wtorek, 30 lipca 2013

Dzień "Pod Napięciem" - mięśniowym oczywiście




 Zdarza nam zwykle raz na 6-8 tygodni, ale czasem i dwa w miesiącu.
I wczoraj znów się taki trafił.

Dzień, w którym nic nie idzie po myśli, nic się nie udaje.
W takie dni Andrzejek ma problemy z czynnościami, które opanował już kilka miesięcy temu.
Ja nazywam je, za naszą rehabilitantką, "dniami pod napięciem". Jest to pamiątka po szczepieniu skojarzonym, które Andrzejek przeszedł w wieku półtora miesiąca.

Nasza nazwa wzięła się od napięcia mięśniowego, które u Andrzejka w takie dni jest obniżone, podwyższone lub waha się. Teraz i tak jest o niebo lepiej - na początku takie zaburzenia napięcia mięśniowego nie pojawiały się raz na jakiś czas, a trwały stale.

Z dnia na dzień zdrowe, bardzo silne dotąd dziecko przestało podnosić główkę z leżenia na brzuszku, nie umiało jej nawet obrócić w drugą stronę. W zapomnienie odeszły ćwiczone od prawie miesiąca przewroty na boczek, które wprawiały naszą ówczesną pediatrę w niemałe zdumienie.
Zupełnie nagle dziecko, które leżąc na brzuszku swobodnie opierało się już na przedramionach, teraz ledwo ruszało rączkami, leżąc na plecach.

Dla porównania - na pierwszym zdjęciu Andrzejek 3 tygodnie przed szczepieniem, na drugim 3 dni po szczepieniu:




półtora miesiąca


Potem była rehabilitacja.
Najpierw dostaliśmy instrukcje, jak podnosić, nosić i odkładać synka  - tak jak tu:





Potem było dźwiganie do pozycji siedzącej na leżaczku zrobionym z mamy lub taty, tak jak na zdjęciu w środku:

Źródło: http://www.oro.com.pl/dla_rodzicow.html


następnie turlanie z boku na bok na kocu, masaże plecków, rączek i nóżek, kładzenie w pozycji brzuch do brzucha i noszenie na barku rodzica, o tak jak Paweł Zawitkowski na tym zdjęciu:


Źródło: Google

Skuteczność przerosła moje oczekiwania. Synek, o którego bałam się, że do końca życia będzie niepełnosprawny, w ciągu kolejnych dwóch miesięcy nie tylko odzyskał dawną sprawność, ale też nauczył się wielu rzeczy awansem. Kiedy lekarka prowadząca nasze leczenie zobaczyła go w wieku 4 miesięcy pełzającego i turlającego się, nie mogła uwierzyć, że to to samo dziecko i śmiała się, że go przetrenowaliśmy.

I kiedy już głaz spadł mi z serca, okazało się, że nadal nie jest idealnie. Andrzejek nie miał odruchów obronnych - opuszczany brzuszkiem w dół nie wyciągał rączek, by chronić się przed upadkiem na buzię. A podobno w takim wieku już od dawna powinien to umieć. Dostał więc ćwiczenia na podpór, które mieliśmy zacząć, jeśli po skończeniu 5 miesięcy wspomnianego odruchu nadal nie będzie. I tak na powitanie szóstego miesiąca zaczęliśmy ćwiczyć "taczki", rolowanie na udzie taty lub na piłce i opuszczanie w dół tak, jakbyśmy zaraz mieli go upuścić.
Te ćwiczenia nie przyniosły oczekiwanego skutku. Pojawił się natomiast skutek uboczny: Andrzejek zaczął dźwigać się na czworaki i jeszcze przed skończeniem pół roku - nieporadnie raczkować. Nie polubił jednak tego sposobu poruszania się i jeszcze przez prawie półtora miesiąca robił to sporadycznie, a przemieszczał się głównie czołgając się jak żołnierz.
Na polecenie lekarki zaprzestaliśmy tych ćwiczeń. Odruch obronny, o który nam chodziło, pojawił się sam dopiero w 9 miesiącu, kiedy Andrzejek nauczył się samodzielnie siedzieć.

