piątek, 5 lipca 2013

Ambitne plany, zakupy i pech jak zwykle

Kawałek za Placem Centralnym w Nowej Hucie jest nieduży zalew. Pływają w nim kaczki, łabędzie, a na niebie można wypatrzyć nawet mewy.

Udaliśmy się tam w środę po drzemce i podwieczorku Andrzejka. Dla mnie i Andrzejka był to pierwszy raz, a mąż, rodowity nowohucianin, bywał tam, ale... w czasach podstawówki. Od tamtej pory w miejscu, gdzie znajdowało wychwalane przez niego indiańskie miasteczko, wybudowano odkryty basen, pojawiło się także kąpielisko i drewniany plac zabaw dla dzieci.

Ponieważ mimo, że był już wczesny wieczór, żar nadal lał się z nieba, postanowiłam nie przejmować się faktem, że nie mam stroju kąpielowego, a mój brzuch po ciąży najlepiej się nie prezentuje. Rozebrałam się w skoczyłam do wody, a po kilku chwilach wróciłam się po synka. Mały był zachwycony. Dreptał po brzegu, pluskał się w bajorkach i wcale nie bał się wody - spodobało mu się pływanie na brzuszku na rękach mamy. Przygoda jak najbardziej do powtórki, której termin wstępnie ustaliliśmy na dzisiejsze popołudnie.

Do kolejnego wyjazdu "nad wodę" chciałam być już jednak lepiej przygotowana, więc, po ugotowaniu obiadu dla nas i dla synka, wybrałam się na łowy. A oto moje łupy:



W zasadzie pojechałam głównie po strój kąpielowy dla siebie, bo żaden z tych, które nosiłam przed ciążą, już na mnie nie pasuje, ale jak zwykle wróciłam z całą siatą rzeczy dla syna, a o sobie przypomniałam sobie na samym końcu i wzięłam pierwszy kostium, który zmierzyłam.
Wyprawę mogę uznać za udaną: koło z oparciem i "majteczkami" od razu stało się ulubionym tronem,




nadmuchany pływaczek robił za kolejną piłkę, jeden kapeć do wody już podczas "pozowania" został porwany i służył potem jako parostatek podczas kąpieli, a i mój kostium, o którym wcześniej pomyślałam "ok, może być", po ponownym przymierzeniu wydał mi się znacznie ciekawszy.



 Majteczki są zupełnie zwyczajne, ale ten stanik powinno się sprzedawać w aptece jako lek na kompleksy.



Mimo gąbkowych wkładek efekt jest naturalny. Dość powiedzieć, że mój trenowany przez synka od 15 miesięcy biust wygląda w nim... jak dawniej:) No i podobają mi się te "retro" guziczki z kotwicą.



I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie fakt, że kilka chwil od mojego powrotu do domu niebo zasnuło się chmurami i dały się słyszeć grzmoty. Cóż, pech to pech, ale lato się przecież jeszcze nie kończy. Tymczasem burza przeszła bokiem, więc zaryzykowaliśmy wyjście na plac zabaw.



Opłaciło się - tym razem udało mi się uwiecznić zrobioną przez Andrzejka "babkę" zanim zdążył ją zburzyć. Oto jak powstawała:



A kiedy poprawi się pogoda, zalew będzie nasz:)

3 komentarze:

  1. Masz dobre oko, jeśli to pierwszy, który zmierzyłaś :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...