poniedziałek, 29 lipca 2013

Wspominkowo: Jak Misiul został Andrzejkiem

Mój mąż, w przeciwieństwie do mnie, od początku ciąży chciał znać naszego płeć dziecka i na każdej wizycie pytał lekarza, "czy już widać".

Ja nie chciałam tego wiedzieć, ale już w 15 tygodniu "nawalił" bardzo nowoczesny aparat USG i sam Jędruś, obracając się tak, że nawet jago mama, absolutny laik w dziedzinie ultrasonografii straciła jakiekolwiek wątpliwości. Na dobitkę pan doktor dał mi jeszcze wydrukowane zdjęcie ze zbliżeniem klejnotów maleństwa;p


Podczas tej wizyty dowiedziałam się, że moja Martusia ma siusiaka...

Podobno przyszłe mamy obdarzone są przeczuciem, które już od pierwszych tygodni bezbłędnie mówi im, czy urodzą chłopca czy dziewczynkę. Przyznaję się tu bez bicia - moje przeczucie chyba zrobiło sobie wtedy urlop. Choć nie chciałam wiedzieć na pewno i wyprawkę na wszelki wypadek kompletowałam w uniwersalnych kolorach, wewnętrznie byłam przekonana, że za parę miesięcy powitamy na świecie małą Martusię.
A tu takie zaskoczenie... dla chłopca nie przewidziałam nawet imienia.

Nie dowierzając, że moja intuicja aż tak mnie zawiodła, wypierałam ten fakt z moich myśli i o "zapasowym" imieniu dla synka zaczęliśmy dyskutować dopiero po USG w III trymestrze, w którego opisie lekarz ponad wszelką wątpliwość zaznaczył płeć męską. Przez cały ten czas mój brzuszek był więc Misiem, Misiaczkiem Misiulkiem, a jak trochę za bardzo dokazywał to Misiulem albo Misiulińskim;p
I wszystkie te ksywki są w użyciu do dziś. Szczególnie dziadzio po kądzieli upodobał sobie Misiula:)

7. miesiąc ciąży. Misiuliński z rodzicami. Tatuś  Misiula wycięty na własną prośbę;p

Oboje byliśmy zgodni, że imię ma być osadzone w polskiej tradycji, być niezbyt wydziwiane, dobrze łączyć się z nazwiskiem i po prostu nam się podobać. Dla męża bardzo ważny był również święty patron.
Padały różne propozycje. Ze strony męża najpierw np. Julian, Otton, i Grzegorz, z mojej Piotr, Maciej i Jerzy. Mąż nie zaakceptował ani jednej z moich propozycji, a ja z mężowskich typów od biedy byłam gotowa przystać na Juliana. Czułam jednak, że to nie to.

I wtedy odwiedził nas "wspólny" wujek, który doprowadził do naszego pierwszego spotkania i niemalże zaaranżował nasze małżeństwo. To był grom z jasnego nieba. Już miałam imię dla syna. To, tylko to i żadne inne. Ładne, tradycyjne, a w dodatku ostatnio niezbyt popularne. No i w świętych patronach można wybierać jak w ulęgałkach. Mój ślubny nadal obstawał przy Julianie, więc dla świętego spokoju, bąknęłam coś w rodzaju: "no dobra, zastanowię się jeszcze", ale już wiedziałam, że nie popuszczę, choćbym do USC miała wlec się na czworaka;p Udało się. Kiedy już był wiadomo, że trzeba na gwałt zrobić cesarskie cięcie, położna zapytała mnie o imię do chrztu z wody. I tak Andrzejek został Andrzejkiem i tatuś nie miał już nic do gadania:)

Andrzej, Andrzejek, Andrzejcio, Andriusza, Jędrek, Jędruś, Jędrunio, Jędrulek, Jędrula, Jędrusiek, Jędruliński... i nadal Misiul:P


2 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...