Przez jakiś czas było naprawdę cudownie i rozwój Andrzejka nie dawał powodów do zmartwień. Problemy zaczęły się, kiedy po skończeniu 7 miesięcy Andrzejek zaczął najpierw wstawać, a potem samodzielnie siadać. I o ile w pozycji stojącej czuł się bardzo pewnie, a siadanie wychodziło mu zarówno z czworaków jak z leżenia na brzuchu, to z siedzeniem było gorzej. A właściwie to zupełnie źle - mały nie potrafił usiedzieć bez podparcia ani sekundy i walił się jak kłoda w przód, w tył lub na boki.

Dostaliśmy kolejny zestaw ćwiczeń polegających na skręcaniu pupy z pozycji czworaczej i podtrzymywaniu synka za biodra w pozycji siedzącej przez 3s. Nie mamy własnych zdjęć i filmików z rehabilitacji, ale podaję link do posta rodziców małego Stasia, w którym jest to pięknie zobrazowane zdjęciami i filmem:


Tym razem ćwiczenia nic nie dały. Bo siadać Jędruś już umiał, a problem był z utrzymaniem się w tej pozycji. Jedyne, co udało się uzyskać, to mniej więcej minuta siedzenia z podparciem rączkami. Wtedy lekarka kazała nam do posiłków sadzać synka w krześle do karmienia z oparciem ustawionym prawie pionowo z daleko odsuniętym blatem. I udało się, na początku synek podciągał się trzymając się blatu i walczył, by nie opaść do tyłu, a po miesiącu siedział już samodzielnie i to dowolnie długo.

I właśnie na tym etapie zauważyliśmy, że są dni, które jakby cofają Andrzejka o kilka miesięcy w jego rozwoju.
Że zdarzają się dni, kiedy nawet nie próbuje siadać, a posadzony od razu ryje nosem w ziemię albo leci w bok, nie umie przełożyć zabawki z ręki do ręki, a nawet otworzyć dłoni. Że zamiast raczkować, wraca do czołgania, a i wtedy cały czas ma zaciśnięte piąstki. Mija kilkanaście godzin, dzień lub 2 i wszystko wraca do normy, a dziecko znów jest sprawne i ruchliwe jak przedtem.

Wyżaliwszy się na ten stan rzeczy lekarce prowadzącej naszą rehabilitację, dostaliśmy zalecenie, by do niczego go nie zmuszać, masować zaciśnięte dłonie pociągnięciami od nadgarstka w stronę palców, zachęcać go do zabawy piłką i robić to, co synek najbardziej lubi. Są więc samolociki pod sufitem na rekach taty, podrzucanie przez mamę i podskakiwanie z Jędrusiem w nosidle - zwykle 1, góra 2 dni i wszystko nam mija.

Pocieszam się tym, że odstępy miedzy takimi feralnymi dniami coraz bardziej się wydłużają a i wahania napięcia nie są już tak silne, jak wcześniej. Oby z wiekiem w ogóle się wycofały.

A tu migawki z wczorajszego rozładowywania napięcia



15 komentarzy:

  1. Kurcze pewnie bardzo dokuczliwe są te dni, dobrze, że nauczyliście się z nimi radzić. Powodzenia w tym temacie, trzymam kciuki, żeby przestały Was nawiedzać dni pod napięciem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już nawet nie, bo wiemy, że po gorszych chwilach wszystko wróci do normy, a kolejne zaburzenia napięcia przebiegają coraz łagodniej.

      Najgorzej było, kiedy zauważyłam to pierwszy raz. Bałam się, że cala nasza wielomiesięczna rehabilitacja poszła na marne. Że być może mały ma jakąś chorobę, która ujawniła się przy okazji szczepienia... Odchodziłam od zmysłów. Na szczęście doktor prowadząca rehabilitację synka z niejednego pieca chleb jadła, kazała go obserwować i wykluczyła taką możliwość:)Widocznie teraz taka jego uroda...

