czwartek, 4 lutego 2016

Gratulacje!

Kochani, szacun.

Wszyscy, którzy się podjęli, zgadli bezbłędnie.
Ustalenie właściwej kolejności nie nastręczyło Wam trudności.

Tak pro forma:
Martusia-Andrzejek-Julek 
Julek-Martusia-Andrzejek
Andrzejek-Julek-Martusia.




A gratuluję tym bardziej, że zadałam tę samą zagadkę mojemu mężowi i... pomylił się dwa razy ;p



poniedziałek, 1 lutego 2016

Kto jest kto:)

Dziś dla odmiany zagadka obrazkowa.

Często słyszę, że moje dzieci są do siebie podobne. Ja uważam inaczej, więc zróbmy eksperyment - oto kolaż przedstawiający wszystkie moje pociechy w wieku od 3 do 5 miesięcy.
Każde jest na trzech zdjęciach.  Żadne nie powtarza się w rzędach pionowych i poziomych.
Andrzejkowi, dla "ułatwienia" wyretuszowałam pieprzyk na czole.
Ubrankami nie ma co się sugerować, wybrałam zdjęcia, na których Martusia ma ciuszki po braciach.
Rozpoznacie?


czwartek, 28 stycznia 2016

Kosiniakowe - z czym to się je

Droga Mamo!

Nie pracujesz na umowę i nie masz prawa do zasiłku? Obojętnie czy jesteś zarejestrowana w UP czy nie.
Pracujesz na część niskopłatnego etatu, zlecenie lub umowę o dzieło?
Studiujesz?
Urodziłaś dziecko/dzieci, a nie przysługuje ci prawo do zasiłku macierzyńskiego?

Uderzaj do Kosiniaka-Kamysza:)
No dobra, do Urzędu Gminy - po "kosiniakowe".

Od 1 stycznia Anno Domini 2016 przysługuje ci bowiem świadczenie rodzicielskie w wysokości 1000zł miesięcznie przez pierwszy rok życia dziecka lub odpowiednio dłużej, jeśli za jednym zamachem urodziło się więcej niż jedno dziecko.

Przysługuje ono też na dzieci urodzone w 2015 roku, więc jako matka takowego przyjrzałam się sprawie.

Lecimy kryteriami przyznawania:
  • Umowa o pracę na pełen etat? Nie mam, sporadycznie łapię umowę o dzieło, więc ten warunek spełniam. Spełniałabym go też, gdybym np. pracowała na część etatu i mój zasiłek był niższy niż 1000zł. Wtedy dostałabym wyrównanie do 1000zł.
  • Dziecko urodziło się nie później niż w roku 2015? Zgadza się - 18 września 2015, więc mogę liczyć na wypłatę przez 9 miesięcy
  • Kryterium dochodowe? Nie ma. To świadczenie jest przyznawane niezależnie od dochodu.
  • A gdybym, nie daj Boże zmarła, zrzekła się zasiłku albo praw rodzicielskich, o przejęcie świadczenia mógłby ubiegać się ojciec lub faktyczny opiekun dziecka.
Teraz sprawdźmy, co by mnie dyskwalifikowało:
  • otrzymywanie zasiłku macierzyńskiego - w moim przypadku odpada.
  • pobieranie zasiłku macierzyńskiego przez drugiego z rodziców (w tym wypadku mojego męża) - u nas odpada
  • korzystanie ze świadczeń z tytułu urodzeniu dziecka w innych systemach niż powszechny system ubezpieczeniowy (np. funkcjonariusze służb mundurowych) - takoż odpada.
 Spełniam więc wszystkie kryteria. Jak zatem dostać świadczenie?
  • Udać się do Urzędu Gminy i wypełnić TAKI wniosek. Czas to pieniądz - trzeba zrobić to do 3 miesięcy od urodzenia dziecka, inaczej świadczenie będzie przysługiwało od miesiąca złożenia wniosku.
  • Do wniosku dołączyć kopie aktu urodzenia dziecka i obu stron swojego dowodu osobistego (ja dołączyłam też zaświadczenie o czasowym meldunku w Krakowie, bo mój dowód twierdzi, że mieszkam w innym województwie;p)
  • uzbroić się w cierpliwość:) Ja pozytywną decyzję już dostałam, teraz czekam na wypłatę.

