niedziela, 28 lipca 2013

Miesięcy 16 kończy Jędruś dziś:)




Kolejny miesiąc upłynął nam bez wielkich rewolucji. Obyło się bez zaostrzeń AZS, szczepień i zawirowań zdrowotnych. Trafił się co prawda jeden dzień, w którym Andrzejek miał trochę skaczące napięcie mięśniowe i chandrę z tego powodu, ale nie było najgorzej.
Zębów dalej 8.
Waga 9600g, wzrost 82cm, długość stopy 13,4cm.

Szesnasty miesiąc życia przyniósł nam przede wszystkim znaczny rozwój mowy. W słowniku synka pojawiły się pojedyncze słowa 3-sylabowe (m.in. "okua"-odkurzacz, "Adeje"- Andrzejek, "tewi-o"-telewizor, "Bi-ba-bom"-zegar ścienny z wahadłem) oraz kolejne kombinacje dwóch wyrazów np. "Gaja hau" (Gaja to pies moich rodziców, a hau oznacza, że powinna szczekać), "łe łaaa" (czyli lew i jego odgłos), "jama ga" (zgaś/zapal lampę), "tata tam", "baba da", "mama ajci"(czyli: mamo, weź mnie na spacer). Inne nowe słowa to m.in. "jiby" (ryby), "jama" (lampa), "noni"(nocnik), "topy"(stopy), "topa" (torba), "kapyyy" (skarpetki), "uja" (wujek), "Kupa" (Kuba, imię mojego brata), "kupka" (kiedy woła, że robi).

No właśnie - woła. To chyba nasze największe odkrycie. Pewnego dnia Jędruś po prostu powtórzył kilka razy słowo "kupka" i faktycznie po chwili spełnił swoją obietnicę. I tak codziennie. W ciągu ponad dwóch tygodni może 2 razy zapomniał zaanonsować, ale to pewnie dlatego, że akurat był bardzo zajęty.
Kilka dni temu w naszym domu pojawił się nocnik (a nawet 2, bo dziadkowie wygrzebali starego hipcia po moim bracie) i, z pomocą naszego Misia-Zdzisia, niemal udało się wytłumaczyć Andrzejkowi, że ułatwianie wspinaczki na regały nie jest jego główną funkcją;p

Kolejną rzeczą, którą synek opanował w tym miesiącu jest samodzielne posługiwanie się widelcem. Potrafi już nie tylko nabić sobie na niego kawałek mięsa, ale też nabrać bokiem np. gniecione ziemniaki. Ponieważ jednak widzi, że dorosłym idzie to sprawniej, już po chwili domaga się pomocy, a jeśli jej nie dostanie, za darmo wysłuchujemy jego wersji "Symfonii Pieśni Żałosnych".

Wstyd się przyznać, ale nadal miksuję Jędrusiowi zupy. Odkąd porzuciłam słoiczki i zaczęłam raczyć go domowymi obiadami, Andrzejek zastrajkował i nie dotyka żadnej zupy, w której znajdzie się choćby grudka kaszy, ziarnko ryżu czy kawałek makaronu, nie wspominając już o warzywach. Co jakiś czas próbuję delikatnie powrócić do "normalnych" zup, ale jak dotąd wszystkie te próby kończyły się moją sromotną klęską. Tymczasem w drogę na wakacje z własnego wygodnictwa wzięłam dla synka zupę słoiczkową - jarzynową z kurczakiem Do-Re-Mi. I co? I nagle grudki, makaron i spore kawałki marchewki przestały mieć znaczenie - młody wchłonął cały duży słój, a potem jeszcze pół "dorosłej" porcji gotowanego kurczaka z ziemniakami. Szczęście nie trwało jednak długo. Po przyjeździe na miejsce, spałaszowaniu babcinego żurku i ugotowaniu przeze mnie czegoś w rodzaju krupniku, znów zaczęło się znajome wydziwianie.
Z owocami jest to samo. Akceptuje je właściwie tylko w formie musu ze słoiczka. Z "żywych" dotąd tolerował jedynie wiśnie, ale wczoraj o dziwo dał się namówić na parę kęsów banana do spółki z mamą;p.
Wiem, wiem, sukces jak cholera;p Ale dla nas zawsze coś.

Mamy też nową ulubiona zabawę - zabawę kluczami. Jeśli tylko Andrzejkowi uda się znaleźć właściwy do danego zamka, zdarza mu się otworzyć niżej położone szafki i szuflady. A zawartość uznaje wtedy za swoje łupy wojenne;p

Inną niezbyt miłą dla nas nowością jest to, że  synuś przestał lubić podróże samochodem. Wcześniej prawie w całości je przesypiał, teraz jaśnie panicz spać nie chce i NUDZI MU SIĘ. Po około pół godziny przestają wystarczać "podróżne" zabawki, książeczki, koncerty zespołu Mama&Papa, muzyka z płyt, jedzenie, picie i wszystko, co ja i mąż jesteśmy w stanie wymyślić. I tak jest kwaśna mina i pretensje o wszystko.




Za to ten środek transportu chyba nigdy nie popadnie w niełaskę:



Jeśli chodzi o rozwój ruchowy, 16-ty miesiąc przyniósł 2 nowości. Pierwsza to samodzielne wspinanie się po schodach. Zależnie od wysokości stopni, Andrzejek wchodzi na nie bez podtrzymywania albo wspierając się o ścianę lub barierki.





Coraz lepiej radzi sobie też ze wspinaczką na drabinki - na placu zabaw trzeba mu w tym jeszcze pomagać, ale ta przy  naszej zjeżdżalni nie ma już dla niego tajemnic. Drugą nowością jest schodzenie po pochylni lub stromym zboczu. Do tej pory po takim terenie umiał chodzić jedynie do góry. Teraz potrafi również bezpiecznie zejść. Co dla mnie ważne, nie daje się przy tym ponosić fantazji - schodzi powolutku i bardzo ostrożnie.

Poza tym, wiadomo - biega coraz szybciej, wspina się coraz wyżej, co chwilę wynajduje sobie nowe źródła adrenaliny...

Sam wszedłem:)
Tatusiu, czy jeśli powożę Cię jeszcze przez godzinę, dasz mi łyka pepsi?



Biorąc poprawkę na jego temperament, aż strach się bać, co będzie dalej...

A TU nasz bilansik  15-miesieczniaka:)

6 komentarzy:

  1. Wygląda na to, że był to udany miesiąc obfitujący w wiele nowości :)) Takie podsumowania świetnie pokazują, jak szybko dzieci się zmieniają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego robię te podsumowania. Na razie co miesiąc, a potem pewnie co 3 miesiące, co rok...
      Chcę mieć pamiątkę na stare lata:)

      Usuń
  2. Wszystkiego najlepszego!:) jaki duży już jestem:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie kolejny miesiąc, kolejne nowości, świetnie, że to zapisujesz i między innymi po to służy nam blog, dzięki niemu możemy zapamiętać to co ważne , pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem pełna podziwu dla rozwoju ruchowego Jędrka, nie mówiąc o intelektualnym :-) a jedzenie - matka wyluzuj ;-) Wiem, wiem, łatwo mówić...Swoją doga Ania to przy nim drobinka 75 cm i 8,5 kg:-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...