      Usuń
  2. ojej, nie wiedziałam, że taki problem mogą mieć maluszki, i w dodatku po szczepieniu skojarzonym. musiałaś być przerażona po tej szczepionce. też robiliśmy skojarzone, na szczęście nic się nie stało. dobrze, że wyprowadziliście Andrzejka z najgorszego stanu. może z takich gorszych dni faktycznie wyrośnie? trzymam za to kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze było o, ze on po tym szczepieniu zapadł w sen na ponad 11 godzin i stracił wszelkie odruchy - tylko oddychał.

      Myślałam, że padnę na zawał. A kiedy otworzył oczy, dziękowałam Bogu, że żyje.

      A potem drżałam, żeby nie pozostał niepełnosprawny. Na szczęście Bóg nas wysłuchał, a to, co mamy teraz to drobnostka w porównaniu z tym, czego się obawiałam.

      Usuń
  3. mam nadzieje ze andrzejek juz tego nie bedzie przechodzil:**** ciumaski dla maluszka

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowite jest to, jakie cuda działa rehabilitacja. To naprawdę budujące. A Wam życzę jak najmniej takich dni pod napięciem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak. Gdyby te pierwsze ćwiczenia nie dawały widocznego rezultatu, to nie wiem, czy miałabym tyle zapału, żeby dalej tak musztrować Andrzejka.
      A tak były krew, pot i często śmiech, bo Andrzejek - o dziwo - dość pogodnie to wszystko znosił:)
      A może też się cieszył, że znów może podnosić główkę i turlać się na boczki... Kto tam może wiedzieć, co myśli sobie takie małe dziecko;p

      Usuń
  5. Aż mi się serce kroi jak czytam przez co musieliście przejść;/ Trzymam z całej pary kciuki!:* Musieliście bardzo dużo włożyć pracy w to żeby osiągnąć takie rezultaty:) podziwiam:) Pediatra (nie nasz) skierował nas tez na rehabilitację - K. nie chce się odwracac z brzuszka na plecy i na odwrot. Wszystko inne w miare ok, wiec w sumie zastanawiam sie nad jej sensem. Niektore dzieci ponoc pozniej osiagaja niektore kroki milowe.
    Jak Andrzejek znosił rehabilitację? nie denerwował się? ile razy na dzień ćwiczyliście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeszliśmy swoje i dlatego tak cieszymy się z tego co mamy.

      No i teraz przy następnym dziecku na pewno nie odważę się na szczepienia skojarzone. Myślę, że warto - nawet jeśli z dzieckiem wszystko w porządku, zawsze to dla niego jakiś zdrowy ruch:)

      Andrzejek jest z natury bardzo ruchliwy i uwielbia wszelki wysiłek fizyczny, ale nudziły go wielokrotne powtórzenia, więc ćwiczyliśmy dosłownie co godzinę po 2-3 razy każde ćwiczenie.

      My te obroty tez robiliśmy - to było chyba ulubione, oprócz jazdy na kocu i turlaniu na piłce, ćwiczenie mojego małego. Rechotał się przy tym na pół bloku.

      Usuń
  6. Dzięki Wam wszystkim:)

    Cieszę się, że tyle życzliwości idzie za nami:)
    Wszystkiego najlepszego dla Was:)

    OdpowiedzUsuń
  7. znajomi nie mieli tyle szczescia co wy. ich corka do konca zycia pozstanie po szczepieniu roslina. Dziekujcie niebiosom ze ocalil wam malucha:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie przestaniemy za to dziękować...

      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Mam pytanie konkretnie o jakim sczepieniu piszecie - u nas synek płakał w niebogłosy po szczepieniu 5w1 + pneumokoki??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas to było tylko 5w1, synek był szczepiony Pentaximem.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...