czwartek, 27 czerwca 2013

Czy wrażliwość się dziedziczy?



Melancholijnie…

W ostatnich dniach pogoda nie rozpieszcza nas słońcem. Dobrze, że nie pada, ale nastrój i tak jest jakiś taki melancholijny. Jędruś śpi, męża nie ma, obiad zrobiony, sprzątać mi się niespecjalnie chce, bo wiem, że mały i tak zrówna mieszkanie z ziemią, kiedy się obudzi, mam więc czas dla siebie i, w poszukiwaniu czegoś, co pasowałoby do mojego nastroju, włączyłam YouTube i w wyszukiwarkę wklepałam nazwisko mojej ukochanej piosenkarki, którą sportretowała ostatnio Joanna Moro. Ponieważ pani Joanna w tej roli zawiodła mnie zupełnie, spuszczę na to zasłonę milczenia i przejdę do tego, co wykopałam na yt:



Tego mi było trzeba, już mi lepiej… Uwielbiam głos Pani Anny, uwielbiam poezję rosyjskich romantyków, uwielbiam język rosyjski i specyficzną rosyjską wrażliwość na granicy ckliwości. Często śpiewam jej piosenki, usypiając synka. Najbardziej lubi „Nadieżdę” i właśnie tę, którą zamieściłam powyżej. W ogóle lubi melodie zza naszej wschodniej granicy. Lubi Okudżawę, Wysockiego, Biczewską, lubi ukraińską „Czeremszynę” – kto wie, może ma to po mnie?  Bo ja, choć nie wierzę w reinkarnację, często odnoszę wrażenie, że gdybym nie urodziła się w katolickiej rodzinie w podkarpackim Krośnie, mieszkałabym gdzieś pod Moskwą, czytałabym z wypiekami na twarzy Puszkina, zamiast dyskoteki wybierałabym ognisko, na którym koledzy przy gitarze śpiewają Okudżawę i nawet w dni powszednie pędziłabym do cerkwi, żeby choć przez chwilę posłuchać chóru… I nie przeszkadzałoby mi, że muszę stać w babińcu, wkładać spódnicę do kostek i kryć pod chustą głowę i ramiona. Dla tych anielskich dźwięków…

Zresztą, posłuchajcie:


To jest pieśń pokutna, tekst jest o grzeszniku, który jest świadom swoich win, uniża się i błaga Boga o wybaczenie. A jednak  ma w sobie coś takiego, że za każdym razem, kiedy jej słucham, czuję radość i ciepło na duszy… Nawet mój mały Andriuszka wycisza się, kiedy śpiewam mu ją do snu.

Cieszy mnie, że mój synek jest wrażliwy. Że choć jest jeszcze taki malutki, to już zdaje się na swój własny dziecięcy sposób doceniać to, co piękne i wartościowe. Cieszę się, choć wiem, że takim odmieńcom potrzebne są bardzo twarde cztery litery. Że, jeśli wzrastający wśród poezji śpiewanej i pieśni legionowych Jędruś odziedziczy gusta po rodzicach i będzie miał odwagę się do tego przyznać, to jego wychowani na Lady Zgadze, "Madonnie" i innych hip hopach rówieśnicy nie dadzą mu żyć. Tak samo jak ćwierć wieku wcześniej podwórkowi raperzy i wielbicielki Spice Girls za sztukę uważający plakaty z "Bravo Girl" dokuczali fance Anny German, która na ścianie miała reprodukcje zimowych pejzaży Fałata...

Jestem jeszcze staroświecka czy już nienormalna?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...