Wszystkie szczegóły dostępne są TU. Z tych informacji korzystałam zarówno ubiegając się o świadczenie, jak i tworząc niniejszego posta dla Was.

To teraz jeszcze tylko becikowe (ogólne i gminne krakowskie), Karta Dużej Rodziny (ogólnopolska i krakowska), być może 500zł na dziecko (mąż musi sprawdzić, czy przypadkiem nie załapiemy się na 500zł również na każde z trójki naszych dzieci) i już pędzimy być bogaci:)

niedziela, 24 stycznia 2016

Julian mówi jak jest



Tatuś: Idziemy się kąpaaać!
Julo: Ja nie idę ty gupku!
T: Julian! Nie wolno tak mówić.
J: Ty! Ty... eee...dlaniu?
T: Tak też nie wolno.
J: Ty tatusiu, ty!

***

Przebieram Julianka.
J: Mama, popats, dlabina.
M: Nie ma tu, Julku drabiny
J: Jeśt.
M:???
Julian pręży swą chudą pierś: O tu. Dlabina dla lacka-niebolacka!

czwartek, 21 stycznia 2016

4 miesiące i trzy dni

Tyle dokładnie ma dziś nasza Martunia. I dziś już ostatecznie upewniłam się, że nie ma sensu podawanie w jej przypadku wieku korygowanego. Wszystko nadrobiła, po znamionach wcześniactwa nie ma już śladu. No, może tylko wpis w karcie, że jest noworodkiem z donoszonym, ale z widocznymi znamionami wcześniactwa. Swoją drogą ciekawe, co poeta miał na myśli - bo jak dla mnie albo donoszona, albo wcześniak, tym bardziej że opierano się tylko na pomiarach z USG, bo nie było terminu z miesiączki...

Obecnie Marta waży 6300g i mierzy 64cm, nosi ubranka w rozmiarze 68. Czyli do gigantów, a nawet do dużych dzieci, nie należy, ale gdyby spojrzeć na jej gabaryty urodzeniowe (2950/51) i fakt, że przez pierwsze 3 tygodnie mała przybrała zawrotne 50g, to te 6300g i 64cm wyglądają już nieco inaczej:)
A to wszystko na moim mleku, zero sztuczności:)

A co tam u niej?
Ostatnio jakby troszkę spuściła z tonu. Daje się na 10-15min. zostawić na macie edukacyjnej albo z karuzelą, której dotąd nie cierpiała. Toleruje jednak tylko jedną z 4 melodyjek.

Mamę już dawno omotała:



Braci i tatusia kokietuje na całego, rozpoznaje nasze twarze, lubi zabawę w akuku w wersjach z zasłanianiem i odsłanianiem mojej twarzy rękami albo z zakrywaniem jej samej pieluchą i odkrywanie. Śmieje się wtedy głośno. Podobnie uwielbia całowanie i pierdziochy i brzuszek i boczki.

 Jak do tej pory lubiła leżeć na brzuchu, tak teraz szybko zaczyna się irytować, a wszystko przez to, że nie potrafi jeszcze się przemieszczać. Nie daj Boże w zasięgu wzroku znajdzie się coś ciekawego... Najchętniej to by już wstała i pobiegła, a tu nawet pełzanie nie bardzo jej idzie. Na razie wszystkie te próby kończą się niechcianymi fikołkami na plecy, co powoduje rozpacz.


A propos fikołków - te odbywają się już we wszystkie strony, ale na dzisiejszej kontroli w poradni rehabilitacji okazało się, że Tusia nieprawidłowo przewraca się na brzuch i podobno, zamiast mięśniami brzucha, pracuje mięśniami obręczy barkowej. Dostałyśmy dwa ćwiczenia, miesiąc na wypracowanie właściwego wzorca i zobaczymy, co będzie dalej.

