poniedziałek, 8 lipca 2013

"Bobyyy!" czyli obuwnicza lista przebojów

Oto obiecany dalszy ciąg rozważań na temat bucików dla dziecka - tym razem moje własne refleksje na temat bucików, które Andrzejek nosił i obserwacje na temat tych, które zmuszeni byliśmy odłożyć na półkę. Zapraszam i mam nadzieję, że to moje małe doświadczenie Wam się przyda.


Synuś zaczął chodzić początkiem lutego, ale po pierwsze buty wybraliśmy się, gdy chodził już bardzo pewnie. Zawitały do nas końcem lutego. Wydawało nam się, że zima odpuszcza, kupiliśmy więc trzewiczki.

Od tamtej pory przerobiliśmy już 2 pary sandałko-tenisówek, po jednej parze sandałów i kozaków, 2 pary trzewików i jedne kalosze. Oprócz tego jesteśmy chyba rekordzistami Krakowa w kategorii ilość zmierzonych butów/wiek. Pora więc podzielić się doświadczeniami:)

Spośród 7 par butów, które nosił Andrzejek, dwie znalazły już nowych właścicieli. Pozostałe, które nadal są w naszym posiadaniu, postaram się  w miarę rzetelnie opisać.





Nr 1 to pierwsze buciki jakie kupiliśmy Andrzejkowi. Trafiliśmy na nie po przemierzeniu kilkunastu par w kilku sklepach. Synek ma wąską stopę z wysokim podbiciem i to były pierwsze buty, które na nią pasowały. Andrzejek dosłownie uciekał ze sklepu. Jego stopa miała wtedy 12,3cm długości, obstawialiśmy więc rozmiar 21-22. Tymczasem Bartek ma zaniżoną rozmiarówkę i  wystarczająca okazała się 20-ka, w której miał centymetr luzu.
Trzewiki są uszyte z porządnej, grubej i dość twardej skóry  - a przez to dość ciężkie.



Nie nadają się dla dzieci, które dopiero stawiają swoje pierwsze kroki. Ich podeszwa również wymaga pewnej wprawy, nie wydaje się szczególnie miękka, ale synek dawał radę zginać stopę i widać było, że butki lubi.


Oto nasze pierwsze Bartusie – w całej okazałości, choć już po przejściach;p Nadawały się na temperatury od kilku do dwudziestu kilku stopni, stopa nie marzła, nie pociła się i nie odparzała. A swoje przeżyły. Synek w nich biegał, wspinał się, chodził po piasku i kamieniach, przewracał się, wskakiwał do kałuż, uciekał przed ulewą osłonięty tylko dżinsową kurtką mamy. Nigdy nie przemokły. I co najważniejsze, chód Andrzejka wykształcał się prawidłowo. 






Dodatkowy atut to wyjmowana wkładka antybakteryjna, zapobiegająca nadmiernemu poceniu się stóp. Naprawdę działała, choć but nie ma otworów wentylacyjnych, stópki zawsze były suche. Dodatkowo na wkładeczce namalowane są paluszki , które pokazują, gdzie powinny znajdować się palce dziecka w momencie zakupu buta. Dla mnie ten gadżet to spore ułatwienie.




W marcu nastąpił chwilowy powrót zimy. Na szybko kupiliśmy kozaki firmy Renbut. Skórzane, starannie wykonane, ale niedrogie – kosztowały niecałe 100zł w przecenie.  Rozmiar 21. Mierzyliśmy w sklepie i wydawały się ok, łatwo się wkładały, były porządnie ocieplane futerkiem, mieściły grubą skarpetę i wysokie podbicie Andrzejka. Podeszwa gruba, ale elastyczna, z dobrym traktorem. A jednak Andrzejkowi coś w nich nie pasowało, założyłam mu je może ze 3-4 razy i zawsze synek protestował i próbował je sobie zdjąć. Nie mam niestety własnych zdjęć, ale to ten model:

http://www.renbut.pl/fotkiduze/12-1304c.jpg


Generalnie mogę polecić, wydaje mi się, że to tylko mojemu synkowi nie przypadły do gustu. Nie przemakały i w śniegu sięgającym dziecku powyżej kolan nie wpuściły nic do środka, a Jędruś chodził w nich prawie tak samo sprawnie jak bez butów. Szybko i prawie bez straty na wartości znalazły nowego właściciela.

