumaczenie... wcale. A właściwie nie ma szans zadziałać, bo Jędruś nie wysłucha nawet jednego zdania do końca i już zaczyna uciekać. Widać z nim trzeba krótko i konkretnie;p

      Co do szansy na samodzielność - synek codziennie ją dostaje i jak dotąd codziennie zgarniamy z chodnika dziecko rozpaczające, że niedobrzy rodzice nie pozwolili mu wybiec na jezdnię.

      Usuń
    2. U nas też łatwo nie było, zresztą do tej pory na pewne rzeczy tłumaczenia nie działają i wtedy dziecko łapię pod pachę i idziemy z syreną na pół osiedla ;) Jak widać każde dziecko jest inne i trzeba znaleźć na nie swój sposób. dlatego trzymam kciuki, żebyście wypracowali swój własny :)
      Jeszcze co do pierwszej części- zarówno na osiedlu widuję jak i wśród znajomych co mają małą różnicę między dziećmi - dostawki te deskorolki. Raczej są zadowoleni a minus, na który narzekają to uderzanie nogami w nie jak prowadzą wózek.

      Usuń
  3. Ja tej bocznej dostawki nie polecam, sama jej nie miałam, ale sąsiadka miała i była bardzo ale to bardzo niezadowolona głównie dlatego że dużo zapłaciła a okazało się mało praktyczne, strasznie się męczyła na spacerach.
    Mi osobiście się sprawdził wózek podwójny (instep safari duo) też miał swoje wady za to zajmował niewiele miejsca złożony- ale miałam dzieci rok po roku, będziesz miała większą różnice więc inaczej, teraz dla dwulatka planuje taka dostawkę- deskorolkę tylko się obawiam czy kiedy będe szła to nie będę w to cudo kopała.
    Są jeszcze takie łączniki do wózków że łączysz głęboki z parasolka lub innym spacerowym, ale chyba nie każdy się tak da połączyć.

    A jeśli chodzi o tresurę to u mnie podobnie starszemu da radę wytłumaczyć, pokazać... z młodszym tylko krótko, zwięźle i na temat, bo i tak do końca nie wysłucha...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, dzięki:) A mnie się ta boczna dostawka tak podobała.
      "Deskorolkę" wypróbujemy w sklepie i zobaczymy czy Andrzejek w ogóle będzie chciał na tym stać

      Usuń
    2. a to jak wypróbujesz to daj znać, drogie są pioruńsko ale potrzebuje czegoś dojazdowego bo ie chcę wózka podwójnego wyciągać

      Usuń
    3. Ja polecam X Rider 2 in 1 dostawka z siedziskiem, która ma fotelik z pasami, który w każdej chwili można odczepić i staje się tradycyjna platformą. Super rozwiązanie przy dwojce maluszków. U nas sprawdza się genialnie. Tutaj można zobaczyć https://www.facebook.com/dostawka2w1

      Usuń
    4. Dzięki za radę, ale teraz mam już troje dzieci;p młodsza dwójka jeździ w podwójnym wózku, a widoczny powyżej maluch ma 4 lata i zasuwa na rowerze ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...