Z osiągów miesiąca mamy jeszcze:
  • intensywniejsze głużenie, czasem da się już usłyszeć jakieś sylaby
  • obroty wokół własnej osi w leżeniu na plecach
  • próby obrotu wokół własnej osi w leżeniu na brzuchu
  • próby podniesienia się w podporze na prostych rękach
  • pierwsze "samolociki"
  • całkiem sprawne chwytanie i nieporadne przekładanie zabawek z ręki do ręki 
  • łapanie się za kolanka i próby (na razie nieudane, ale niewiele brakuje) złapania stópek
  • samodzielne podciąganie się do siadu trzymając się za palce dorosłego
  • Macanie się po buzi - policzkach, oczkach nosku - zabawnie to wygląda, a mnie zaskoczyło, bo żaden z chłopców nie miał takiej "fazy".

Pozostając przy tematyce okołozdrowotnej - mam cichą nadzieję, że w tym miesiącu w końcu uda się malutką zaszczepić na przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi. Poruszam niebo i Ziemię oraz wykorzystuję wszystkie znajomości, by zdobyć dla mojej córeczki szczepionkę - i mam nadzieję, że się uda. Termin w poradni zaklepany już mam.

Martwi mnie jeszcze jedna rzecz - dziwna biegunka, która trapi Martę od prawie tygodnia. Nie jest to alergia, bo odstawiłam wszystkie możliwe alergeny (krowiznę, jaja, miód, truskawki, kakao, ryby, soję, orzechy), a poprawy brak. Malutka na szczęście na wadze przybiera i rozwija się ładnie, ale w tym wieku
10 salw na dobę to przesada. Konsultowałam się już z kilkoma lekarzami, ale nikt nie wie, co to może być.
W najbliższych dniach pewnie czeka nas badanie krwi.

A w następnym miesiącu może Martula pojedzie ze mną na narty? Na razie jako kibic, choć w zeszłym roku parę razy zdołała zabrać się na gapę;p Ciekawe, czy pokocha to tak jak ja:)





wtorek, 19 stycznia 2016

Noc z atopikiem i chrzest bojowy DEMSY

Martusia skończyła wczoraj 4 miesiące.
Ale - jako że pewne wydarzenia z czwartego miesiąca jej życia czekają jeszcze na swoje wyjaśnienie najprawdopodobniej do jutra - to dziś Martula ustąpi swój dzień bratu u którego właśnie - mam nadzieję - udało się już zwalczyć do końca ostatnie zaostrzenie atopowego zapalenia skóry.

Kto ma AZS (lub dziecko z AZS), ten wie, o czym piszę.

Zaczyna się od okropnego swędzenia. Jeszcze zanim skóra zacznie przypominać paznokcie pomalowane pękającym lakierem, a potem papier ścierny. Zaczyna się drapanie.
Paznokcie trzeba obciąć najkrócej jak się da, inaczej w 1 dzień dziecko może podrapać się do krwi, a to wspaniałe wrota zakażenia. Potem trzeba ulżyć w świądzie. Leci balsam natłuszczający na całe ciało, a na miejsca zmienione megatłusta maść łagodząca, zwykle Linoderm z alantoiną. Do tego krople lub syrop z lekiem antyhistaminowym. Jędrusiowi to wystarczało, zwykle nawet bez leku się obywał. Julkowi nie wystarcza. U Jula w zaostrzeniu dochodziła jeszcze maść ze sterydem.
W dzień pretekstem do smarowania było każde przewijanie. W nocy - każde stęknięcie świadczące o wybudzeniu.
"Mama, fędzi" = mama leci smarować. Jeśli po zwykłych emolientach udaje się małemu przespać noc, sterydów nie włączam, ale w dwóch ostatnich zaostrzeniach już się nie udawało.
Wyglądało to tak:
Jul się budzi, skarży się, że go swędzi.
Smaruję.
Jul się wycisza i przestaje się drapać - czyli jest ulga.
Mały próbuje zasnąć, ale już skutecznie się wybił ze spania, więc picie, tulenie, sweterek mamusi pod główkę i po 2-3 kwadransach się udaje.
Wracam do łóżka. Mija pół godziny, czasem godzina...
"Mama, fędzi!" i tak do rana.
A po sterydzie noc przespana, więc rachunek zysków i strat jest prosty - tym bardziej, że lek jest potrzebny zwykle 2-3 pierwsze dni, potem radzimy sobie już samym natłuszczaniem.

