czwartek, 11 lipca 2013

Nowy dzień, nowe postępy

Dziś deszczowo, więc jeśli niebo nie przestanie robić "kap kap", nigdzie razem nie pójdziemy.  Ale Jędruś wcale się tym nie martwi.  Ćwiczy picie z prawdziwego kubka i coraz lepiej sobie radzi.




Mieć 15 miechów i pić z niekapka? Toż to obciach nad obciachy -  musiał pomyśleć Andrzejek, bo dziś rano został przyłapany na przelewaniu do niego wody ze starego dobrego nie-kapusia. Potrafi napić się też z butelki - zarówno z dzióbkiem, jak i bez niego.
 Poza nocnymi wypadkami i spacerami synek pije więc już właściwie jak dorosły. No, może trochę bardziej się jeszcze oblewa.

W słowniku synka również coraz więcej nowości. Przede wszystkim "pape" (papier toaletowy, ale też walające się po domu kserówki męża) oraz "ogień"(płomień zapałki lub działający palnik). Gdybym nie usłyszała na własne uszy, nie uwierzyłabym. Do tej pory nie wypowiadał tak trudnych fonetycznie słów. Zaczął też, czego wcześniej prawie nie robił, powtarzać słowa po dorosłych. Zwykle 2 pierwsze lub 2 ostatnie sylaby. Ani się obejrzę, a zacznie pyskować...

10.30 to u nas pora wyjścia na pierwszy spacer. Jednak Nowa Huta nie jest taka zła: przy samych Plantach Bieńczyckich naliczyłam co najmniej 5 placów zabaw, w tym 3 naprawdę duże i dobrze wyposażone. Zwiedzamy je sukcesywnie - dziś mieliśmy zdobywać os. Przy Arce. Cóż, przełożymy to na inną okazję.
Okazało się jednak, że w naszych okolicach fajnych miejsc jest więcej - wczoraj wieczorem mąż zabrał nas na mały, nieogrodzony placyk na os. Kościuszkowskim.







Niby nic niezwykłego, ale od razu urzekła mnie piaskownica - wielka niczym basen, wypełniona delikatnym. drobniutkim piaseczkiem:



Andrzejek tymczasem wolał zabawić się w akrobatę i zażądał zabrania go na wiszący most. Zadania wspólnego przejścia podjął się tata, ale szybko okazało się, że jego pomoc jest nie tylko niepotrzebna, ale wręcz źle widziana.



Apotem zgrabnie zszedł z mostka i niczym żołnierz wyczołgał  się spod całej konstrukcji. Mój młody mężczyzna... A dopiero co przywiozłam ze szpitala mały, wrzeszczący tobołek...
Ech, życie, nie pędź tak...



5 komentarzy:

  1. Super są te place zabaw, moje dziewczynki tez najchetniej by z nich nie wychodzily,jak dorosły facet to co będzie z niekapka pił ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Ogień" - piękne słowo! Gratuluję postępów ;) Poczytałam trochę o Was i nie ukrywam, że trochę mną wstrząsnęło. Zwłaszcza, że u mojej kruszynki również pojawiły się niedawno objawy alergii na białko mleka i większość objawów się zgadza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie bój się. To, co nas spotkało to kazuistyka. Ja nie chciałam nikogo straszyć, tylko pokazać, że i z takiego stanu da się wyjść.

      A skaza białkowa, gdy się człowiek z nią trochę oswoi i nauczy unikać zaostrzeń, nie jest taka straszna, jak się wydaje.
      No i z wiekiem słabnie. Może pocieszy Cię fakt, że mój mały skazaniec już od miesiąca wsuwa masło, sery i jogurt, a za 2 miesiące będziemy próbować podać mu MLEKO.

      Klucz to spokojne podejście, systematyczność i mądry lekarz prowadzący.

      Pozdrawiamy:)

      Usuń
  3. Place zabaw są super! A co do picia z normalnego kubeczka, to ja się boję Młodej dawać, dwa razy mi się zakrztusiła konkretnie bo za dużo naraz wypić chciała i jej po prostu nie daję.. Oblewa mnie zimny pot na samą myśl że miałabym jej kubek dać ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój synek z początku też się zachłystywał. Z kubka Lovi 360stopni, do którego był przyzwyczajony, nigdy tak ostro nie leciało. Też możecie od takiego zacząć. A i Jędruś ćwiczyć musi nadal, bo oblewa się, jeśli naleję mu więcej niż połowę kubka. No ale praktyka czyni mistrza:)

      PS. Andrzejek gotowość zasygnalizował sam - siedząc w wannie zaczął popijać wodę z kubeczków, które dostał do zabawy.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...