niedziela, 30 czerwca 2013

ekoprzygody

Chciałam zostać "ekomamą".

I choć wcześniej ten trend kojarzył mi się z wege-świruskami chodzącymi w szarych workach zamiast ciuchów, poród do wody uznawałam za niehigieniczną fanaberię, poród domowy za niebezpieczny szczyt głupoty (i tu zdania nie zmieniłam), a wizja masowania krocza przed porodem jakimś olejkiem wydała mi się obrzydliwa, kiedy przyszło co do czego, postanowiłam zagłębić się w temat i znalazłam w ekorodzicielstwie wiele rzeczy, które mi się spodobały.

Zaczęliśmy segregować śmieci, staramy się jeść zdrowo i żyć zdrowo.
Nie mogłam się doczekać chustonoszenia, nauczyłam się podstawowych wiązań i zaopatrzyłam się w piękną tkaną chustę NatiBaby.
Marzyło mi się spanie z dzieckiem.
Jestem gorącą zwolenniczką pieluszek wielorazowych i prania  w naturalnych detergentach.
Kocham drewniane, szmaciane i papierowe zabawki. Uwielbiam malować, grzebać się w masie      solnej i robić coś z niczego
Zapoznałam się z założeniami metody BLW i byłam za.
Kąpiel w mleku - chciałam spróbować.
Na intuicji polegam od zawsze. Miałam nadzieję, że potrafiąc wsłuchać się we własne potrzeby, będę umiała też wsłuchać się w potrzeby dziecka.

Od początku ciąży wiedziałam, że chcę karmić piersią i jestem gotowa na walkę o laktację.

Z perspektywy 15 miesięcy macierzyństwa moje "ekorodzicielstwo" rysuje się następująco:
Chusta. Po feralnym szczepieniu 5w1, które skutkowało rozregulowaniem napięcia mięśniowego u synka, pani dr ortopeda, która zajmuje się jego rehabilitacją kategorycznie zakazała chustonoszenia. Kiedy już dostaliśmy na to zielone światło, Andrzejek miał 6 miesięcy, był świadomym pełzakiem, stawiał pierwsze kroki na czworaka i chustę znienawidził od pierwszego wiązania. Do teraz nie uległo to zmianie. Czasem pozwala się nosić w nosidle ergonomicznym, ale i to niezbyt często.
Spanie z dzieckiem - kolejna klapa. Próbowaliśmy tak przez tydzień i nikt z naszej trójki nie był wyspany. Po wyprowadzce synka do łóżeczka sytuacja się unormowała i Andrzejek budził się 2 razy na karmienie.

Orzechy piorące, które dostałam w prezencie, uczuliły Jędrusia. Kiedy wróciliśmy do chemicznej Loveli problem zniknął.

Pieluszki wielorazowe - po wcześniejszych przygodach, na moją nieśmiałą prośbę mąż odpowiedział: "Czy to jeszcze jedno dziwactwo, przez które stracimy masę czasu, zdrowia i pieniędzy? Nie zgadzam się". Używamy jednorazówek i jak na razie problemów nie ma. Podejrzewam, że płacz zacznie się przy odpieluszaniu.

Piękne drewniane zabawki w większości leżą odłogiem. Ale tu i tak jesteśmy eko: synek nie uznaje również tych plastikowych zabawek i chce bawić się głównie przedmiotami codziennego użytku, najchętniej tymi, którymi mógłby zrobić sobie krzywdę.

BLW. Przez nasze kłopoty z napięciem mięśniowym, Jędruś nauczył się pewnie siedzieć dopiero w 9-tym miesiącu, więc metodę tę musieliśmy odłożyć  czasie, a w międzyczasie Andrzejek tak bardzo przywykł do papek i musów, że stałym jedzeniem rzucał do ukończenia roku, a każda próba jego podania kończyła się wymiotami.

Kąpiel w mleku mamy uważam dziś za wręcz niebezpieczną dla dziecka. U nas było super, dopóki synek miał skórę bez zarzutu. Kiedy natomiast zdarzyło mi się drasnąć go przy obcinaniu paznokci, rankę zdezynfekowałam i wydawało mi się, że już po wszystkim. O sprawie przypomniałam sobie kilka godzin po wieczornej kąpieli, kiedy palec zaczął puchnąć i ropieć. Za dnia, kiedy przemywałam rankę Octeniseptem, było lepiej, a wieczorem powtórka z rozrywki i lekarz, który uświadomił mi, że mleko jest fantastyczną pożywką dla bakterii...

Jedynym, co mi się w 100% udało, jest karmienie piersią. I ta droga nie była usłana różami, bo najpierw borykaliśmy się ze słabym odruchem ssania, a potem ja musiałam od nowa uczyć się życia bez nabiału. Nie poddałam się jednak i ta przygoda trwa do dziś.

No cóż, klapa na całej linii. W ramach wsłuchiwania się w potrzeby mojego dziecka, musiałam więc zrezygnować ze swoich pomysłów na wychowanie. Widocznie mimo moich najlepszych chęci, Andrzejek nie chciał być ekodzieckiem. Teraz nie oceniam rodziców, którzy pielęgnują/karmią/ubierają swoje maluchy w sposób, który wydaje mi się niesłuszny. Kto wie, może u nich te "właściwe" zawiodły?


3 komentarze:

  1. Mam podobne doświadczenia. Do pieluch się nie przekonałam i sprzedałam. Chusta czeka na kolejne bobo, może będę odważniejsza. Ale mei-tai się sprawdza:-)Śpimy dużą część nocy razem ze względu na nocne karmienie-jedyny sposób na spokój w nocy...Wolałabym jednak, żeby Ania już przesypiała noc i małymi krokami odstawiła się od piersi, bo dieta eliminacyjna nie pomaga, a mnie osłabiła już mocno. BLW nie na siłę. Je zupki i kaszki karmiona łyżeczką, część produktów własnoręcznie :-)Mleka parę razy do kąpieli dolałam w dawnych czasach, kiedy odciągałam je laktatorem do butelki. Potem przeszłyśmy wyłącznie na pierś i było to najbardziej liczące się dla mnie zwycięstwo mamy wcześniaka...
    Ps. koniecznie chcesz mieć włączona weryfikacje obrazkowa przy dodawaniu komentarzy? Bo to trochę zniechęca;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Eko, eko... to tylko nazwy. Ważne, aby postępować w zgodzie z własnym sumieniem oraz tym, na co dziecko nam pozwala. Ja nie nazwałabym się eko, choć być może to jak zajmuję się dzieckiem na to wskazuje. Chusta, wielorazówki, zdrowe jadełko... Można by tak wymieniać. Tyle, ze ja nic nie zakładałam. Powoli różne rzeczy po prostu - przychodzą.

    Pozdrowienia dla Waszej trójki.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...