Obecnie właśnie dorżnęliśmy zaostrzenie przywiezione z Krosna. Na chwilę dzień dzisiejszy Julowi wystarczają 2 smarowania za dnia i jedno przed nocą, a w noce są bez sensacji z maksymalnie 1 pobudką. Ale jeszcze parę dni temu mieliśmy sajgon.

Jeszcze będąc w Krośnie przypomniałam sobie, że mam w domu coś takiego:

W czasie testu właściwego nie miałam jak wypróbować tego preparatu, bo chłopców akurat nic nie swędziało. Ale teraz mógł dostać swoją szansę. Zamiast więc smarowania Julkowych łokci, ud, kolan i polików maścią Cutivate, w ruch poszła DEMSA.
Oprócz tego na buzię w dzień stosowałam krem do twarzy, a do kąpieli - żel tej samej marki, które jeszcze nam się uchowały.
Powiem tak: w remisji te preparaty są świetne. W zaostrzeniu balsam radzi sobie może i nieźle, ale szału nie ma. Ilość nocnych pobudek z powodu świądu spadła z ok. 6-7 do ok. 3. Czyli efekt jest zauważalny, ale znacznie słabszy niż po sterydzie. Ale w sumie mogłam się tego spodziewać.
Natomiast rozczarował mnie krem do twarzy. Fakt - mam wersję "codzienną", a nie tę zaostrzeniową, ale jego działanie w zaostrzeniu jest właściwie niezauważalne, zwykły Linoderm radzi sobie z buzią Julianka lepiej.
Na czas największego nasilenia objawów wróciłam więc do starego systemu pielęgnacji a do kemu do twarzy wrócimy pewnie za parę dni.

Moja ocena: jednak co steryd to steryd. Balsam dał radę, ale dopiero kiedy sytuacja była już w znacznej mierze opanowana. Wypróbuję go jednak jeszcze na ukąszenia owadów i myślę, że tu będzie sprawdzał się bardzo dobrze. Atopowy świąd Julka to jednak za wysokie progi.


sobota, 16 stycznia 2016

Oczko Julianka

Mój cudowny młodszy synek skończył 21 miesięcy. Rany, jaki to fajny wiek:) Dzieciaki są już rezolutne, wygadane, chcą zdobywać świat, ale w tym wszystkim pozostają tak uroczo nieporadne.
Przynajmniej mój Julianek:)

Rozmiarowo się nie zmienił. Ciuch na 92, but 22/23, pielucha na L/4+. Zębów 16 i w drodze górne piątki. Ciekawe, czy będziemy się z nimi tak mordować jak z czwórkami, obawiam się, że tak.

Norma ilości używanych słów na pewno już wyrobiona. Jul mówi pełnymi zdaniami, czasem nawet złożonymi, ale nie są one szczególnie wyrafinowane. Raczej coś w stylu: "Nalej mi soku i daj mi".
Poprawnie odmienia, ale w czasownikach zwrotnych zjada "się". Lubi zdrobnienia - butelecka, kubecek i Julecek brzmią przecież lepiej niż "butelka", "kubek" i "Julian", podzielacie jego zdanie? No więc Jul rano zjadł kaseckę z wujawinką, potem wyszedł z ciociusią na spatelek, zjadł obiadek i poszedł lulać.
Podobnie jak Andrzejek w podobnym wieku, Jul uczy się już wierszyków i piosenek. Na razie jednak nie recytuje całych tekstów, a uzupełnia brakujące wyrazy, zdarza mu się wtrącić cały wers.

