środa, 28 sierpnia 2013

17 miesięcy. Już!

Tyle co opisywałam osiągnięcia mojego 16-miesięcznego syna, a już pora na kolejny mały bilansik. Czasie, zwolnij!
Był to chyba najfajniejszy miesiąc w życiu Andrzejka - spędzony u ukochanych dziadków, na świeżym powietrzu, na wycieczkach nad rzekę i łażeniu po okolicy. Jędruś bawił się z innymi dziećmi, uczył się obcować ze zwierzętami, widział owce, kozy, a nawet alpaki. W czasie jego trwania przeistoczył się w niezwykle pogodne dziecko, któremu do szczęścia wystarczy ogródek, miska z wodą i ugotowana kolba kukurydzy do skubania. Zaczął dobrze jeść, przybrał na wadze, sporo urósł i ładnie zarumienił się na buzi.
Aż szkoda wracać do tonącego w smogu Krakowa.

Znów obyliśmy się bez wielkich niespodzianek. Jędruś ma jakieś 83-84cm wzrostu, waży już prawie 10kg, buty nosi w rozmiarze 22/23 i czapeczkę na 24-36m-cy. Zębów ma 10 i kolejne 2  są w drodze.

Z kulinarnych nowości - moja mama po cichu wprowadziła Andrzejkowi śmietanę - po prostu dawała mu zabielone zupy w czasie, kiedy mnie i męża nie było. Przyznała się, kiedy przycisnęłam ją o paskudne kwaśne kupska młodego. Z tego powodu musieliśmy na razie odłożyć wprowadzanie mleka pieczonego w cieście. Odwlekło się, ale nie uciecze;p

Mały zaczął też jeść domowe zupki bez miksowania. Już kilka razy udało mi się go na takowe namówić. Kapuśniak zdecydowanie wysuwa się na czoło ulubionych dań Jędruli. Im kwaśniejszy, tym lepszy:)
No i przekonał się do jedzenia nektarynek w całości. Dziś wsunął dwie, nie dał ich sobie nawet obrać.

Kolejna nowość - Jędruś nie śpi już w dzień. Idzie za to spać wcześniej, między ósmą a dziewiątą wieczorem. No i zasypia praktycznie zupełnie sam.

Energią mój syn jak zwykle obdzieliłby pół przedszkola. Biega, wbiega, zbiega... jeszcze trochę, a zapomni, jak się chodzi. No i podskakuje. Próbował już od paru miesięcy, ale dopiero teraz udaje mu się oderwać obie nogi od ziemi. A ile przy tym radości!

W niełaskę popadła piaskownica i zjeżdżalnie. Teraz na topie jest tapicerowany taboret odwrócony siedzonkiem w dół. Jędruś pcha go po podłodze udając odgłos jadącego samochodu albo do niego włazi i kokosi się w środku. To jedyne, co jest w stanie zająć go na dłuższą chwilę. Uwielbia też muzykować. O graniu przy nim na gitarze nie ma mowy - zaraz wyręcza mnie w biciu. Ostatnio zakochał się też w harmonijce mojego brata. W tym poście filmik-demo do "Mam talent";p

Nadal przeżywamy bunt dwulatka. A właściwie to bunt roczniaka, a może nawet do tej pory ciągnie się bunt noworodka... Andrzejek wszak zawsze umiał postawić na swoim. Tak było i tym razem, kiedy Jędruś, uległszy fascynacji rurą od odkurzacza, postanowił nie rozstawać się z nią ani na chwilę:


Przy kolacji jeszcze z nim była, przed usypianiem zaś rozległ się wielki krzyk - to tato zabrał Andrzejkowi rurę i nie pozwolił mu z nią spać. W następnych dniach miłość kwitła nadal, ale już nie w tak groteskowej formie.

O jędrusiowym gadaniu popełniłam niedawno osobnego posta. Teraz starczyłoby materiału na kolejny. Szczęki się nie zamykają. Cały czas coś papla, do nas albo do kochanego samego siebie. zasób słów powiększa się z każdym dniem. tych, które rozumiemy, jest już ponad setka i coraz częściej są one sklejane w bardziej lub mniej logiczne dwuwyrazowe twory. Nowością jest odpowiadanie na proste pytania np.

Mama: Co to?
Andrzejek: ysia (łyżeczka)
M: co się robi łyżeczką?
A.:Je!

M:A to kto?
A.: Tata
M: A jak tata ma na imię?
A: Adam

Dobrze wychodzą tez ćwiczone od dawna plucie, wysmarkiwanie nosa (kataru na szczęście brak, więc trenujemy na sucho) i dmuchanie. Na chwilę obecną Jędruś nie zawsze jeszcze pamięta, żeby wypluć pastę po myciu zębów, ale za to przy następnym katarzysku powinniśmy obejść się bez Fridy. No i Andrzejek bez trudu zdmuchnie 2 świeczki na torcie:) A na razie, w ramach porannego rytuału, budzi mnie na wspólne bańkowanie mydlane - a jakże - stukaniem w głowę buteleczką z płynem;)


To taki telegraficzny skrót.
A tu nasze poprzednie podsumowania:

6 komentarzy:

  1. Andrzejek to żywa iskierka - buzia sama mi się śmieje jak czytam o jego harcach. rura od odkurzacza - bomba :D wszystkiego najlepszego!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Żywa, oj żywa. A ja mam coraz mniej sił, żeby za nim biegać... Mnie czasem te jego harce przyprawiają o palpitacje serca, ale póki jest w jednym kawałku, to po wszystkim jest się z czego pośmiać:)

      Usuń
  2. Hihi ale mnie rura ubawiła, na całego! Uściski dla Andrzejka :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My do dziś się z tego śmiejemy.
      Całusy dla Matiego:)

      Usuń
  3. Haha, dobre z tą rurą ;)
    A słownikiem Andrzejka jestem ogromnie zaskoczona!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rura wymiata:)

      A co do gadania, to dopiero na wakacjach u dziadków ruszyło pełną parą. Wcześniej uczył się nowych słówek, znał ich nawet sporo, ale popisywać się nie chciał. A teraz chwilami zastanawiam się, czy w naszym domu będzie jeszcze kiedykolwiek cicho...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...