Nr 2 pojawił się u nas z okazji majowych upałów. Wybierając sandałki, znów odbyliśmy prawdziwy maraton po krakowskich sklepach i znów wygrały Bartki. Tym razem postanowiłam zaoszczędzić i model wybrany w sklepie zamówiłam przez Internet. Trafiła mi się nie lada gratka – zapłaciłam 99zł razem z wysyłką. Wady i zalety mają dokładnie te same, co bartkowe trzewiczki, nie ma więc sensu się powtarzać. Choć może estetyka wykonania mniejsza, co widać po obłażącej podeszwie.



Synuś bardzo je lubi, przed spacerem sam je przynosi. Oto andrzejkowe sandałki w pełnej krasie:








Zwrócę uwagę na ważną rzecz: różnica między kolejnymi rozmiarami w Bartku jest bardzo duża, wynosi nie 5, a raczej 7-8mm.

małą dokładność kładę na karb utrudnionych warunków prowadzenia pomiaru;)


Dlatego, choć trzewiczki  20-ki były już prawie „na styk”, sandałki w rozmiarze 21 nadal okazywały się nieco za duże.



Nr 3 to tenisóweczki przyniesione przez kochaną babcię, by Jędruś miał w czym chodzić, zanim dorośnie do sandałów Bartka.
Ja podsumuję je tak: żadne cudo, staranność wykonania taka sobie, podeszwa niezbyt starannie obrobiona, ale elastyczna, tkanina przewiewna, wkładka ze skóry, zapiętek ok.



Są lekkie i synkowi chyba było w nich wygodnie ale sama szukałabym „zdrowej stópki”. Zniosłam je jakoś przez niecały miesiąc (przyznaję, najgorsze nie były, stópek przez ten czas nie popsuły) i przeszliśmy na Bartki, których rozmiar wtedy był już właściwy.

 Nr 4 to moje odkrycie miesiąca czerwca: buciki Emel, model e940. Kupione przez nas w sklepie przy os. Zgody w Krakowie, jako pierwsze mierzone w czasie wtorkowej wyprawy. Efekt ponaddwutygodniowych poszukiwań butów idealnych, po niepowodzeniach nawet w Bartku, który w międzyczasie zaprzestał produkcji naszych poprzednich trzewiczków. Z początku byłam sceptyczna, ale kiedy synek je włożył, wiedziałam, że bez nich nie wyjdziemy. Cena: 149zł. Na Andrzejka (13cm stopy) pasował rozmiar 22, mamy jeszcze centymetr luzu.



Choć wydały mi się niskie, nie uciskają na podbiciu, skóra jest dość cienka i mięciutka jak kaczuszka;) Będą świetne na lato i powinny dotrwać do połowy jesieni. Podeszwa jest niezbyt gruba i baaardzo elastyczna. Bez problemu zginam ją dwoma palcami.



No i jeszcze coś: to najlżejsze buty, jakie Andrzejek w ogóle miał.



Dla nas ideał. No, prawie – ze względu na swoją miękkość na pewno nie będą tak „pancerne” jak Bartki. Coś za coś. No i wkładki niestety nie dają się wyjąć.

 Nr 5 to nasze kalosze LEXPO, rozmiar teoretycznie 21/22, ale tak naprawdę nadal są na małego sporo za duże, myślę, że to raczej 23/24. Ciężkie, toporne, z podeszwą nie tylko niezginalną ale przy tym zupełnie niewyprofilowaną - to nasz największy obuwniczy niewypał. Andrzejek chodzi w nich z trudem, mimo bawełnianej wyściółki stopa parzy się nawet w skarpecie frotte. Mały ich nienawidzi. Szukamy innych.






Jędruś nietypową stopę ma. Każde zwycięskie łowy są u nas okupione ciąganiem Jędrusia po wielu sklepach i mierzeniem dziesiątek par butów. W czasie takich wypraw poczyniłam pewne obserwacje i w tym miejscu chętnie podzielę się moimi uwagami na temat poszczególnych producentów, z którymi się zetknęłam.

a) BARTEK - modele są bardzo różne, na stopę średnią lub raczej wąską. Z podbiciem bywa różnie - trzeba mierzyć wszystkie - jedne są bardzo niskie, inne - jak nasze pierwsze - pasują na dzieci z wysokim podbiciem. Panie w sklepie w krakowskim M1 w ogóle nie orientują się w specyfice poszczególnych modeli.