Lubi prace plastyczne. Wczoraj pierwszy raz dałam mu ciastolinę, pokazałam, jak zrobić kulkę, a jak wężyka - i od razu załapał. Ulepił nawet konstrukcję z kilku kulek i był nią zachwycony. Uczy się też składać kartkę papieru (na razie zupełnie nierówno, ale nie od razu Kraków...) i uwielbia bazgrać kredkami. Trzeba go przy tym bardzo pilnować, bo radosna twórczość ma tendencję do opuszczania kartki i kolonizowania przestrzeni wokół - dziś na przykład szorowałam pomalowane na zielono szczebelki łóżeczka Marty.

Poza tym - komitywa między braćmi coraz lepsza, więź między Juliankiem a Martą też coraz mocniejsza. Julek głaszcze i przytula siostrę, kiedy tylko może, ona odwdzięcza mu się zalotnymi spojrzeniami.

Mistrz i Uczeń:)


Rusza wyobraźnia. Pewnie duża w tym zasługa zabaw ze starszym bratem, ale Julo jest właśnie na etapie gotowania. Do prawdziwego garnka wrzuca klocki i papierki, stawia garnek na książeczkach udających palniki, miesza prawdziwą drewnianą łychą, a potem nabiera na łychę po jednym klocku i częstuje wszystkich "zupą".

Może zostanę doradcą noszenia w chuście? Kolejkę chętnych na naukę już mam.

A dzień wcześniej obłowił się pod choinką
(#nacholerędzieciomdrogiezabawki)


Trochę gorzej idzie nam z jedzeniem i spaniem. Nie wiem, co się stało, ale Jul nam ostatnio nie chce jeść. Najchętniej w kółko jadłby krupnik i jogurt truskawkowy, na wszystko inne reaguje wrzaskiem i trzeba uciekać się do forteli, żeby zjadł cokolwiek.
Jak w zeszłym miesiącu zasypiał samodzielnie zarówno na dzienną drzemkę, jak i na noc, tak teraz nie ma o tym mowy. Mały oznajmia, że chce iść spać, po czym tonem nieznoszącym sprzeciwu mówi do mnie: Dawaj śfetel. Oczywiście w grę wchodzi tylko i wyłącznie ten, który właśnie mam na sobie, żaden inny. Potem Julasty życzy sobie wszystkich dostępnych pluszaków, picia, mojej obecności i łaskawie pomału odpływa, jeśli jednak któryś z warunków nie jest spełniony, to o drzemce mogę zapomnieć i przygotowywać się na to, że zaryje nosem w talerz z kolacją.
Czy tak też może objawiać się bunt dwulatka?

Wspomnienia

Mamusiu, idę lulu, daj śwetel.


Ale i tak najważniejsze, że Julo był w tym miesiącu ZDROWY, co ostatnimi czasy wcale nie jest regułą. Babcia Gosia  twierdzi, że to zasługa soku z aloesu, który Julo sobie popija, a ja twierdzę, że to pobyt w Krośnie i codzienne spacery na naprawdę świeżym powietrzu. No, z jednym wyjątkiem - doleczamy właśnie resztki zaostrzenia AZS.

A w następnym miesiącu - kontrola w poradni rehabilitacji i może pierwsza świadomie przeżywana zima?

