środa, 24 lipca 2013

Mama się bawi

Robiąc dziś zakupy w pobliskim supermarkecie, znalazłam na półce coś, co przypomniało mi moją dawną pasję. W dodatku w wersji 16-kolorowej i to za niecałe 5zł. Przepadłam:)Nie mogłam nie kupić.




Uwielbiam wszystko, co da się kształtować. Glinę, masę papierową, masę solną, modelinę, ciastolinę, a nawet "kacze mydło" nad rzeką. Kocham lepić. A moim absolutnie ulubionym materiałem jest zwykła plastelina.




Nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła zrobić z niej użytek. Tymczasem Jędruś, jak na złość, nie chciał dzisiaj zasnąć po południu. No, ale co się odwlecze... Do dzieła zabrałam się wieczorem. Ponieważ od mojej ostatniej przygody z plastelina upłynęło już ładnych parę lat, postanowiłam wziąć się za coś prostego. Tak powstał mój popisowy niegdyś numer:


Moi rodzice mieli swego czasu całą wystawkę takich ukwiałów, we wszystkich kolorach tęczy i z różnymi minami.  Niemal przy każdej okazji dostawali ode mnie jakąś "rzeźbę".

Po ukwiałku  przypominalam sobie, jak na początku studiów robiłam za dobrą siostrę. Dzieki kwiatkom takim jak ten:




mój brat mógł wyróżnić się z tłumu i - na tle kolegów ciągnących obiekty westchnień za gumy od stanika - uchodzić za dżentelmena:)

Na koniec wzięłam się za coś trudniejszego, ale również mi nieobcego. Z tym jednak, że wcześniej takie figurki lepiłam raczej z modeliny i, po ugotowaniu, doklejałam je "kropelką" np. do ramek na zdjęcia, stojaków na serwetki i innych gadżetów, o których ozdobienie czasem byłam proszona.
Pomyślałam, że ulepię dzidziusia. Oto, jak powstawał:

Najpierw połączyłam kolory na "ciałko"
Potem przygotowałam sobie kulki na kolejno: nosek, źrenice, białkówki oczu, głowę, uszy, rączki i nóżki oraz białe "jajo" na bodziaka
Kulki na rączki i nóżki zostały odpowiednio rozciągnięte i powyginane, uszy splaszczone, a oczy i nosek po prostu doklejone do buzi. Kocyk powstał z kawałka plasteliny wielkości takiej jak ten na bodziaka. Żeby było szybciej, potraktowałam go wałkiem.


Tu mała dygresja. Mój nowy nabytek, choć bardzo kolorowy i efektowny, rozczarował mnie niezmiernie. Plastelina okazała się bardzo twarda i nie zmienia się to nawet pod wpływem ciepła dłoni. Zmieszanie dwóch kolorów ze sobą zajęło mi bite pół godziny i udało się dopiero po podgrzaniu w mikrofali. Bardzo się kruszy, a połączenie poszczególnych elementów na trwałe jest właściwie niemożliwe. Co chwilę coś się odlepiało.

Kiepska plastelina nie jest jednak w stanie mnie zrazić. Mam już nawet pomysły na kolejne figurki:)
Niech no tylko znajdę wolne 2 godziny...


5 komentarzy:

  1. Dzidziuś prześwietny :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacyjnie :-) masz talent, bardzo mi się podoba, Jędruś jak podrośnie to będzie miał z tobą raj jak zaczniecie razem lepić :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Smyka już powoli wdrażam. Na plastelinę jest jeszcze za mały, ale ciasto solne już w łapkach miał:D

      Usuń
  3. Ale piękne:) Zazdroszczę zdolności :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...