b) BEFADO - kupiłam synkowi, równocześnie z bartkowymi trzewikami, tenisóweczki tej firmy. Producent oferuje, oprócz bucików dla dzieci z typowymi stópkami, również modele dla dzieci, które mają szerokie stopy i wysokie podbicie. Niestety te ostatnie są tak szerokie, że mój mały człapał w nich jak kaczka. Wybrałam kapciuszki z linii "typowej" i to był błąd: albo się nie dopinały, albo cisnęły na podbiciu i Jędruś wcale nie chciał w nich chodzić. Poza tym zauważyłam, że mimo chłodu w domu (luty) i dość cienkiej skarpety, smykowi bardzo pociły się stópki. Sprzedałam je po dwóch nieudanych próbach "rozchodzenia". Staranność wykonania jest za to bez zarzutu, podeszwa dość twarda, podobnie jak w Bartku.

c) ANI-BUT - chyba najszersze, jakie mierzyliśmy. To buty profilaktyczne przeznaczone głównie dla dzieci koślawiących stopy i kolana, ale nie tylko. Dobrze wykonane, podeszwa w miarę elastyczna, skóra dobrej jakości i tęgości. Ceny przyzwoite, za trzewiczki to zwykle ok. 90-100zł w sklepach stacjonarnych. Z podbiciem bardzo różnie, ale przeważnie jest dość wysokie. Poleciłabym dla maluchów z szerokimi stópkami.

d) ECCO – świetna pracująca podeszwa i zabójcze ceny bez promocji, nawet ok. 200-300zł. Rozmiarówka ciut zawyżona. Nr 22 na długość był u nas "na styk". Na podbicie Andrzejka niestety za niskie, ale na standardową stópkę z pewnością ok.

e) MRUGAŁA –  wszystko fajnie, ale niestety są bardzo niskie w podbiciu. Jednych bucików tej firmy nawet nie dałam rady założyć synkowi. Podobała mi się w nich dość miękka, delikatna skóra i fajna podeszwa

f)MEMO  – wspaniałe buty profilaktyczne, dobrze wykonane, dość gruba, tęga skóra – jak w naszych Bartkach, genialna podeszwa diagnostyczna.Drogie, ale wydałabym te 230 zł na linkowany model, gdyby tylko pasowały rozmiarowo. Rozmiarówka jest nieco zaniżona - jędruś potrzebował rozmiaru 21, a te były dostępne od 22.

g) KORNECKI - może niezbyt estetyczne szycia (nakładające się szwy, czasem sterczące nitki), ale buty mimo to robią dość solidne wrażenie. Podeszwa jest dość miękka, zapiętek sztywny, skóra wierzchu nie za twarda. Dość szerokie, odpowiednie przy wyższym podbiciu, ceny ok. 130-140zł.
Wrażenia były świetne, dopóki nie założyłam ich synkowi na nóżki. Stanąwszy na podłodze Jędruś zrobił kwaśną minę, a po postawieniu kilku kroków zaczął strasznie płakać. Po dokładniejszych oględzinach butów, które na pierwszy rzut oka wyglądały na wygodne,  spostrzegłam, że na zapiętku mają wykonany twardą dratwą szew, który wystaje ponad wkładkę i drażni stopę nawet przez cienką skarpetkę. Na początku myślałam, że to tylko wadliwy egzemplarz, ale okazało się, że taki szew miały wszystkie modele tej firmy, jakie oglądałam. Ponieważ nie robiłam zdjęć w sklepach, a zdjęcia „firmowe” są wykonywane tak, by to ukryć, poszukałam zdjęć  u osób, które wystawiają do sprzedania buty po swoich dzieciach. Wygląda to mniej więcej tak:



Być może właścicielce tych człapków szew nie przeszkadzał, ale, sądząc po reakcji, mojemu synkowi szybko obtarłby pięty do mięska. Stanowczo odradzam wrażliwcom, a już na pewno tym, którzy nigdy wcześniej nie mieli butów na nogach.

PS. "Bartku", "Emelu", nie chcielibyście z nami trochę powspółpracować? ;p

Pozdrawiam


1 komentarz:

  1. Chyba nikomu nie trzeba wyjaśniać, ani przekonywać jak ważny jest zdrowy rozwój naszego dziecka. Inwestujemy i dbamy o nie jak najlepiej. Dlatego należy pamiętać również, aby kupować odpowiednie dla naszego dziecka. Jednym z najważniejszych elementów garderoby są bez wątpienia buty. Należy kupić takie, które będą wykonane z wysokiej jakości materiałów oraz będą dobrze dopasowane do stópki naszego dziecka.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...