U dziadków wolno więcej, czyli co zastaję, uśpiwszy Martusię ok.10-tej wieczorem

Pora na fryzjera?

sobota, 9 stycznia 2016

Zapisuję zanim zapomnę

Ze zdziwieniem obserwuję ostatnio, jak bardzo samodzielny staje się Andrzejek. Podczas ubierania trzeba mu pomóc już tylko z zapięciem guzika w spodniach, na śniadanie i kolację sam robi sobie kanapki, łóżko sam sobie potrafi zasłać... no w szoku jestem.
Dwa razy był w przedszkolu po świątecznej przerwie, a tu taka zmiana.
M: Jędrusiu, ty w przedszkolu uczysz się robić kanapki i słać łóżko?
A: Tak, mamusiu.
M: Inne dzieci też tak ładnie sobie radzą?
A: Uhu.
M: A kto was tak uczy? Pani D., pani J. czy siostra B.?
A: Pani J.
M: No to nieźle  was pani J. szkoli.
A: Nie szkoli tylko przedszkoli.

***

Wieczór. Marta wypluskana, zatankowana i ululana, chłopaki też już wykąpani i po kolacji. Jul przyszedł do mnie na "patataj" - czyli władował się na moje kolana i zażądał podrzucania. Jak spod ziemi wyrósł oczywiście też Andrzejek i już za chwilę podrzucałam na kolanach jakieś 25kg. Po paru minutach padłam, więc obejmuję ich rękami i daję buziaki to w jedną, to znów w drugą złotowłosą łepetynę.
A: Mamusiu, to niesprawiedliwe. Julek dostał więcej buziaków ode mnie.
M: A ty chcesz więcej buziaków? No to nadstaw się, dostaniesz ile chcesz.
A: Nie chcę!!!
I zwiał.

***

Mąż w rozmowie ze mną użył słowa "troll".
A: W bajce o smerfach był troll.
T: Tak, tam był taki złośliwy troll, ale są też miłe trolle, na przykład muminki.
A: Ty też jesteś miłym trollem.

***

Jeszcze z Krosna. Moja (Babcia Gosia) mama rzuca hasło, że razem z mamą męża (Babcią Bogusią) zabierają chłopców na "szopking" i mam ich przygotować do wyjścia.
BB: A wiecie chłopcy, gdzie pójdziemy? Pójdziemy na spacerek, zobaczyć taką piękną ruchomą szopkę.
 Gosia, gdzie macie tę szopkę?
BG: U Kapucynów.
BB: No właśnie. No to gdzie idziemy?
J: Do kapusty.
A: Nie do kapusty, tylko do Kapucynów
J: Do Kapustynów?


piątek, 8 stycznia 2016

Święta w kadrze i paru zdaniach

Co tam u nas?

Żyjemy. Jakoś:)
Do Krakowa wracaliśmy przedwczoraj. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie cyrk, który Jędrula odstawił w restauracji. Jeszcze trochę, a nasze mordki ozdobiłyby tablicę z napisem "tych klientów nie obsługujemy" - którą właściciel kupiłby specjalnie dla nas.

Ale od początku:)
Wywieźliśmy do Krosna jednego zasmarkańca i dwoje kaszlących zasmarkańców. Importowaliśmy troje zdrowych. No, prawie - Julian pewnie przytulił się do psiura albo podwędził ze stołu coś trefnego, bo na pamiątkę przywiózł sobie zaostrzenie AZS. Bye bye, prowokacjo mlekiem...
Oczekujcie więc za jakiś czas nowej recenzji DEMSY - zostało nam jeszcze trochę kremu do twarzy, żelu do kąpieli i balsamu na swędzenie. Od wczoraj sprawdzam w praktyce krem, dziś dałam szansę balsamowi. Jeśli jej nie wykorzysta, to na Jula czeka już maść ze sterydem. Daję nowości jedną noc - jeśli Jul w całości ją prześpi, nie włączę sterydu.

Jędrul jeździł na nartach:)
Dostał od Mikołaja takie przypinane paskami do butów z kijkami w zestawie. Szkoda jedynie, że warunki były tylko jednego dnia - akurat wtedy, kiedy my z mężem musieliśmy pakować dobytek do wyjazdu. Nie widziałam więc i muszę uwierzyć na słowo, że radził sobie, mało się wywalał i zasłużył na prawdziwy sprzęt - w przyszłym roku na pewno. Dziadek namawia, żeby spróbować już w lutym, ale dawno temu uczyłam od podstaw pięciolatka i mam mieszane uczucia, bo marudził, że mu niewygodnie. Mój czterolatek niby bardzo sprawny, ale to jednak twardy, sztywny but i staw skokowy w nienaturalnej pozycji. Zobaczymy.

