piątek, 26 lipca 2013

Czy styl mojego dziecka świadczy o mnie?

http://makoweczki.pl/wp-content/uploads/2012/11/40025.jpg
Źródło: Google
Jakiś czas temu (już jako mama, ale na długo przed założeniem własnego kącika w sieci) weszłam na stronę jakiegoś bloga.
Z początku wydał mi się on ciekawy ze względu na dużą ilość zdjęć ślicznego niemowlaka. A ja uwielbiam oglądać zdjęcia niemowlaków. Kiedy rozwinęłam najnowszy wpis na stronie głównej (a potem także kilka starszych), okazało się, że blog ów jest niemal w stu procentach poświęcony ubrankom tegoż niemowlaka, a każdy wpis dotyczy jednej "stylizacji" bogato udokumentowanej materiałem zdjęciowym. Pod każdą fotografią autorka umieszcza swoistą legendę wyjaśniającą, gdzie, kiedy i za jaką kwotę który ciuszek został kupiony. Niektóre stroje były takie typowo dziecięce i naprawdę urocze, inne wyglądały jak miniaturki ubrań dla młodzieży i dorosłych, a część przypominała raczej kostiumy na bal karnawałowy. Treści, poza wstępami opisującymi okoliczności powstania danej "stylizacji", niezbyt wiele. OK - taka konwencja. Pojawiło się też kilka zdjęć szaf i pudeł wypełnionych ubrankami tego malucha.
Porównałam w myślach te szafy z kubaturą, która musi pomieścić ubrania całej naszej trójki i dwoma średniej wielkości szafkami, które mieszczą całą (w bieżącym rozmiarze, oczywiście) garderobę Andrzejka.

Kurka wodna, czy ja jestem złą matką? - pomyślałam, zaglądając do synkowej szafy, w której królują ubranka kupione przeze mnie na aukcjach internetowych lub wyszperane w "tanim Armanim".

Przyznam, że lubię ładne rzeczy, ale nigdy nie miałam parcia na strojenie młodego. Owszem, w każdym rozmiarze miał jakieś popisowe wdzianka do gości i kilka specjalnych zestawów na wizyty u lekarza. Ale na codzień? Zawsze ubierałam go tak, żeby było mu ciepło i wygodnie, a to czy śpioszki pasują do kaftanika było już dla mnie sprawą drugorzędną. I tak chwilę potem Jędrula ulewał na ten kaftanik  i trzeba było go zmienić. I do głowy by mi nie przyszło zmieniać cały strój tylko dlatego, że mały zafajdał ostatnią koszulkę pasującą do tych uroczych śpioszków z misiami.

Nigdy nie przywiązywałam też specjalnej wagi do metek i cen. Mam węża w kieszeni i niełatwo mi rozstawać się z pieniędzmi, jeśli można na czymś zaoszczędzić 3/4 wartości. Szukam więc ciuszków niezbyt drogich, w uniwersalnych kolorach i fasonach (zostaną dla braciszka lub siostrzyczki), praktycznych, łatwych w praniu i zakładaniu. Nie wyrzucam niczego, co się nie drze. Nawet wdzianek z niewielkimi trwałymi plamami i tych, na których zostały przebarwienia po krótkotrwałej przygodzie z orzechami piorącymi. Nadadzą się na plac zabaw.