Córę mam obrotną. Na boki od dawna idzie jej swobodnie, z brzucha na plecy coraz ładniej. Już nie robi łup głową o podłoże:) Z pleców na brzuch na razie były trzy przewroty. Martuli się nie podoba, bo ciągle strasznie się z tym mozoli i nie potrafi wyciągnąć łapki, którą zostawia pod brzuchem - więc wrzaski z cyklu "mamo ratuj!".
Postępów było więcej, ale to materiał na posta miesięcznicowego:)
No i w ciągu 2 tygodni  prawie całkiem wyrosła z rozmiaru 62. Niektóre większe bodziaki są jeszcze na styk, ale pajace i półśpiochy musiałam wymienić na numer większe. Długie nogi panna ma:) I dobrze, niech jej tak zostanie;p Dobrze, że wcześniej nie przyszło mi do głowy zabierać do Krakowa pudła z rozmiarem 68, dzięki temu mała u babci miała co na siebie włożyć.

Julo śpiewa. Ostatnio na tapecie "Tak tak tak, tylko Kszak"  Ręka w górę, kto pamięta?;p Tak, wiem, stara jestem...
I drugi hit:




Ech, teraz te urocze dzieciaki są w moim wieku:)

Dobra, dość smęcenia, fotorelacja musi być:)



Sukienka kameleon czyli motylem byłam, ale utyłam (i w kieckę z Chrztu się nie zmieściłam;p)
niedopięte guziki czyli stylizacja wigilijna podejście drugie

DJ Julo miksuje: Wśróóóóód nocnej ciiiiszyyyyyy kaczka pstra dziatki ma...

Znalazła się sukienka dobra na Martę - wigilijna stylizacja podejście 3.

Martusia zapakowana w swój prezent:)

Zimowy spacer


Sporty zimowe

Buziak od Jędrusia

Nie będę pozować. Foch.

Siostra, patrz i ucz się. Lans na BLW musi być;p



poniedziałek, 4 stycznia 2016

Książki zamiast nart

Na narty chciałoby się pojechać, ech... a tu śniegu brak. W odległości, która pozwalałaby wyskoczyć między karmieniami, nie działa żaden wyciąg, a na jedyny, który działa musiałabym brać Martulca i osobę towarzyszącą do zabawiania waćpanny w knajpie przy stoku, gdzie małej nie byłoby nawet jak przewinąć. Czy muszę dodawać, że chętnych brak?
Wyjazd na narty jest więc chwilowo poza moimi możliwościami, ale od czego prezenty świąteczne?
W tym roku pod naszą choinką królowały książki. W mojej paczce również, ale swoje Akuniny zostawiam na ostatek, bo jadą ze mną do Krakowa. A przeczytać trzeba wszystkie:)
Jak czyta matka maluchów? Jak za starych dobrych nastoletnich czasów, latara pod kołdrą i jedziemy. Różnica jest taka, że kiedyś nie chciałam obudzić rodziców, a teraz nie chcę obudzić dzieci:)

Na pierwszy ogień poszła bratowa "Morfina" Twardocha. Kawał cegły, ale w 3 zarwane noce da radę. Dobrze się czytało.
Potem jednak wpadł mi w ręce prezent mojej mamy i 1:0 dla Kaczkowskiego. Wydawałoby się - kolejny wywiad rzeka. Ale chyba najlepszy, jaki dotąd czytałam. A na pewno wyzwalający emocje. Od gniewu po radość, smutek, strach i znowu radość - a zdarzało się, że wszystko to podczas lektury jednej strony.
Odwaga, niesztampowe myślenie, autoironia - mam nadzieję, że autorzy się nie obrażą, wszak darmową reklamę im robię:








Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...