Spojrzałam na sesyjkę w kolejnym wpisie. Niespełna roczne dziecko siedzi w piaskownicy i rączkami nasypuje piasku do wiaderka. Wygląda jak spod igły. Same jego szorciki kosztowały mniej więcej tyle, co połowa garderoby Jędrusia, a do tego jeszcze koszulka, bluza z długim rękawem i kapelusz, paputki... kolorowy zawrót głowy. Prawie tyle, ile miesięcznie zarabiałam na pół etatu.
Tymczasem w andrzejkowej szafie niewielka kupka rzeczy "kościółkowych"(na specjalne okazje), trochę wyjściowych (ładnych, takich do lekarza czy w odwiedziny), a lwią część stanowią "kochasie" czyli ubranka do chodzenia w zasadzie tylko po domu i na spacery. Te najmniej ładne, rozciągnięte, trochę wypłowiałe lub przebarwione. Szkoda by mi było ubierać synka na spacer w najmodniejsze fatałaszki, a potem co chwilę strofować go, by gdzieś nie wchodził, czymś się nie obsypywał albo czegoś nie jadł. Oto kilka jego "stylizacji", ubranka głównie z allegro i sklepów z używaną odzieżą:






Ze szpitala wprost na plac zabaw. Nigdy więcej. Teraz ten sweterek ma niespieralne plamy z jakichś nieznanych mi owoców

Babcia chciała mieć eleganckiego wnusia na niedzielnym spacerze. Teraz ta koszula nadaje się już tylko na plac zabaw...

Jeden z powodów mojego podejścia do andrzejkowych ubranek

Tak się zastanawiam, na ile mamy, które tak stroją swoje maluchy (niekoniecznie chwaląc się potem w internecie) robią to dla dzieci, a na ile po to, by się dowartościować. Jak się na to zapatrujecie?
Ja tam wolę, by mój synuś był mniej reprezentacyjnie ubrany, ale zadowolony niż wystrojony i z poczuciem, że nic mu nie wolno.
Jeśli dziecko świadczy o rodzicu, to jak o mnie świadczy mój syn, który znajdzie sobie błoto nawet po 2 tygodniach bez deszczu, a po wizycie na placu zabaw prowadzę go do domu z piaskiem w uszach, rękami w smarze od zawiasów bramki  i  w spodniach zazielenionych od zjeżdżania z górki na czterech literach ...

PS. Kiedy Jędruś odbił mi takie upaprane smarem łapska na  jasnych spodniach, odpuściłam również stylizowanie siebie i na spacery z nim chodzę ubrana gorzej niż do sprzątania domu;p

PS. 2. A tu "kościółkowo" - zdjęcie pochodzi z sesji sprezentowanej dziadkom. Niestety nie mam go w formie cyfrowej i musiałam robić zdjęcie zdjęciu- szkoda, bo nie widać jak ładnie tu wyglądał. Po powrocie do domu, jeszcze zanim zdążyłam go przebrać, Jędruś górą pozbył się ostatniego niesmacznego posiłku. Z koszuli się sprało (wiwat H&M!), spodnie (Zara) odbarwiły się trwale. Od tamtej pory nie kupiłam Andrzejkowi ani jednej "nówki".


5 komentarzy:

  1. kochana wygoda dziecka najważniejsza ja mam ciuszki po koleżankach i kilka zakupionych prze zemnie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. I tak wygląda normalne dziecko w normalnych ubrankach :) Od tych blogów z dziecięcymi stylizacjami ostatnio aż się roi, a mnie to razi strasznie. Przyjemnie się ogląda, ale czy dziecko ma z tego jakąkolwiek radość?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zawsze lubiłam i do tej pory lubię ładne ciuchy tylko kiedyś jeszcze jak Wiki była mała ubierałam ją i pilnowałam teraz wiem ze dziecko brudne to dziecko szczesliwe, nie dziele ciuchów na te lepsze i gorsze bo zdarza się ze tych lepszych nie zdążą ubrac bo wyrosna i nawet jak moje strojnisie wymyslą sobie isc do piaskownicy w najlepszych sukienkach to im tego nie bronie skoro ma to im dac troche radosci, w koncu to tylko kawałek materiału :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. podpisuje sie, bo tak samo mysle. Ale ciesze sie, ze moi znajomi maja dobry gust i pozyczaja ladne ciuszki ;-) jest to dla mnie wazne, ale bez przesady. Nie uznaje trendu, ze ubrania dziecka wiecej kosztuja niz nasze...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...